Proponowane przez rząd wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat rodzi bunt. To przede wszystkim kwestia emocji, a nie racjonalnych argumentów. Pocieszające dla rządu może być to, że o konieczności dłuższej pracy przekonani są ludzie młodzi. A więc ci, którzy w całości będą podlegać nowym regułom.
Zdecydowanymi przeciwniczkami dłuższej pracy są kobiety. Aż 80 proc. z nich chce utrzymania obecnych zasad. Wśród mężczyzn podobnie odpowiedziało prawie 70 proc. - wynika z sondażu Deutsche Banku PBC, zrealizowanym przez IHH.
Niewiele więc się zmieniło od sondażu "Gazety" z listopada (wtedy przeciw było aż 84 proc. kobiet i 77 proc. mężczyzn). I to wszystko mimo gigantycznej kampanii w telewizji, prasie, stacjach radiowych i internecie, w której eksperci wyjaśniali, dlaczego Polacy będą musieli pracować dłużej.
Wśród 18-24-latków 40 proc. badanych zdaje sobie sprawę, że nie unikniemy reformy. Najmniej zwolenników wydłużania wieku jest wśród 45-54-latków (zaledwie 13,2 proc.). Wśród 55-65-latków za reformą opowiedział się prawie co trzeci Polak.
Skąd się bierze bunt? Może zwyczajnie dlatego, że nie lubimy swojej pracy? Zaledwie jedna trzecia Polaków jest zadowolona z pracy, którą wykonuje - wynika z I Ogólnopolskiego Badania Satysfakcji z Pracy firmy Sedlak & Sedlak. Wśród zarabiających powyżej 10 tys. zł brutto zadowolonych z zajęcia jest 60 proc. osób. Gdy pytano tych zarabiających poniżej 2 tys. zł, okazało się, że swoją pracę lubi zaledwie 15 proc. Pracujemy tylko dla pensji?
A jak to wygląda na tle Europy? Wyniki badań trudno tu porównać, ale jak wynika z sondażu agencji doradztwa personalnego i pracy tymczasowej Randstad najwyższy poziom zadowolenia pracowników z aktualnie wykonywanej pracy jest w Norwegii, Danii i Holandii.
Polska zajmuje 14. miejsce wśród krajów europejskich. Dopiero? Aż?
Takie wyniki po części tłumaczą jednak kolejny sondażowy trend - im niższe wykształcenie, tym mniejsze poparcie dla dłuższej pracy.
Ponad 90 proc. Polaków z wykształceniem zawodowym nie zgadza się na zmiany. Podobne zdanie ma ponad 80 proc. osób z wykształceniem średnim i 60 proc. po studiach. Wśród osób, które muszą wyżyć za mniej niż 1 tys. zł, na zmiany nie zgadza się ponad 90 proc. pytanych. Wśród Polaków zarabiających 7,5-10 tys. wszyscy (100 proc.!) przyznali, "że choć nie są zadowoleni ze zmiany, rozumieją, że jest potrzebna".
Na co nas stać na emeryturze? Prezentując we wtorek po raz pierwszy projekt ustawy, rząd pokazał, jak zmienił się nasz styl życia, jak na przestrzeni ostatniego półwiecza staliśmy się o wiele bardziej wygodni.
W 1965 r.
kobieta uczyła się przez 23 proc. swojego życia, 69 proc. życia pracowała, a tylko 8 proc. była na emeryturze. Obecnie kobieta uczy się o 5 pkt proc. dłużej, pracuje mniej o 27 pkt proc., a na emeryturze jest dłużej o 22 pkt proc.! Podobnie jest w przypadku mężczyzn - z jedną różnicą: kobieta na emeryturze jest przez 30 proc. swojego życia, mężczyzna tylko przez 21 proc.
Skoro zmieniły się proporcje naszego życia, nic dziwnego, że na emeryturze chcemy odpoczywać, chcemy się bawić, podróżować. Ale czy będzie nas na to stać? W badaniu IHH na zlecenie Deutsche Banku ponad połowa przyznała, że będzie mogła sobie pozwolić tylko na wydatki pierwszej potrzeby: żywność, opłaty, leki; co czwarty ma nadzieję, że stać go będzie na drobne okazjonalne przyjemności, co piąty - na wyjście do kina i teatru, a co 15. - na zagraniczne wycieczki pod palmami.
Blisko 20 proc. podejrzewa, że nie wystarczy im nawet na zakup artykułów pierwszej potrzeby. Aby przeżyć, będą musieli korzystać z pomocy
dzieci, wnuków czy pomocy społecznej.
Co ciekawe, większymi optymistkami są kobiety (15 proc. uważa, że nie będzie je stać na podstawowe wydatki; wśród mężczyzn było to 22 proc.). Tymczasem to kobiety są najbardziej zagrożone biedą na starość. Duża ich część będzie dostawać najniższą emerytury. Dlaczego? Zarabiają mniej od mężczyzn, krócej pracują, tracą na urlopach wychowawczych (dopiero od 2012 r. podstawą naliczania składki nie jest już pensja minimalna, ale 60 proc. średniego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału).
Dziś najniższe świadczenie z ZUS dostaje ponad 400 tys. emerytów i rencistów. Co miesiąc muszą wyżyć za 635 zł na rękę! To tylko o blisko 300 zł więcej niż minimum egzystencji szacowane przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych. Jak wynika z raportu byłej wiceminister pracy Agnieszki Chłoń-Domińczak i Pawła Strzeleckiego z Instytutu Statystyki i Demografii SGH, emerytura minimalna stanowi dziś 22 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Na dodatek emerytury minimalne w stosunku do przeciętnej pensji mają maleć. Gdyby utrzymać obwiązujące zasady waloryzacji (im ktoś bogatszy, tym więcej zyskuje), już za 14 lat może to być tylko 13 proc. takiego wynagrodzenia. Szczególnie boi się wieś. Aż 70 proc. jej mieszkańców uważa, że będą musieli korzystać na emeryturze z pomocy innych. Wśród mieszkańców metropolii podobne obawy ma co czwarty badany.
Co zrobić, aby na emeryturze nie biedować? Odpowiedź rządu jest prosta: dłużej pracować. - Jeżeli nie wydłużymy wieku emerytalnego, to przeciętna emerytura kobiet w 2040 r. będzie wynosiła 2062 zł, ale jeżeli kobiety będą pracowały dłużej, to średnia emerytura wyniesie 3411 zł, a jest to różnica o 65 proc. - przekonywał we wtorek premier Donald Tusk.
Rząd wyliczył, że kobieta ubezpieczona w ZUS dzięki pracy o pięć lat dłużej będzie miała emeryturę większą o 47 proc. Jeżeli popracuje o siedem lat dłużej - już o 72 proc. W przypadku mężczyzn praca do 67. roku życia oznacza emeryturę większą o ponad 20 proc. Aby jednak Polacy mogli dłużej być aktywni, muszą mieć pracę. Obecnie przekroczenie 50. roku życia dla pracownika równa się najczęściej
bezrobociu. Choć z roku na rok jest nieco lepiej. Obecnie wskaźnik zatrudniania osób między 55. a 64. rokiem życia wynosi 37 proc. W 2008 r. było to 31,6 proc. Średni wiek przechodzenia na emeryturę w ciągu dwóch ostatnich lat przesunął się z 57 do 59 lat. W ustawie wydłużającej wiek emerytalny rząd chce rozszerzyć program "Solidarność pokoleń 50 plus". Ma powstać też nowy program dla osób po sześćdziesiątce. Szczegóły tych rozwiązań na razie nie są znane.
Na co dziś pozwala program "50 plus"? Jest tu kilka zachęt dla pracodawców. Jeżeli zdecydują się na utworzenie funduszu szkoleniowego w swojej firmie, mogą liczyć na refundację nawet 80 proc. kosztów takiego szkolenia - do kwoty stanowiącej 300 proc. średniego wynagrodzenia.
W programie tym są też pewne elementy wspierające osoby po 45. roku życia, chcące podnosić swoje kwalifikacje. Taki pracownik może pójść do urzędu pracy i zapisać się na szkolenie. Dotacje można dostać na egzaminy, kursy wraz z dojazdem i zakwaterowaniem. Pracodawca zatrudniający osobę która skończyła 50 lat, przez rok jest zwolniony z odprowadzania składki na Fundusz Pracy (2,45 proc. pensji) i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (0,17 proc.). Zatrudniając z kolei kobiety po 55. roku życia i mężczyzn po sześćdziesiątce, pracodawca nie musi odprowadzać tych składek w ogóle.