Dziś już nikogo nie dziwi szef w bluzie z kapturem, czy t-shircie z Papą Smerfem. Szczególnie w wolnych zawodach. Zjawisko jest powszechne w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. W Polsce ma jeszcze inny wymiar. Kiedyś produkty "luksusowe" z Peweksu były tylko marzeniem. Dziś polscy 30-latkowie nadrabiają stracone lata dzieciństwa i kupują to, co kiedyś było rarytasem.
Ikona - "stań w kolejce" Sklep SpodLady.com oferuje Krecika, Misia Uszatka, Reksia w wersji pluszowej. Bohaterów bajek można mieć także na torbie i podkoszulce.
Wykorzystać wizerunku z kultowych "Wieczorynek" nie może każdy. To zastrzeżone znaki towarowe, ale twórcy sklepu poradzili sobie z tym problemem. - Wszystkie postacie z bajek mają swoich autorów, chociaż w niektórych przypadkach trwają postępowania (np. spadkowe), Krecik to produkt kupowany od pośrednika, który posiada licencję, tak samo jest z Misiem Uszatkiem. Nasza firma posiada aktualne licencje na produkcję rzeczy Unitry i Trabanta, licencje takie wiążą się oczywiście z opłatą licencyjną za każdą sztukę sprzedanego towaru. Aktualnie jesteśmy w trakcie uzgodnień dotyczących licencji Baltazara Gąbki; nawiązaliśmy także kontakt z właścicielami licencji na postacie Wilka i Zająca - mówi Dorota Uniewska ze sklepu SpodLady, która sama siebie określa mianem "kierowniczki domu towarowego SpodLady.com". Wszystko w duchu minionych lat. Jest nawet ikona teleportująca do produktów, na które trzeba poczekać - "stań w kolejce".
W trend "kidult" bez dzieciństwa w PRL wcelowali najwięksi giganci rynku. Mini Morris jest
autem dla "młodych i pracujących" - czytaj, dla tych, którzy czują się młodo i których na to stać. Ostre kolory, świetne nagłośnienie, ten samochód nie podkreśla pozycji zawodowej, ale filozofię życia.
- Odpowiedzią na pierwszego Mini, firm motoryzacyjnych, były małe, ale zaawansowane technologicznie
auta - mówi Lena Ekelund z Chalmers Technological University, która projektuje auta, między innymi dla Volvo. - Dla tej grupy konsumentów ważna też jest
ekologia, więc te pojazdy często mają zaawansowany technologicznie napęd, który jest przyjazny dla środowiska. Wszystkie
samochody o rozmiarze zabawek były skierowane do dużych dorosłych.
Infantylizacja projektów, albo bezpośrednie nawiązanie do zabawek, można zobaczyć wszędzie. Słynna firma Alessi, produkująca przedmioty codziennego użytku, zatrudniła rzesze najlepszych projektantów (Ettore Sottsass, Richard Sapper, Philippe Starck), aby zaprojektowali np. solniczkę w kształcie królika. Należy dodać, że nieodłącznym elementem tych gadżetów jest wysoka cena (około 200 złotych za gadżet). Tekst z reklamy "on nigdy nie dorośnie" jest odzwierciedleniem profilu firmy Troika. Akcesoria biurowe które wyglądają, jak zabawki dla dużego chłopca. Jedyna różnica, to że są wykonane ze stali szlachetnej, a nie z plastiku. Biurko szefa z samochodem na spinacze? Proszę bardzo - cena 88 złotych.
Zbiorowa histeria? Do tego, że dzieciństwo kojarzy się z beztroską, zabawą i mile spędzanym czasem nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak zjawisko "kidultów" to także atakujący nas z każdej strony kult młodości, a to spore ułatwienie dla globalnych producentów. Oczywiście są lokalne odmiany bajek, jak właśnie polskie dobranocki, ale Walt Disney z powodzeniem użycza wizerunku przeróżnym firmom produkującym rzeczy dla dorosłych. Od podkoszulek, po tostery i lodówki z myszką Mickey - wszystkie gadżety sprzedają się znakomicie. Gust młodzieżowy jest silnie zunifikowany. - Nie bacząc na różnice kulturowe, dzieciaki z klasy średniej na całym świecie funkcjonują jakby w równoległym wszechświecie; budzą się rano, wciągają Levisy, wkładają adidasy, łapią czapki i biegną do szkoły - powiedział Chip Walker, amerykański dziennikarz ekonomiczny. Łatwiej wpasować się w gusta dzieci, czy młodzieży. - Dzieci w całym uprzemysłowionym świecie są do siebie bardzo podobne - tak skomentował to zjawisko James U. McNeal, guru biznesu i autor książki "Kids as Consumers: A Handbook of Marketing to Children".
Polski kidult Jest zdecydowanie inny od zachodniego równolatka. Dlaczego? Dorośli Polacy zaczynają z nostalgią wspominać stare bajki i przedpotopowe gadżety. W ten sposób powstał pomysł na specyficzny sklep. Większość artykułów jest już niedostępna na rynku, więc twórcy marki "SpodLady" musieli sami wznowić produkcję. Tak np. powstają kubki emaliowane. Z drugiej strony, część dawnych producentów zaczyna doceniać wzór i markę sprzed lat i wraca do produkcji. - Wyszukanie większości rzeczy stanowi dużą trudność, także dlatego, że z asortymentu danego producenta jesteśmy często zainteresowani tylko jednym nostalgicznym wzorem, a większość producentów rozszerza nieustannie swoją ofertę, wycofując stare kultowe produkty. Jest duży popyt na modele z tamtych lat (w końcu nie wszystko było wtedy złe) i widać że producenci powoli dostrzegają tą wartość - mówi "kierowniczka" Dorot Uniewska. - Można chociażby poczytać o zaciętej walce o markę "Relaks", tutaj trzeba jednak być świadomym, że nie wszystko, co ludzi śmieszy i co chcą oglądać będzie rynkowym hitem - dodaje.
Na pewno można tu już mówić o trendzie. Jest to zjawisko socjologiczne. - Takimi artykułami rekompensujemy sobie dzieciństwo z lat PRL, ale polski kidult nie zawsze jest nim w 100 procentach, tylko może wreszcie kupuje to, na co zawsze miał ochotę - komentuje profesor Maciej Mrozowski, medioznawca. - Jednak producenci nie mogą zignorować kidultów, którzy mają zdecydowanie większą siłę nabywczą niż dzieci.