W optymizmie wyprzedza nas tylko nasz największy partner gospodarczy
Niemcy - wynika z badań International Business Report zrobionych na zlecenie Grant Thornton, międzynarodowego zrzeszenia firm doradczych i księgowych.
- Na tle Unii wygląda to imponująco - komentuje Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton.
Strefa euro? Poziom optymizmu wśród tamtejszych przedsiębiorców spadł w III kwartale tego roku z 37 proc. do... 2 proc. Dla porównania wskaźnik dla Polski wynosi teraz 28 proc. (wzrost o 6 pkt proc.). To znaczy, że o 28 proc. więcej przedsiębiorców nastawionych jest optymistycznie niż pesymistycznie
Coraz wyraźniej nasze firmy skarżą się jednak na potężne bariery rozwoju. Trudniej jest im zdobywać kapitał. - To może być szokujące, ale wyżej bariery w zakresie kosztów finansowania oceniają jedynie przedsiębiorcy w Hiszpanii, Irlandii i Grecji, czyli krajach, które mają duże problemy finansowe - komentuje Wróblewski.
Może to narodowe malkontenctwo? - Nie sądzę - przekonuje ekspert.
Jego zdaniem takie opinie biorą się z dwóch powodów. Po pierwsze, banki unikają teraz ryzyka, a co za tym idzie, są bardzo wymagające, jeśli chodzi o warunki pożyczek. Po drugie, pojawiła się niepewność co do losów dotacji z Unii. Okres budżetowy 2007-13 się kończy, kolejny jest negocjowany. Firmy zadają sobie pytanie: skoro w UE jest teraz tak źle, czy starczy pieniędzy dla nas?
Naszą gospodarkę w dół ciągnie też biurokracja. Tylko greccy przedsiębiorcy uważają, że u nich jest większa. Co rząd powinien zrobić, widząc takie dane? - Redukować bariery biurokratyczne - twierdzi Wróblewski. - Jak najszybciej.
To jedyna duża zmiana, którą może przeprowadzić, nie wydając dużych pieniędzy. Biurokracja to według OECD obecnie nasza największa blokada rozwoju (organizacja badała 24 kraje). Z opublikowanego kilka miesięcy temu raportu OECD wynika, że obniżenie takich barier mogłoby przynieść w okresie dziesięciu lat wzrost wydajności gospodarki o 14 proc.
Walka z biurokracją i "zbędnymi przepisami" ma się znaleźć się w exposé premiera Donalda Tuska, które szef rządu wygłosi najpóźniej 22 listopada.
- Według mnie konieczna jest zasadnicza i kompleksowa zmiana systemu stanowienia prawa w Polsce, czyli reforma polskiego procesu legislacyjnego - twierdzi poseł PO i szef nadzwyczajnej komisji sejmowej "Przyjazne państwo" Adam Szejnfeld, który po odejściu Janusza Palikota jest twarzą Platformy, jeśli chodzi o odregulowanie gospodarki.
W ostatniej kadencji parlament uchwalił około tysiąca ustaw. Aż 70 proc. z tego to nowelizacje. Czyli posłowie cały czas poprawiają to, co im nie wyszło poprzednim razem.
Przykład - w ciągu ostatnich siedmiu lat uchwalono ponad 12 tys. zmian w przepisach podatkowych! Oczywiście część z tego to efekt dostosowywania naszego prawa do norm unijnych - ale takie przepisy to tylko 15-20 proc. wszystkich uchwalanych ustaw.
Ministrowie i posłowie chwytają się różnych trików, aby tylko uchwalić swoje propozycje.
Ewą Polkowska, prezes Polskiego Towarzystwa Legislacji, opowiada, jak kolejne rządy, aby ominąć długą drogę ustaleń międzyresortowych, konsultacji oraz rzetelnego opracowania oceny skutków regulacji projektu, zgłaszały go jako inicjatywę poselską.
To nie koniec. - Poseł na każdym etapie ma prawo zgłaszać poprawki, niejednokrotnie przygotowywane na kolanie, co często prowadzi do wywrócenia całego projektu do góry nogami. Między innymi dlatego przepisy są potem niejasne i niespójne - mówiła niedawno "Gazecie" Henryka Bochniarz, szefowa PKPP Lewiatan, organizacji zrzeszającej ponad 3,5 tys. firm zatrudniających w sumie 600 tys. osób.
Rozwiązanie? Legislatorzy domagają się, by nowy rząd pokazał choćby w formie założeń, jakie ma plany legislacyjne na najbliższe cztery lata. Wtedy nie będzie takiego bałaganu w parlamencie, gdy w jednej sprawie są projekty poselskie, senackie, rządowe i jeszcze społeczne.
Chcą również, aby rząd stworzył instytucję, która zacznie badać jakość, skuteczność i koszty każdej uchwalonej przez parlament ustawy. Jak się sprawdza w działaniu? Dziś robi to sporadycznie.
Platforma na razie zapowiada, że projekty ustaw będą procedowane wyłącznie po przejściu rygorystycznego badania ich przydatności dla obywateli i przedsiębiorców, co ukróci gonitwę legislacyjną w administracji rządowej.
Sam Szejnfeld twierdzi, że oprócz zmian w procesie legislacyjnym potrzebne są zmiany w ustawie podatkowej (w tym VAT). Poseł chce zająć się zwłaszcza likwidacją zatorów płatniczych. - Firma nie dostaje pieniędzy, traci płynność finansową i upada - opowiada Szejnfeld.
Natychmiastowych zmian jego zdaniem wymagają też przepisy dotyczące inwestycji (prawo budowlane, zagospodarowania przestrzennego oraz ochrony środowiska). Po czterech latach rządów obecnej koalicji
Polska spadła o osiem miejsc w rankingu Banku Światowego Doing Business 2011 w kategorii czas uzyskania pozwolenia budowlanego. Na 183 kraje jesteśmy na 164. miejscu.