Biznes Ludzie Pieniądze

Hieny w dolinie śmierci. Jak brak wsparcia wykańcza innowacyjne firmy

Artur Włodarski
14.02.2012 , aktualizacja: 17.01.2012 18:33
A A A Drukuj
Wydawało się, że jest skazana na sukces. A tu bęc! "Albo nas przejmą, albo padniemy" - wyznał niedawno szef Ammono. Jak to możliwe, by firma uznana na Zachodzie za najlepszą w branży, a u nas nazywana polską Nokią, musiała walczyć o przetrwanie?
Dr Robert Dwiliński (z płytką azotku galu) czarno widzi przyszłość firm innowacyjnych w Polsce: ''Nawet jeśli oferują
świetny produkt, nie mają za co go wdrożyć. Dlatego tyle ich upada''
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Dr Robert Dwiliński (z płytką azotku galu) czarno widzi przyszłość firm innowacyjnych w Polsce: ''Nawet jeśli oferują świetny produkt, nie mają za co go wdrożyć. Dlatego tyle ich upada''
"Nasz przypadek niemalże dowiódł, że nawet najlepsze pomysły i przedsięwzięcia skazane są na upadek lub przejęcie przez zagraniczny kapitał" - napisał dr Robert Dwiliński w liście do prof. Michała Kleibera, prezesa Polskiej Akademii Nauk (treść listu publikujemy pod artykułem). Było to jesienią. A jeszcze latem w artykułach o Ammono można było przeczytać, że "pokonała światowych gigantów" i "rewolucjonizuje rynek półprzewodników".

Co się stało? Aby to wyjaśnić, pojechałem do Ammono, a tam okazało się, że problem tej firmy wcale nie jest odosobniony.

Ale moja wizyta miała też inny cel - chciałem zerknąć w przyszłość. Wystarczą trzy kwadranse jazdy z Warszawy w stronę Nieporętu, by przenieść się między 2015 a 2020 r. Bo to, co tam powstaje, wtedy właśnie zdefiniuje świat techniki - od komórek po samochody.

====

Stanisławów Pierwszy. Wbrew temu, co skrywa, czerwony budynek projektu śp. Stefana Kuryłowicza („Fabryka diamentów? Podoba mi się, wchodzę w to”) nie wygląda futurystycznie. A jednak, czekając, aż uniesie się szlaban, czuję się jak filmowa Sarah Connor u progu siedziby Cyberdyne strzegącej ramienia Terminatora wysłanego z przyszłości.

====

Jednak zamiast do laboratorium dr Dwiliński prowadzi mnie do sali konferencyjnej. Nim wyjaśni, dlaczego Ammono, które tak wybiegło w przyszłość, widzi ją w czarnych barwach, stawia serię pytań:



Robert Dwiliński: Najsłynniejszy polski produkt eksportowy? Wódka - z nią kojarzy nas zagranica. Pytanie: dlaczego nie powstają u nas takie firmy, jak Nokia, Intel czy Oracle? Panuje opinia, że powstałyby, gdyby na naukę szło dwa razy więcej pieniędzy. A według mnie nie. Powód? Dziurawy system. A ściślej - brak wsparcia.

Zaraz, nikt was dotąd nie wspierał?

- Ależ tak. Jeszcze gdy działaliśmy na uniwersytecie, były granty z KBN. Później z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Potem wsparła nas japońska spółka Nichia. A gdy w 2000 r. założyliśmy Ammono, doszły granty z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, resortu nauki i...

W czym więc problem?

- To wsparcie nagle się urywa. I to w kluczowym momencie. Gdy trzeba radykalnie zwiększyć skalę produkcji. Bo co ma Ammono? Najlepszą w świecie technologię i produkt. Pokazaliśmy próbki na rynku, rynek mówi: "Super - dawajcie więcej!". Ale aby dawać, musimy dziesięciokrotnie zwiększyć produkcję. A nie mamy za co. Co dalej? Konkurencja nas dogoni, wyprzedzi i rozpęta wojnę cenową. Wykończy nas i sama rozkwitnie. A te 7 mln euro, które uzyskaliśmy z polskich i unijnych środków, przepadnie. Albo skorzystają z nich Japończycy, gdy kupią nas za grosze.

Jesteście w zasadzie skazani na sukces. Wystarczy rzut na taśmę

- Ale wsparcia nie ma. Ani dla nas, ani dla innych firm na tym etapie. Dlaczego? Bo politycy uważają, że na dobre pomysły pieniądze znajdą się same.

Nie możecie sami sfinansować własnego rozwoju?

- Tak z początku myśleliśmy. Że będziemy stopniowo zwiększać produkcję, inwestując zyski w sprzęt. A więc z poziomu drugiego skoczymy na czwarty, potem ósmy itd. Słowem - rozwój organiczny. Ale w branży nowych technologii to nie działa. Bo raz: za niska stopa zwrotu - dziesięciokrotny wzrost produkcji wymaga tylko dwoipółkrotnego zwiększenia personelu. I dwa: albo jesteś gotów na duże zamówienia, albo się nie liczysz.

Ile wam potrzeba?

- 10 mln euro. To nie jest kwota, którą można pożyczyć od kolegi.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (7)

  • wyborczabiz

    0

    Oświadczenie Artura Włodarskiego:

    W związku z zarzutami firmy Ammono pod moim adresem wyjaśniam, że:

    - w żadnym miejscu sens wypowiedzi Roberta Dwilińskiego nie został zniekształcony,
    - teza artykułu nie pochodzi ode mnie ale od rozmówcy i pokrywa się z tą, jaką dr Dwiliński zaprezentował w liście do prof. Michała Kleibera,
    - mój rozmówca wiedział, że rozmowa jest nagrywana, a ja jestem dziennikarzem.
    - rozmowy były dwie, pierwsza prowadzona przed, a druga po znalezieniu inwestora przez Ammono.

    Mimo niezrozumiałej dla mnie wolty dr Dwilińskiego, która zaszła w ciągu 11 dni dzielących naszą drugą rozmowę od daty publikacji tekstu, trzymam kciuki za komercyjny sukces jego firmy.

  • pokrecony_oliver

    Oceniono 1 raz 1

    Od jakiegoś czasu nie interesowałem się sytuacją polskiego azotku galu, miałem trochę zaległości. Niezły artykuł panie Włodarski. Po tym o Łągiewce pełna rehabilitacja. Teraz można by te dwie historie połączyć, kasa wywalona na pseudo fizykę kontra zaprzepaszczenie rewolucyjnej technologii.
    Konkurencja nie śpi, ammono nie jest już jedyną firmą produkującą kryształy azotku galu. Wzrost organiczny to pomyłka, jeśli zauważono, że można hodować kryształy to od razu wszystkie firmy zainteresowane rozpoczęły prace nad swoimi technologiami tak aby obejść patenty.

  • pokrecony_oliver

    0

    Nichia lubi wykorzystywać okazje do maksimum, to bardzo zachłanna firma. Sh...i Nakamura po stworzeniu niebieskiego lasera w Nichia dostał od nich nagrodę w wysokości 20 tyś jenów, jakieś 180 dolarów na tamte czasy i do dzisiaj się z nimi procesuje. Taka nagroda za taki przełom to jak dostać pięścią w twarz.

  • Gość: Seer

    Oceniono 1 raz -1

    Prawdę mówiąc trochę dziwię się temu całemu lamentowi. Odnoszę wrażenie, że dr Dwiliński ma podejście, wy dajecie kasę i ponosicie większość ryzyka, a my wam damy 10% udziałów... Nie można liczyć, że ktoś wyłoży sporą ilość gotówki, biorąc na siebie ryzyko jej całkowitej utraty, a jednocześnie nie otrzymuje odpowiedniej ilości udziałów.

    Dać się ugotować? Trochę dziwne określenie. Przecież inwestorowi zależy na sukcesie tego przedsięwzięcia równie mocno, jak jego twórcom. A to, że inwestor kontroluje wydatki, to coś złego? Chyba, że pan doktor chciał sobie kupić za te pieniądze wspomnianego w tekście Jeepa... Poza tym, chyba jednak ci inwestorzy w firmę zainwestowali, a nie ją przejęli, więc pan doktor z kolegami zostawił sobie pakiet akcji. Gdy ta technologia rzeczywiście odniesie sukces to i oni na tym zarobią. Być może nie wszyscy wiedzą, ale np. Mark Zuckerberg ma w facebooku ok. 30% udziałów, więc nie jest większościowym udziałowcem, co jasno pokazuje, że nawet w USA jest tak, że nawet bardzo perspektywiczne firmy muszą podzielić się udziałami z inwestorami.

  • sir_fred

    Oceniono 2 razy 0

    @reversed
    No niestety. W atmosferze "skoro ktoś ma pieniądze, to skądś je ma", obsesji antykorupcyjnej, braku komptenecji gospodarczych w sądach, a przy tym rozkręconej atmosfery węszenia wszędzie przekrętów, nie ma co oczekiwać, że ktoś coś zrobi. Przecież jeśli państwo wywali 1 mld pln na kredytowanie 5 biznesów takich jak Ammono, a tylko jeden z nich wypali - to nawet jeśli zwróci w ciągu 5 następnych lat ten 1 mld pln wraz z odsetkami, to:
    a) na instytucji pożyczającej siądzie NIK, który uzna że skoro 4 biznesy padły to doszło do marnotrawienia funduszy publicznych
    b) nie czekając na ostateczne wyniki inwestycji media i politycy zdążą zgnoić pożyczkodawców, a zanim w sądzie znajdzie się w którejś instancji ktoś kompetentny i rozsądny, taki pożyczkodawca ma wyrwany kawał życia i uwalaną opinię.

    Do tego jeszcze prosty fakt, że lepiej przeputać ten 1 mld na jakieś kiełbasy wyborcze, które sprzeda się szybko i z medialnym przytupem.

  • reversed

    Oceniono 1 raz 1

    Panie profesorze Kleiber,

    Czytam historię o najlepszej technologii produkcji ArsenkuGalu i z niedowierzaniem
    widzę jak luminarz Nauki Polskiej mówi:

    "[...] Mimo że ma ogromny potencjał, raczej nie wróżę jej pomyślnej przyszłości. Pewnie za parę groszy przejmie ją jakiś zachodni inwestor..."
    "[...] Z bólem serca odbieram to jako potwierdzenie moich obaw. Przykre, że musimy uciekać się do propozycji, które mogą okazać się niekorzystne dla innowatorów i dla państwa."

    Tyle wypisuje się o miałkości kontaktów polskiej nauki z przemysłem, lamentuje się o braku polskich patentów i wdrożeń, tyle skamle się o zatrważająco niskich nakładach na badania naukowe, o emigracji patentowo-technologicznej z Kraju. Tu natomiast lekceważącym wg mnie tonem spuszcza Pan do kanału potencjalnie jedno z kapitalnych osiągnięć technologicznych (niedawno w podobnym tonie niemocy i fatum rynkowego było też w Gazecie o problemach polskiego grafenu - czy dla niego też "nie dało się nic zrobić"?) rozkładając wirtualne ręce. Czy na prawdę tak trudno dostrzec taką szansę? A może to szansa niewygodna, nie pasująca do aktualnego dekretowego modelu unowocześniania Państwa i wspierania innowacyjności?

    Na prawdę chcę wierzyć, że nie jest to sygnał nieudolności w tzw. zarządzaniu nauką czy brak horyzontów. To co się stało jest skandalem. Tak dalej, a walka ze stereotypem Polski jako bantustanu technologicznego i bezmyślnego konsumenta technologii będzie na prawdę bez jakichkolwiek szans. Będziemy ważny tylko jako populacja do opchnięcia kolejnych produktów schodzących z innych scen rynkowych.

    reversed

    • pokrecony_oliver

      0

      @reversed
      Zrobiłeś błąd, nie powinno być arsenek galu a azotek galu.
      Co do reszty też się pod tym podpisuje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP

W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.