Na pomysł wpadło dwóch byłych już studentów informatyki Politechniki Rzeszowskiej: Tomasz Foltman i Paweł Dryło. Byli wtedy na piątym roku.
- Zwróciliśmy się do Mateusza Tułeckiego z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w
Rzeszowie, organizatora ogólnopolskiej konferencji InternetBeta, na której spotykają się ludzie zajmujący się internetem w różnych jego aspektach: reklamą, biznesem, portalami społecznościowymi, ale i językoznawcy, socjolodzy, czy psycholodzy. Podpowiedział nam, z kim warto się skontaktować i gdzie szukać pieniędzy na to przedsięwzięcie - opowiadają o początkach.
W ten sposób młodzi informatycy trafili do krakowskiego funduszu Brightberries. - Wtedy obaj pracowaliśmy, Paweł jako
programista, a ja jako grafik. Dzięki pomocy funduszu mogliśmy wynająć biuro i poświęcić się tylko naszemu projektowi - mówi Tomasz Foltman.
Z doświadczenia wiedzą, że pierwsze kontakty z płcią przeciwną nie zawsze są proste. W sieci poznawanie nowych ludzi z założenia powinno być łatwiejsze. Ale czy jest? - W typowych serwisach wszystkie dziewczyny są szczere, kochające, nienawidzące kłamstwa, prawie księżniczki, a faceci to superbohaterowie: ratują szczeniaczki z płonących budynków, a do tego są wrażliwi i czytają poezję. Aby znaleźć kogoś interesującego, trzeba wykonać
pracę HR-owca: przeszukać tysiące profili, z których część i tak jest nieprawdziwa - mówi Foltman.
To dlatego w ich serwisie nie ma profili użytkowników. - Zrobiliśmy coś innego, świeżego. U nas wszystko odbywa się na żywo: nie przeglądamy profili, a spotykamy w rzeczywistym czasie drugą osobę. To nasz autorski pomysł, który powstał na bazie naszych osobistych doświadczeń - mówią twórcy HeartPick.com.
Jak to wygląda w praktyce? Użytkownik rejestruje się na stronie HeartPick.com, a system łączy go na krótką rozmowę przez wideoczat z drugą osobą. Algorytm dobiera nam rozmówców według podstawowych informacji: np. wieku czy miejsca zamieszkania. Pierwsza rozmowa jest krótka (coś w stylu "szybkiej randki"). Jeśli obie strony zdecydują się ją kontynuować, klikają na ikonkę serduszka, ograniczenie czasowe znika, a dana osoba trafia do grona naszych znajomych. - Nie można inaczej zdobyć znajomych w naszym serwisie, to jedyny sposób. To tak jak w życiu: gdy spotykają się dwie osoby i coś między nimi zaiskrzy, kontynuują znajomość - mówi Tomasz Foltman.
Jeśli na serduszko kliknie tylko jedno z nich albo nikt, rozmowa się kończy, a system automatycznie połączy nas z kolejnym rozmówcą.
- Kolega opowiedział nam, jak się zaciął z dziewczyną w windzie. To była jedna z lepszych jego randek. Mieli wspólny temat do rozmowy: rozmawiali o tym, że windy są beznadziejne, a oni zdenerwowani. Nikt im nie przerywał i przeszkadzał. W naszym serwisie jest jak w tej windzie: rozmowa zostaje tylko między nami. Przez półtorej minuty mamy czas tylko dla rozmówcy i pretekst do rozmowy, bo na naszym serwisie organizujemy eventy, które dotyczą różnych wydarzeń, np. spotkanie fanów jakiegoś zespołu albo wielbicieli włoskiej kuchni - opowiada Foltman.
Dla nieśmiałych jest system podpowiedzi. - Jeśli np. nie wiemy, o co zapytać, to możemy kliknąć w podpowiedź i otrzymać proste pytanie, albo kilka informacji o naszym rozmówcy, np. że lubi Led Zeppelin - mówi Foltman.
Jakie są atuty tego serwisu? Zdjęcie w profilu na typowym portalu randkowym można podrasować w fotoshopie, a do rozmowy na żywo najwyżej można zrobić
makijaż. Nie sposób też podszyć się pod kogoś, kim się nie jest. Jest też system eliminowania osób wulgarnych, bo gdy czyjeś wypowiedzi nam się nie podobają, klikamy w specjalną ikonkę, która natychmiast przerywa rozmowę, a ukarany w ten sposób użytkownik może zostać wyeliminowany z serwisu.
HeartPick działa od miesiąca.
- Gdyby dziś zsumować użytkowników wszystkich portali randkowych, dałoby to liczbę porównywalną do liczby użytkowników Facebooka. Chętnie opowiadamy, że mamy profil na Facebooku czy GoldenLine, ale nigdy nie słyszałem, żeby ktoś się chwalił, że ma profil na portalu randkowym. Chcemy to zmienić. Zerwać z mitem: że to niefajne i dla zakompleksionych, którzy nie potrafią sobie poradzić w realnym życiu. Przeciwnie: to kolejna opcja, jak przeglądanie internetu na komórce czy pójście do pubu - twierdzi Foltman.