Biznes Ludzie Pieniądze

Admirał z Kaszub i setki jego motorówek w Amsterdamie

Artur Kiełbasiński
19.01.2012 , aktualizacja: 19.01.2012 09:37
A A A Drukuj
Kaszuby, wieś Bojano kilkanaście kilometrów od Gdyni. Nowe domy, kilka sklepów szkoła i... sylwetki motorówek. Dziesiątki małych kadłubów przed niewielką halą produkcyjną w centrum wsi. Ponad połowa z nich trafi do Holandii, reszta do Niemiec i Norwegii. To właśnie na eksport trafia dziś cała produkcja spółki Admiral Boats.

Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Wiesław Kleba do nazwy Admirał jest bardzo przywiązany. Bo przynosi mu w biznesie szczęście. Zaczynał z dala od motorówek. Zaczynał od handlu, stworzył się sklepów detalicznych właśnie znanych jako sieć Admirał. Sieć się rozrastała i... I w odpowiednim momencie Kleba sprzedał swoje sklepy. Zainwestował w dworek-hotelik w Sopocie, nad samym morzem. Zbudował obiekt, oddał go do użytku, prowadził kilka lat i... znowu sprzedał. Nazwa biznesu? Oczywiście Admirał.

Z kapitałem i pomysłami pojawił się w Bojanie, gdzie jego znajomy, w niewielkiej hali, wytwarzał spojlery do samochodów, głównie ciężarowych.

Na pytanie jak udaje się odnosić sukces kolejno w handlu, gastronomii, a potem inwestuje się w spojlery i motorówki, Kleba odpowiada z uśmiechem.

- To kwestia sposobu prowadzenia biznesu, dla mnie najważniejszy jest zespół otaczających mnie ludzi. Mnie nie interesują szczegóły, od nich są poszczególne osoby, które mają swobodę działania. Każdy wie co ma robić, każdy zna swoje zadania. Natomiast fakt, że mam szczęście do ludzi.

Biznes w Bojanie prowadzi tak samo. Jest "tylko" szefem rady nadzorczej, bieżącą działalnością zajmuje się ktoś inny.

Spojlery, Holender i szczęście

Rok 2007. Biznes ze spojlerami nie rozwija się w Bojanie tak, jak przewidywał ówczesny właściciel. W firmie szukają innych pomysłów na produkcję.

- W planach było m.in. tworzenie małych kadłubów motorówek - mówi Andrzej Bartoszewicz, prezes Admiral Boats. - I wtedy właśnie w firmie pojawił się Holender, Antoon Mayers.

Mayers szukał w Polsce firmy, która wyprodukowałaby kadłuby prostych motorówek dla odbiorcy w Holandii. W Bojanie deklarowali, że są gotowi do przyjęcia takiego zlecenia.

- W Holandii najpierw kupuje się rower, potem motorówkę, a dopiero na końcu samochód - powtarza żartobliwą opinię o mieszkańcach Niderlandów prezes Bartoszewicz. - A na poważnie, to znaleźć się na takim rynku to marzenie każdego producenta.

Pierwsze kadłuby powstają w 2008 r. To małe motorówki, dziś obecne na rynku m.in. pod nazwą Admirał 360, które stają się początkiem nowej ery w Bojanie. Gdy okazuje się, że wejście na rynek udało się, w Admiral Boats powstają szybko kolejne projekty. W 2009 r. do Holandii trafiają nowe modele, już zaprojektowane w Bojanie. Niektóre z nich z ubikacją i prysznicem.

- To specyficzny rynek, handlujemy ze stałą grupą odbiorców, znamy się osobiście, mamy do siebie zaufanie - podkreśla Bartoszewicz.

Pomorska spółka jest w tej szczęśliwej sytuacji, że jej dochody są niezależne od sprzedaży w salonach. Ryzyko ponoszą odbiorcy kadłubów. Admiral Boats produkuje kilkanaście ich podstawowych wzorów. O ostatecznym wyposażeniu, np. o rodzaju silnika, decyduje klient już w salonie w Niemczech, Holandii, czy Norwegii. Całość produkcji trafia bowiem na te rynki. Ponad połowa do Holandii, około 20 proc. do Norwegii, reszta do Niemiec. Ogromne znaczenie ma jednak rynek norweski - tam bowiem sprzedawane są największe, a co za tym idzie najdroższe łodzie.

Klęska urodzaju w stylu retro

- W 2010 roku sprzedaliśmy około 700 kadłubów za 4,8 mln zł, a w 2011 r. było to już około tysiąca motorówek. Ale przychody wyniosły aż 18 mln zł - opowiada prezes Bartoszewicz. - Tak wyraźny wzrost wartości wynika z faktu, że sprzedajemy więcej dużych jednostek. Na 2012 r. zakładamy sprzedaż na poziomie 40 mln złotych. W naszej branży mamy "klęskę urodzaju", portfel zamówień na 2012 r. mamy wypełniony, są już przymiarki do 2013 r. W naszej branży nie mam mowy o kryzysie.

Produkcja jest prowadzona w 5 halach na terenie całego Pomorza oraz w kujawsko-pomorskim. Firma przymierza się do inwestycji w Pomorskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, chce uruchomić produkcję w okolicach Tczewa.

Niezależnie od inwestycji w Polsce w Bojanie zastanawiają się nad... kreowaniem mody na rynku motorówek. W 2011 r. zaproponowano motorówki z zaokrągloną rufą, nawiązujące swoim kształtem do jednostek powstających wiele lat temu. Moda 'retro" chwyciła natychmiast i przyczyniła się do znakomitych wyników spółki w 2011 r. Na rok 2012 przygotowana została inna linia - tzw. motorówki XL, szersze, z wyższymi burtami. W kwietniu, maju będzie wiadomo, czy moda na XL chwyciła.

- To bardzo ważna część naszej działalności, ale też bardzo ryzykowna. Wyprodukowanie modeli, które "nie chwycą" to straty liczone w setkach tysięcy złotych - ocenia Bartoszewicz.

Systematycznie rośnie też zatrudnienie w spółce i firmach kooperujących. Na ostatniej wspólnej Wigilii zjawiło się ponad 100 osób. - Rok wcześniej mieściliśmy się przy jednym, chociaż dużym stole - mówi Bartoszewicz. Sukces mierzą też w uzyskiwanych nagrodach - choćby takich jak medal na targach "Wiatr i woda" organizowanych w Gdyni.

Plusy, minusy

Czy rozwój firmy byłby możliwy bez wstąpienia Polski do Unii Europejskiej?

- Pewnie tak, chociaż byłoby zdecydowanie więcej pracy i barier do pokonania - ocenia Bartoszewicz. Jak przykład podaje wysyłkę transportu do Holandii i Norwegii. Po motorówki dla holenderskich odbiorców przyjeżdża samochód, ładuje się towar i... o sprawie "zapomina". Do Norwegii trzeba przygotować odprawę, a więc formalności jest więcej.

Unijne regulacje biurokratyczne nie budzą w spółce negatywnych emocji. - Zasady są jasne, a przestrzeganie zasad certyfikacji jest korzystne także dla nas. Nasz produkt jest bowiem poddawanych niezależnej, zewnętrznej ocenie. Dzięki temu i klient i my mamy pewność, że motorówka jest bezpieczna, jeśli używa się jej zgodnie z zasadami - mówi Bartoszewicz.

Jako bariery w rozwoju w Bojanie wskazują m.in. postawę niektórych instytucji finansowych. W polskich bankach urzędnicy próbują uzyskać dostęp do dokumentów finansowych spółek współpracujących z polskim producentem. Taka postawa na zachodzie budzi... niedowierzanie. - Mieliśmy też analityka z banku, który "wiedział lepiej" jaka będzie wartość naszej produkcji - wspomina z uśmiechem Bartoszewicz.

Efekt jest taki, że spółka zorganizowała finansowanie swoich przedsięwzięć m.in. przez emisję obligacji i właśnie szykuje kolejną.

Barierą w rozwoju jest też brak wykształconych pracowników. Do zakładów Admiral Boats trafiali m.in. zwalniani stoczniowcy z Gdyni. część z nich została na stałe, ale wielu odeszło szukając innej pracy.

Do tej pory wszystkie motorówki produkowane w spółce trafiały za granicę. W planach na 2012 r. jest uruchomienie sprzedaży w Polsce, najprawdopodobniej w Gdyni. Problem w tym, że nowa motorówka to wydatek podobny do zakupu nowego samochodu średniej klasy. Czy uda się przekonać Polaków, że warto w taki sprzęt inwestować? Admirał pokaże...

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • 5
  • 1
  • 5
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (28)

  • hooligan1414

    Oceniono 1 raz -1

    ciekawe co powiecie, kiedy za kilka lat zaczna chorowac i umierac pracownicy tego jegomoscia na skutek kontaktu z substancjami cemicznymi zawartymi w zywicach stosowanych przy produkcji tych skorup (np. aldehydy i inne takie). A - zapomnialem - ucieszycie sie, bo zarobi sluzba zdrowia, od czego wzrosnie swiete PKB

    • match69

      0

      @hooligan1414
      powiedz to samo spawaczom, ludziom pracujacym w firmach produkujacych opakowania z tworzy sztucznych :) Nie zapominajac o kontakcie z tymi rzeczmi pozniej zwyklych konsumentow (no sa klasy tych produktow, ale produkcja to masakra, nawet jezeli maszyny to obrabija, ale w wielu firmach recznie segreguja, dotykaja scierwa, plus opary podczas obrobki, ja jakos trez nie widzialem ludzi pracujacych w specjalnych kombinezonach)

      Twoje teorie sa prawdziwie, ale ludzie nigdy nie ptrza dalej niz potrzbuja , wazne ze teraz maja cieplo w tylek.

  • janczar42

    0

    Do autora: Bojano to wcale nie taka mała wieś i do tego bardzo rozległa.

  • deplatformizacja

    Oceniono 2 razy 2

    Czemu ma służyć ta reklama na głównej na GzWybie?

    • venus99

      0

      @deplatformizacja
      pokazaniu,że w Polsce dzieje się wiele pozytywnych rzeczy a nie tylko paranoja pisuarowo-smoleńska.

    • match69

      0

      @venus99
      racja i Pan Admiral mi sie podoba bo nie oferuje jakiegos szmelcu na zwyklych smiertelnikow ale wyciaga kase od ludzi ktorzy maja jej jak nadto :) Po cholere komu kolejna chinszczyna w sklepach, na to ludzie rat brac nie beda :)

  • stemp10

    Oceniono 2 razy 0

    Gratuluję sukcesu. To oznacza że jeszcze coś potrafimy zrobić, ale najwazniejsze ze potrafimy sprzedac na tak trudne i wymagające rynki.

  • dupa.mokra

    Oceniono 4 razy 0

    Skoro mu tak swietnie idzie ten interes to po co ten sponsoring?

    • match69

      Oceniono 1 raz -1

      @dupa.mokra
      a slyszales o tym ze sponsoring nie musi miec nic wspolnego z kiepskim interesem ? Niekotrzy powiedzieliby ze jak idzie dobrze, to trzeba sie zabezpieczac i szukac nowych galezi.. kolego wez zacznij cos robic wlasnymi rekami, zrealizuj pomysly z glowy jezlei ci sie takie rodza procz posiadania nowego samochodu, dobrego ciucha czy najnowszego Ipoda czy inne I-COŚ :) Zdziwlbys sie ilu ludzi ktorzy osigneli jakis suckes kupe tych gazdzetow maja w nosie a moga sobie je sprawic za przyslowiowe kichniecie i pozniej bez skrupolow wyrzucic ;) A i tak naj;epsi sa ci co pol miesiaca na nie pracuja a nie rzadko trzeba cała pensje uzbierac .... niewiarygodne :)

    • janeks-dwa

      0

      @dupa.mokra
      jeszcze jeden zazdrosny koltun .

  • hydrograf

    Oceniono 7 razy 5

    Prosty przepis na sukces:
    Produkować rzeczy wymagające dużego nakładu pracy manualnej i korzystać z wykształconej, taniej siły roboczej.
    "Sukces" nie do powtórzenia, ani w krajach, gdzie "siła robocza" jest przyzwoicie opłacana, ani tam gdzie ludzi nie stać na podstawową edukację.

    Chiny (cała Azja południowo-wschodnia) ma jeszcze tańszą siłę roboczą i równie dobrze wykształconą. Pozycja zdobyta przez tego typu firmy - w okresie gdy cena pracy w Polsce była wielokrotnie niższa niż na zachodzie, a Chiny dopiero zdobywały doświadczenie - może w najbliższym czasie ulec gwałtownemu pogorszeniu.

    Brak innowacyjności wyrobów, brak automatyzacji produkcji* i niska wydajność pracy* to jeszcze prostszy przepis na upadek...

    *Automatyzację, a przez to podniesienie wydajności blokuje niska płaca minimalna. Bardziej opłaca się bowiem zatrudnić dodatkowego pracownika, niż inwestować w specjalistyczne oprzyrządowanie.
    Podniesienie płacy minimalnej wymusi podniesienie wydajności, a tworząc jednolite warunki dla wszystkich podmiotów na rynku uniemożliwi wojnę cenową (płacową) w celu podniesienia konkurencyjności.
    Jest więc, długofalowo, korzystna dla pracodawców. Tworzy także nowych konsumentów na ich wyroby.

    Pokaż starsze odpowiedzi (3)

    • g_m11

      0

      @durak-pytak
      Gdyby dekretem dało sie zamienic gospodarke na innowacyjna to pewnie juz by tak było. Moze trzeba zacząc od gospodarki murzyńskiej i dążyc do zmian. Chiny też kiedyś były wyłącznie źródłem taniej siły roboczej a dziś produkuja elektronike dla całego świata.Co z tego ,że w Polsce opracowano technologie niebieskiego lasera jeżeli nie było go gdzie zastosować.

    • g_m11

      0

      @thorgallpl
      A skąd wiesz ,że nie płaczę. Szczególnie po szewcach bo brak popytu na ich usługi swiadczy o tym ,że chodzimy w badziwewnych butach , których nie opłaca sie naprawiać.

    • match69

      0

      @g_m11
      taka wizje wlasnie ci wrzucaja do glowy na mszach, ze roboty zbieraja ludizom prace. Problemem nie sa roboty tylko system, plus ludzie nie nadazaja za postepem, jednak trzeba sie uczyc, obecny swiat to nie jest swiat dla ludzi jednozadaniowych... trzeba nierzadko chywtac sie roznych profesji i zajec, mowimy o tej wiekszej czesci spoleczenstwa. PLus nauka i ciagla obserwacja zmieniajacego sie otoczenia, a nie siedzenie przed TV i narzekanie. Jest prosta recepta: nie moge znbalezc pracy jako tokarz z papierem, szukam innych opcji , ucze sie nowego fachu... a jest wiele ktore nie wymagaja wieloletniej edukacji i praktyki, a jak sam nie masz na to ochoty to zaszczepic to dzieciom swoim zeby mialy kilka mozliwosci w zyciu a nie zebranie o datki od panstwa i wyciaganie lap bo cos sie komus nalezy z samego faktu ze sie urodzil, kapitalizm i swodobda dzialania moze poglebiaja rozwarstwienie, ale uwierz mi ze jak sasiad cos robi i np. zarabia 20 srednich krajowych, to jak ktos inny zrobi mu konkrencje i niech zabierze mu te 2 czy 3 srednie, miejsce jest tylko spojrzenie ludzi nie może dogonic zmieniajacego sie otoczenia, a najgorsze ze traktuja prace jako psi obowiazek, a to jednak definuje nas.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP

W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.