Andrzej Bawłowicz ma 51 lat. Od lat 80. siedzi w branży drobiarskiej. Od kilku lat kieruje Lubuskim Zrzeszeniem Producentów Drobiu. Woj. lubuskie - po Mazurach i Warmii - to polskie zagłębie kurze i indycze. Namawiał rolników, by się zrzeszali, bo warto. Jego dziełem jest kilkanaście grup producenckich. Za rozwój branży odznaczali go prezydent Lech Kaczyński i minister rolnictwa.
Ustawa działa od 10 lat. Ułatwia życie producentom i przetwórcom żywności - hodowcom bydła, drobiu, mleczarzom i sadownikom. Rolnicy tworzą grupy. W każdej musi być minimum pięciu. Rolnik może należeć tylko do jednej. Grupa korzysta z kredytów preferencyjnych, unijnych dotacji na sprzęt i inwestycje, zarabia na wspólnej sprzedaży. Oszczędniej gospodaruje, bo lepiej za fundusze z UE kupić kombajn w pięciu niż w pojedynkę. Do "grupowania" się w rolnictwie zachęcają od lat rząd i Unia Europejska.
- Same korzyści - podkreśla Władysław Piasecki, szef Lubuskiej Izby Rolniczej, także drobiarz. To samo powtarza Bawłowicz. Tyle że z jednym zastrzeżeniem. - Wpadłem w pułapkę, bo zostałem burmistrzem.
10 procent drobiarza
Wybory w 5-tysięcznym Nowogrodzie Bobrzańskim wygrał jesienią 2010 r. Pokonał wieloletniego burmistrza Grzegorza Jankowskiego.
Jako burmistrz musiał się pozbyć w trzy miesiące posad w radach nadzorczych i 10 proc. udziałów wartych 5 tys. zł w Grupie Producenckiej "Drób Polski". Tego wymaga prawo o działalności gospodarczej funkcjonariuszy publicznych. - Z pierwszym nie było kłopotów, z drugim droga przez mękę. No, bo sprzedaj pan dom w trzy miesiące. I komu? Wszyscy drobiarze już należą do jakichś grup. Hodowcy kapusty ani jabłek też nie oddam, bo on ma swoją grupę i zwyczajnie nie mogę. Rozpytywałem tu i tam. Nic z tego - opowiada Bawłowicz.
Czas płynął. Bawłowicz tkwił "20 procentowo" w grupie, choć prawo zabraniało.
- Aż wymyśliłem. Namówiłem człowieka, żeby założył interes. Sprzedałem mu te 10 procent. Myślałem, że jest po sprawie - mówi Bawłowicz.
Nie jest. Do transakcji doszło w lipcu ub.r. Czyli trzy miesiące po terminie. W połowie stycznia do magistratu w Nowogrodzie przyszło pismo od wojewody lubuskiego Marcina Jabłońskiego (PO). Wojewoda sprawę stawia jasno: Burmistrz naruszył zakaz i nie może już rządzić gminą. - Naruszenie zakazu powoduje wygaśnięcie mandatu - napisał wojewoda. Koniec burmistrza, wedle prawa, powinni przegłosować radni.
Bezduszna władza i wiatraki
- Czy władza musi być taka bezduszna? - komentuje Władysław Piasecki z Izby Rolniczej: - Nie rozumiem, co za kraj. Chcesz być przedsiębiorczy, dostajesz w łeb. Przekroczył termin, jasne, ale zrobił to, co nakazuje prawo najszybciej jak mógł. Nie ociągał się, nie kombinował. Działalność producencka jest specyficzna. To w woj. lubuskim kilkudziesięciu ludzi. Zamknięte grono. Nie da się sprzedać udziałów komuś z ulicy, albo zwykłemu rolnikowi. Dla mnie to kuriozalny przykład niespójnego prawa - mówi Piasecki.
Burmistrza Bawłowicza nie żałuje Edwin Pacławski, do niedawna sołtys Skibic. We wsi pod Nowogrodem, kilkaset metrów od domów ma powstać farma wiatrowa. - Cała wieś jest przeciw, a burmistrz swoje, bo to pole jego żony. Więc dobrze, że odejdzie, choć z innego powodu. Prawo jest prawem i dotyczy wszystkich. Nie ma świętych krów.
Bawłowicz odpowiada: - O tym, że tam będą wiatraki, zdecydowano trzy lata temu. Nie byłem wtedy burmistrzem. Zresztą to świetny interes dla gminy. Zarobi 2 mln zł. Ten pan nie wie, o czym mówi.
Bawłowicz skonsultował się z prawnikiem. Napisze odwołanie do wojewody, choć trudno mu uwierzyć, że przyniesie skutek. Przygotowuje też wyjaśnienia swoim radnym.
Gdyby był wiceministrem
Przypadek burmistrza Bawłowicza przypomina łudząco przygodę Jana Burego, polityka PSL z Podkarpacia, w poprzednim rządzie wiceministra skarbu. Według CBA złamał ustawę antykorupcyjną, która pozwala urzędnikom państwowym kupić tylko do 10 proc. udziałów w spółkach prawa handlowego. A Bury w 2011 r. kupił 50 proc. udziałów w spółce SORES. Spółka nie prowadziła żadnej działalności, ale mogła m.in. handlować energią elektryczną. Bury w ministerstwie odpowiadał m.in. za energetykę.
Sprawę nagłośniły media. Bury sprzedał udziały, przyznał się do błędu. Od premiera dostał naganę. - Nie wydaje się, żeby poza brakiem roztropności i koncentracji cokolwiek złego za tym stało - zaznaczył premier Donald Tusk.
Bawłowicz nad sobą premiera nie ma.