Solidarność zbierała podpisy od grudnia 2011 r. Była to reakcja na zapowiedź premiera Donalda Tuska w trakcie listopadowego exposé, iż wiek emerytalny zostanie stopniowo wydłużony i zrównany dla mężczyzn i kobiet; wyniesie 67 lat. Obecnie mężczyźni mają prawo do emerytury po ukończeniu 65 lat, a kobiety - 60.
"Solidarność" chce tę kwestię rozstrzygnąć w referendum. Polacy mieliby odpowiedzieć na pytanie: "Czy jest pani/pan za utrzymaniem dotychczasowego wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę wynoszącego 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn?".
Przeliczone i spakowane podpisy przyjechały do Sejmu specjalnie wynajętym autobusem. Kartony w podpisami przekazano do biura podawczego Sejmu. Symboliczną, jedną paczkę przekazano Ewie Kopacz.
- Takie masowe poparcie pokazuje, jak duży opór społeczny budzą rządowe plany. W naszą akcję zaangażowały się również inne związki i stowarzyszenia. Listy otrzymywaliśmy również od osób prywatnych. Ludzie chcą uczestniczyć w dyskusji na ten temat. Referendum da im tę możliwość - uważa Piotr Duda.
Sam Duda podkreśla, że jest zwolennikiem wydłużania czasu
pracy, jednak nie w sposób proponowany przez rząd. Według niego zamiast podwyższania wieku emerytalnego należy stworzyć Polakom system motywacyjny, by chciało im się dłużej pracować. Duda uważa, że należy też zastanowić się, dlaczego jest tak mało aktywnych kobiet po 50. roku życia. - Na ten temat chcemy z panem premierem rozmawiać - zaznaczył.
Także w czwartek swoje konsultacje emerytalne z klubami parlamentarnymi rozpoczął premier Donald Tusk. Po spotkaniu z SLD szef tego klubu Leszek Miller przyznał, że między wizją Sojuszu i premiera istnieją znaczące różnice. Projekt rządowy jako jedyne kryterium przy ocenie przejścia na emeryturę stosuje wiek pracownika. SLD chciałby, aby uwzględniany był też staż pracy.
W przyszłym tygodniu premier zamierza spotkać się z klubami PiS i Solidarnej Polski.