- Mnóstwo osób pyta nas o środki na uruchomienie własnej działalności gospodarczej. Nie ma dnia, żeby nie wpłynęło kilka wniosków - mówi Maria Dziubanowska, kierownik działu instrumentów rynku pracy sądeckiego urzędu pracy.
W 2009 r. sądecki urząd pracy otrzymał na samozatrudnienie bezrobotnych prawie 5 mln zł. To o ponad jedną trzecią więcej niż w poprzednim roku. Większość pieniędzy już dawno rozdysponował. Obecnie na dotacje do biznesu idą już środki z rezerw wojewódzkiej i ministerialnej.
Kto spełnia wymogi, a nie dostanie teraz dotacji, może ubiegać się o nią w przyszłym roku
Jednorazową pomoc finansową dla bezrobotnych chcącym założyć własną firmę dostać można w urzędach pracy w całym kraju.
Pomoc dostępna jest od kilku lat. W tym roku pośredniaki przeżywają jednak oblężenie .
Lawina wniosków o pieniądze na firmę ruszyła, gdy rozpoczęły się zwolnienia grupowe. W Nowym Sączu do pośredniaka zgłosiła się m.in. spora część byłych pracowników spółki Newag (naprawa taboru kolejowego) i Optimusa. Podobnie w innych regionach Polski.
Biznes w serwisie
Krzysztof Pawłowski, od pół roku właściciel firmy komputerowej: - Wcześniej na etacie pracowałem osiem godzin i do domu. Teraz non stop gdzieś jeżdżę. Bywa, że i w nocy wykonuję jakieś zlecenie, bo klient chce mieć sprawny sprzęt na rano.
Etat stracił na początku roku. Był jednym z najdłużej zatrudnionych w firmie komputerowej Optimus. Gdy dostał wypowiedzenie, natychmiast zarejestrował się jako bezrobotny i wystąpił o urzędową dotację. Jako absolwent zarządzania i marketingu nie miał problemów z wypełnieniem wniosku. Dostał ponad 18 tys. zł, za które - dokładając oszczędności - kupił sprzęt i oprogramowanie. Praca w optimusowskim serwisie pozwoliła mu nawiązać kontakty z potencjalnymi zleceniodawcami. To zaprocentowało, gdy poszedłem na swoje.
Na brak zleceń nie narzeka. Zajmuje się tym, co robił wcześniej na etacie. Naprawa komputerów, konfigurowanie oprogramowania.
- Kokosów nie zarabiam, ale wychodzę lepiej niż w Optimusie. Czuję, że się rozwijam - dodaje
Salon groomerski
Do września Urząd Pracy w Nowym Sączu otrzymał 312 wniosków od bezrobotnych o dotacje na otwarcie firmy. To prawie tyle samo, co w całym zeszłym roku. Większość wnioskodawców, z którymi podpisano umowy, otrzymała maksymalne wsparcie finansowe, tj. sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia (obecnie - 18,4 tys. zł). Warunkiem było wydatkowanie pieniędzy na wyposażenie firmy.
Bezrobotni otrzymują dotacje, o ile wcześniej nie prowadzili działalności gospodarczej i nie korzystali z podobnej pomocy. Przed formalnym wystąpieniem o pieniądze wypełniają szczegółową ankietę, którą urząd zamieścił na swej stronie internetowej. Do końca sierpnia zrobiły to już 422 osoby, niemal dwa razy tyle, co w 2008 r.! Na podstawie ankiet urzędnicy dokonują wstępnej selekcji. Kto nie posiada odpowiedniej wiedzy do prowadzenia firmy, musi ukończyć bezpłatny kursy przedsiębiorczości. Dopiero wtedy może złożyć wniosek o pieniądze.
- Z początku bałam się, czy sobie poradzę. Nigdy nie prowadziłam przecież żadnej firmy - wspomina Małgorzata Kociołek-Kmak z Nowego Sącza.
Od pół roku prowadzi "salon piękności dla zwierząt". Zakład pod nazwą Puszek otworzyła w małej przybudówce niedaleko osiedla, na którym mieszka z pięcioletnim synkiem. Wcześniej, choć skończyła technikum weterynaryjne, pracowała kilkanaście lat w hurtowni farmaceutycznej i sklepie spożywczo-przemysłowym. Gdy wylądowała na bezrobociu, zapisała się ma dwutygodniowy kurs groomerski (pielęgnacji zwierząt) w Krakowie. Zajęcia opłacił pośredniak. Dzień w dzień po osiem godzin uczyła się, jak strzyc, kąpać, czesać domowe zwierzęta.
Dyplom ukończenia kursu groomerskiego wisi na ścianie w zakładzie. Wewnątrz czysto i schludnie. Część toalety zajmuje wanna do mycia czworonogów. W centrum "salonu" stoją dwa stoły do strzyżenia małych i dużych psów. Każdy ze specjalną dźwignią do podnoszenia zwierząt. To najpoważniejszy zakup sfinansowany z urzędowej dotacji. Na regałach i w szafkach piętrzą się psie i kocie kosmetyki, ubranka, suszarki i maszynki do strzyżenia.
W 80-tysięcznym Nowym Sączu działa kilka podobnych salonów, ale pani Małgorzata nie narzeka na brak klientów. Swoje reklamówki roznosi do sklepów i przychodni weterynaryjnych. Zamieszcza też ogłoszenia w lokalnych portalach internetowych.
- Pierwsi klienci przyszli zaraz po otwarciu salonu. Gołym okiem widać, że ludzie coraz bardziej dbają o swoje zwierzęta. Nie tylko te rasowe psy, ale także kundelki trafiają do mnie - zauważa.
Ceny usług - jak zapewnia - skalkulowała na możliwie najniższym poziomie. Za mycie ze strzyżeniem niedużego czworonoga bierze 60-70 zł, sama kąpiel kosztuje 20 ("obcinanie pazurów i czyszczenie uszu w cenie"). Na telefon jeździ do domów właścicieli psów i kotów, aby na miejscu wykonać zamówioną usługę. Bywa, że kursuje od rana do nocy. Ale jest zadowolona. - Dzięki kryzysowi robię wreszcie to, co lubię - mówi.
Florystka z pasją
Robert Jakubowski, p.o. dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi, zapewnia, że dziś firmy zakładają coraz lepiej wykształceni Polacy. Na swoje idą prawnicy, architekci, projektanci ogrodów czy filolodzy, którzy otwierają szkoły językowe.
Coraz chętniej firmy zakładają młodzi, także absolwenci wyższych uczelni.
- Firmy nie mają czasu, by przyuczać ich do pracy, ani pieniędzy na szkolenia. Wolą zatrudnić osobę z doświadczeniem, tym bardziej że takie trafiają na rynek po zwolnieniach w innych spółkach - mówi Izabela Pilżys, dyrektor personalnej agencji HR Partners.
Własny biznes zakładają również wracający do Polski emigranci. - Bardzo duża grupa - potwierdza Małgorzata Kozłowska z wydziału pośrednictwa pracy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu.
Urząd prowadzi warsztaty dla powracających z zagranicy. - Nawet 70 proc. uczestników tych szkoleń poważnie myśli o założeniu firmy - mówi Kozłowska.
Jakie biznesy ludzie zakładają?
Zdecydowana większość bezrobotnych wchodzi w usługi. Najczęściej otwierają firmy budowlane, stolarskie, kosmetyczne, fryzjerskie i finansowe; rzadziej - wypożyczalnie sprzętu sportowego, biura projektowe, reklamowe czy poligraficzne.
- Córka rok przede mną dostała pieniądze z urzędu pracy na otwarcie studia fotograficznego. Od niej dowiedziałam się, jak marne bywają dekoracje podczas różnych uroczystości - opowiada Teresa Ogórek. Z wykształcenia technik żywienia zbiorowego ponad pół roku temu otworzyła Studio Florystyczno-Dekoratorskie. Po kursach - bukieciarsko-florystycznym i przedsiębiorczości podpisała umowę z urzędem pracy. Dostała niecałe 15 tys. zł na ozdoby i sprzęt komputerowy do niewielkiego biura.
Interes z początku szedł marnie.
Pani Teresa robiła bezpłatnie pokazowe dekoracje, roznosiła ulotki do sklepów z modą ślubną. Wszystko na nic. Pierwsze zlecenie dostała dopiero, kiedy założyła stronę internetową.
Przystroiła m.in. jedną z sal panelowych na wrześniowym Forum Ekonomicznym w Krynicy oraz kino Sokół podczas przeglądu horrorów ("mąż pomagał mi zrobić olbrzymią szczękę wampira").
Za przystrojenie sali weselnej sztucznymi kwiatami Teresa Ogórek chce 500 zł. Koszty rosną trzy-, czterokrotnie, jeśli zamawiający życzy sobie do dekoracji żywych roślin.
E-biznes
- Jest też boom na firmy związane z informatyką, technologiami. Królują e-biznesy - mówi dyrektor Jakubowski.
Potwierdza to Grzegorz Marynowicz, założyciel portalu dla młodych przedsiębiorców MamBiznes.pl. - Decydują o tym m.in. niskie bariery wejścia. Do działalności w internecie wystarczy dobry pomysł i niewielka kwota inwestycji - uważa.
Na swoje postanowił też pójść Witold Kopeć. Był doktorantem na Wydziale Nauk Geograficznych UŁ. Miał pół etatu, bez szans na cały. Zainwestował w swoją pasję - rowery.
Otwiera internetowy sklep z używanymi rowerami, które będzie sprowadzał z Holandii i Niemiec. Chce też prowadzić serwis rowerów oraz portal społecznościowy. Wierzy w sukces.
Z kolei Bożena Kubera będzie prowadzić internetowy klub Wyspy Zdrowia. - Kierowany do kobiet w moim wieku, czyli 40+ - wyjaśnia. Wcześniej zawodowo zajmowała się finansami. Pasja okazała się jednak silniejsza. Bizneswoman planuje założenie biblioteczki zdrowia, kącika dla odchudzających się i internetowego sklepu. Już wie, że czasu wolnego mieć nie będzie. - Na razie wszystko robię sama. Z czasem może uda się zatrudnić pracownika.
Na założenie firmy decydują się też młode mamy po urlopie macierzyńskim
- Myślałam o tym od dawna - mówi Izabela Krause-Płatek, która otwiera studio projektowania mody. Przed urodzeniem dziecka też projektowała, ale w zakładach odzieżowych. - Szef krzywo patrzył na zwolnienia i pytał, czy nie planuję kolejnej ciąży - opowiada.
Zdaje sobie sprawę, że na początku może nawet pracować więcej niż w zakładach. - Na razie sama i projektuję, i szyję. Mam jednak nadzieję, że za kilka miesięcy zatrudnię krawcową - mówi.
Pomaga też Unia
Nie tylko urzędy pracy pomagają przyszłym przedsiębiorcom.
Pieniądze można też dostać z Unii.
Młodzi przedsiębiorcy mają tu dwa podstawowe źródła pomocy na założenie własnej firmy. Pierwszy to działanie 6.2 programu operacyjnego "Kapitał ludzki", skąd mogą otrzymać nawet 40 tys. zł bezzwrotnej dotacji. Oprócz tego przyszły przedsiębiorca dostaje również wsparcie pomostowe, wypłacane przez sześć miesięcy w kwocie nie większej niż równowartość minimalnego wynagrodzenia.
Osoby z ciekawym pomysłem na działalność w internecie mogą uzyskać kapitał na realizację projektu ze specjalnego działania 8.1 programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka". Dzięki niemu młody przedsiębiorca może otrzymać nawet milion złotych na rozpoczęcie e-biznesu.
Fundusze europejskie mogą pomagać przedsiębiorcom nie tylko na starcie, ale też potem, w rozwoju firmy. Umożliwią zakup nowych maszyn czy wyjazd na targi.