Jak zapowiada Marek Suchowolec, przewodniczący rady nadzorczej DROP SA, wyrok będzie zaskarżony do NSA. - Niestety, będzie to już tylko skarga na sam wyrok - powiedział po ogłoszeniu wyroku Suchowolec.
Przypomnijmy, że izba skarbowa nałożoną karę uzasadniła m.in. stwierdzeniem, że źródło pochodzenia złomu jest nieujawnione. W rzeczywistości od kilkunastu do kilkudziesięciu procent złomu w Polsce dostarczają gospodarce osoby fizyczne, a nierzadko osoby podstawione, tzw. słupy, które później ciężko znaleźć. Sytuację obrazuje doskonale powiedzenie: "Cygan zawinił, kowala powiesili", bo łatwiej i taniej jest obarczyć kosztami niezapłaconego VAT-u legalnie działającą spółkę niż szukanie firmy krzak.
CZYTAJ TAKŻE:
Złomiarze pod okiem fiskusa. "Niszczycie branżę!" - Ponieważ kontrole nie są w stanie ściągnąć ukradzionego VAT-u od "słupów" (podstawionych osób), a tym bardziej od zorganizowanych grup przestępczych, które stoją za tymi słupami, to należy ściągnąć VAT od nabywców złomu. W tym momencie nie ma znaczenia, czy dany nabywca jest uczciwym przedsiębiorcą, czy nie - irytuje się Marek Suchowolec przewodniczący rady nadzorczej Drop SA.
- Uczciwy przedsiębiorca jest lepszy do kontroli, ponieważ prowadzi szczegółową dokumentację księgową, kontrolę można przeprowadzić w przyjaznych warunkach dla urzędnika skarbowego. W przypadku kontroli "słupa" kontrola jest bardzo trudna, ponieważ z reguły dokumenty księgowe uległy zniszczeniu przez zdarzenie losowe - argumentuje Suchowolec.
- Nasz podstawowy zarzut do urzędu skarbowego to fakt, iż nie została przeprowadzona kontrola skarbowa u bezpośredniego dostawcy - mówi prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych, reprezentujący spółkę DROP SA przed sądem.
- Podstawą do tego wyroku stało się zeznanie dostawcy w toczącym się innym postępowaniu, że takie transakcje nie miały miejsca i dostaw złomu nie wykonał, a bezspornym faktem jest to, że towar był i że takie dostawy się odbywały. To naszym zdaniem nie jest wystarczający materiał dowodowy - dodaje Modzelewski.
Duże wątpliwości pełnomocników spółki DROP SA wzbudził również sposób dowodzenia, który opierał się na pamięci pracowników.
- Co powie pracownik zapytany np. o odbiór towaru 16 października 2004 albo 21 lipca 2005 albo 2006 roku? Bo tych lat dotyczy sprawa? - pyta retorycznie prof. Modzelewski.
- Można powiedzieć, że czas wrogiem podatnika - dodaje prezes Instytutu Studiów Podatkowych.
Sprawa była odraczana dwa razy, a jej rozpatrywanie trwało pół roku, zanim weszła na wokandę. Według mecenasa Zbigniewa Cieślaka z kancelarii Witold Modzelewski średnio rozpatrywanie przez sądy spraw gospodarczych trwa rok, półtora, zanim podmiot gospodarczy pozna w Polsce wyrok. Czas odgrywa tu znaczącą rolę, bo nierzadko sprawy dotyczą finansów, a jak wiadomo, nie każde przedsiębiorstwo przez rok jest w stanie ponosić konsekwencje finansowe konkretnego sporu.
W trakcie wyjaśniania są też kolejne sprawy dotyczące następnych kwot zajętych przez skarbówkę na poczet przyszłych kar. Szerzej pisaliśmy na ten temat w tekście
"Złomiarze idą na wojnę ze skarbówką".