W czerwcu opisaliśmy kontrowersje związane z konkursem o unijne pieniądze, jaki zorganizował Urząd Marszałkowski. Firmy mogły dostać dotacje z Regionalnego Programu Operacyjnego na inwestycje. W październiku 2009 r. aplikowało o to ponad 600 przedsiębiorstw. Urząd potrzebował wiele czasu na ocenę tylu wniosków i konkurs przedłużał. Zakończył go dopiero w kwietniu br. Chociaż wymogi spełniło 175 przedsiębiorców, kasy starczyło tylko dla 20 najwyżej ocenionych.
Do dopiero początek kłopotów. Zwycięzcy konkursu już po jego rozstrzygnięciu dowiedzieli się, że dotację muszą zabezpieczyć gwarancją bankową lub hipoteką, na co nie każdy może sobie na to pozwolić. Wcześniej Urzędowi Marszałkowskiemu wystarczył np. weksel. Przedsiębiorcy przeczytali także, że będą musieli oddać całą dotację wraz z odsetkami, jeśli chociaż w minimalnym stopniu nie wyrobią obiecywanych wskaźników - np. wzrostu zatrudnienia lub przychodów. To zastrzeżenie też pojawiło się dopiero teraz. W innych konkursach w takich sytuacjach Urząd Marszałkowski odcina po prostu proporcjonalną część dofinansowania.
Po naszym artykule specjalistka od eurofunduszy (nazwisko znane redakcji) zaproponowała potencjalnym beneficjentom, aby walczyli o swoje. Zaangażowały się też firmy doradcze, które pisały wnioski o dotacje w tym konkursie. Efekt: 10 na 20 zwycięzców konkursu zwróciło się do Urzędu Marszałkowskiego (jedni nazywają to protestem, inni - prośbą), aby zezwolił na inne formy zabezpieczenia niż gwarancja bankowa lub hipoteka. Chociaż w czerwcu Kamila Radziecka, dyrektor departamentu wdrażania RPO, przekonywała nas, że z dokumentów dołączonych do wniosków o dotacje nie wynika, aby ktoś nie mógł uzyskać gwarancji z banku lub obciążyć swojej
nieruchomości hipoteką.
Jedna z firm z dotacji w ogóle zrezygnowała. To Przedsiębiorstwo Specjalistyczne Energoterm z Torunia, które buduje sieci cieplne i kanalizacyjne. Odpuściło prawie 2 mln zł dofinansowania na nową technologię, której całkowity koszt to 6,1 mln zł.
- Zrezygnowaliśmy przede wszystkim dlatego, że konkurs tak długo trwał. Myśleliśmy, że w ogóle o nas zapomnieli, a w międzyczasie zmieniły się warunki na rynku - mówi Bogusław Wiwatowski z zarządu Energotermu. Dodaje, że zmiana warunków konkursu była dodatkowym impulsem do odstąpienia od zawarcia umowy.
Pismo do urzędników przesłała m.in. firma Miltex z Maruszy pod Grudziądzem, którą wraz z żoną prowadzi Krzysztof Rajca. Produkuje wyroby z wełny pod marką Milte Wool: pościel, podomki, kamizelki, bambosze, posłania dla psów i kotów. Już raz dostała dotację z RPO, dzięki czemu urządziła zakład zatrudniający dziewięć osób. Pan Krzysztof jest cenionym w Maruszy biznesmenem, czemu dali wyraz mieszkańcy, wybierając go do grudziądzkiej rady gminy.
Firma Miltex chce unowocześnić sposób produkcji i poszerzyć asortyment. Do tego potrzebuje nowej hali wraz z maszynami. Taka inwestycja kosztuje prawie 1,7 mln zł. Wniosek o dotację z UE w wysokości 974 tys. zł przeszedł pomyślnie wszystkie oceny. Właściciele zaryzykowali: kupili i uzbroili działkę, zapłacili za projekt budynku, załatwili pozwolenie na budowę. Ale nie wiadomo, czy dotację dostaną.
- Zdobycie gwarancji bankowej w moim przypadku jest praktycznie niewykonalne - przyznaje Krzysztof Rajca. - Hipoteką też za bardzo nie mam czego obciążyć, bo sprzedaje dom, aby mieć pieniądze na inwestycję. Podpisałem już wstępną umowę, od sierpnia prawdopodobnie będziemy z żoną coś wynajmować. Mam jeszcze nieruchomość komercyjną, ale jej wartość jest za mała, aby zabezpieczała dotację. A działka, na której chce wybudować nowy zakład, jeszcze nie jest zabudowana.
Firma Miltex prawie dwa lata temu szacowała, jakie wskaźniki może wyrobić dzięki dotacji z Unii. - Jeśli osiągnę przychody o 10 proc. mniejsze niż myślałem, będę musiał zwrócić całą dotację z odsetkami i zostanę zrujnowany - mówi szef przedsiębiorstwa. - Marszałek ma prawo zmieniać zasady, ale jest to nieetyczne, nie fair.
Dyrektor Radziecka w czerwcu tłumaczyła nam, jakie motywy przyświecały marszałkowskiej administracji. Urząd boi się, że jeśli beneficjenci źle zrealizują projekty, będzie musiał zwracać pieniądze do Brukseli, dlatego chce się zabezpieczyć w możliwie najtwardszy sposób. Uznał też, że wskaźniki podawane przez firmy są "bardzo optymistyczne" i "istnieje większe ryzyko ich nieosiągnięcia".
Urząd podtrzymuje swoje stanowisko, ale czeka jeszcze na informacje od całej dwudziestki firm, które mają dostać dotacje.
- Następnie sporządzona zostanie informacja zbiorcza, która będzie przedmiotem oceny zarządu województwa - tłumaczy naczelnik wydziału wdrażania projektów Paweł Krawański. - Po jej zakończeniu zarząd podejmie ewentualne decyzje dotyczące negocjacji lub konsultacji, albo też podtrzyma swoją dotychczasową decyzję.
Jeśli firmy zrezygnują z dotacji, ich miejsce zajmą te z listy rezerwowej, których wnioski zostały niżej ocenione.
tomasz.ciechonski@torun.agora.pl