Celem nowelizacji jest uniknięcie w przyszłości sytuacji, w których przetargi wygrywały firmy oferujące rażąco niską cenę i niebędące potem w stanie zrealizować zamówienia lub realizujące je wadliwie. Najgłośniejsza była sprawa chińskiego konsorcjum COVEC, które w przetargu na budowę dwóch odcinków autostrady A2 złożyło ofertę o ponad 50 proc. niższą, niż zakładał zamawiający. W maju 2011 r. okazało się jednak, że konsorcjum nie jest w stanie prowadzić budowy. W efekcie autostradowe połączenie Łodzi z Warszawą przed
Euro 2012 stanęło pod znakiem zapytania.
Nowelizacja ustawy zakłada, że zamawiający będzie mógł żądać od oferenta udowodnienia, że oferowana cena nie jest rażąco niska. I to strona składająca ofertę będzie musiała to udowodnić. Co więcej, nowe przepisy przewidują, że oferent będzie musiał wykazać, że koszty pracy skalkulowano co najmniej na podstawie minimalnego wynagrodzenia. W propozycji zmian pojawił się też przepis, że w przypadku rozstrzygania zamówienia publicznego na podstawie kryterium ceny wyjaśnienie takiego rozwiązania będzie musiało znaleźć się w protokole przetargowym.
- Projektu nie ma w porządku obrad najbliższego posiedzenia, ale prosiłem marszałka, aby trafił pod obrady podczas kolejnego, też lipcowego posiedzenia - mówi poseł Szejnfeld. - Ustawa ma bardzo duże znaczenie dla gospodarki, a jeśli jej pierwsze czytanie nie odbędzie się teraz, nie będzie szans na jej uchwalenie.
Aby projekt przygotowany w komisji "Przyjazne państwo" został uchwalony przez Sejm i Senat przed końcem kadencji, pierwsze czytanie musi odbyć się jeszcze w lipcu. Inaczej praktycznie nie ma szans na zmianę prawa. A w kolejnej kadencji prace legislacyjne nad zmianami byłyby prowadzone od nowa.
- Proponowane zmiany to faktycznie krok w dobrą stronę, chociaż projekt nie rozwiązuje wszystkich problemów - mówi Piotr Wołejko, ekspert organizacji Pracodawcy RP, pracujący nad projektem w komisji "Przyjazne państwo". - Fakt, że zamawiający będzie musiał wyjaśnić, czemu zastosował akurat kryterium ceny, przyczyni się do przejrzystości przetargów.
Zdaniem Wołejki nie jest to jednak rozwiązanie całego problemu, bo on leży w dużej mierze w sferze mentalnej. Już teraz można tak skonstruować warunki przetargu, aby większe znaczenie miały inny czynniki, jak np. wiarygodność oferenta. - Niestety, wielu samorządowców czy urzędników woli asekurować się i rozstrzygać na podstawie ceny, czyli najprostszego kryterium, zamiast wprowadzić inne warunki przetargu. Takie postępowanie jest bowiem czytelniejsze np. dla organów kontrolnych.
Argumenty Wołejki potwierdza statystyka. Jak wynika z danych komisji "Przyjazne państwo", w 2009 r. ponad 90 proc. przetargów rozstrzygano na podstawie kryterium ceny. Tymczasem w 2003 r. było to główne kryterium w przypadku zaledwie ok. 30 proc. przetargów.
Jak powiedział "Gazecie" Adam Szejnfeld, kolejne ustawy, które powinny zostać przegłosowane w tej kadencji, to sprawa tzw. metryczek urzędniczych, czyli kontrolek wskazujących, jaki urzędnik zajmował się daną sprawą. To rozwiązanie może zostać przegłosowane już na obecnie trwającym posiedzeniu. Inna ustawa forsowana w Sejmie dotyczyć będzie ułatwień w doręczeniach pism urzędowych. - Obecnie setki tysięcy listów poleconych nie trafiają do adresatów, bo trzeba je odebierać osobiście - mówi Szejnfeld. - Zaproponujemy ułatwienia, które zmienią ten stan rzeczy.