Typowe
samochody dostawcze, furgony, kombivany czy skrzyniowe z założenia są dla przedsiębiorców. Także te, których dopuszczalna masa całkowita (DMC) nie przekracza 3,5 t. Konstruuje się je dla zastosowań typowo użytkowych, głównie do przewozu towarów lub sprzętu i ludzi. Setki rozmaitych wersji pozwalają firmom dopasować typ auta do konkretnych potrzeb. Wydaje się, że takie pojazdy powinny być objęte pełnym odpisem podatku VAT od ceny zakupu i ceny tankowanego paliwa, niezależnie od wersji i przeznaczenia w firmach. Służą przecież do pracy. Nie jest to jednak oczywiste.
Ciężarowe do 3,5 tony - decyduje matematyka Obecne przepisy obowiązujące od 1 stycznia 2011 r. pozwalają dokonać pełnego odpisu podatku VAT od ceny kupionego do firmy dostawczaka o DMC do 3,5 t tylko w przypadku niektórych wersji nadwoziowych. Definicja zawarta w ostatniej nowelizacji ustawy o podatku VAT uznaje bowiem za samochody ciężarowe w tym segmencie takie auta, które mają jeden rząd siedzeń oddzielony od ładowni trwałą przegrodą i są klasyfikowane na podstawie przepisów prawa o ruchu drogowym do podrodzaju o nazwie "wielozadaniowy" lub "van", oraz takie, które mają więcej niż jeden rząd siedzeń i przegrodę, a długość ich ładowni mierzona w określony sposób po podłodze przekracza 50 proc. długości pojazdu.
Dla obliczenia tej proporcji przyjmuje się jednak nie długość całkowitą samochodu, ale odległość pomiędzy dolną krawędzią przedniej szyby a tylną krawędzią podłogi ładowni. Takie postawienie sprawy automatycznie eliminuje z puli aut o pełnym odpisie podatkowym większość samochodów dostawczych o DMC do 3,5 t w wersjach kombivan oraz mikrobus dziewięciomiejscowy. Przedsiębiorcom, którym zależy na odpisie VAT, pozostają głównie dwu- i trzymiejscowe furgony oraz te samochody, które z definicji prawnej są ciężarówkami - o DMC powyżej 3,5 t i mikrobusy powyżej dziewięciu miejsc.
Skromniejsza oferta - utrudnienie dla przedsiębiorców Łatwo zauważyć, że twórcy ustawy nie kierowali się dobrem firm. Przedsiębiorcy potrzebują do prowadzenia swej działalności rozmaitych wersji aut dostawczych o DMC do 3,5 t i chcieli, by od każdej z nich odpisywać pełen VAT. Im bogatsza oferta, tym łatwiej firmie kupić
samochód i wybrać najlepszą odmianę, dokładnie dopasowaną do codziennych zadań. Oprócz furgonów niezwykle potrzebne są w firmach kombivany, w rozmaitych konfiguracjach (ładownia i pięć, sześć lub siedem foteli) oraz dziewięciomiejscowe mikrobusy. Takie samochody mogą być prowadzone przez kierowców z prawem jazdy kategorii B. Tymczasem ze względu na specyfikę polskich przepisów wiele firm sprzedaje swoje dostawczaki głównie z nadwoziem typu furgon.
Mocno okrojoną ofertę ratują wersje "kombinowane", tworzone specjalnie pod kątem polskiego rynku. Okazuje się, że najdłuższe odmiany furgonów klasy "maxi" można wyposażyć w dodatkowy rząd siedzeń (możliwość przewozu sześciu-siedmiu osób) przy zachowaniu odpowiednich wymiarów ładowni. W niektórych dostawczych "średniakach" też można to zrobić. Ale i w tym przypadku w grę wchodzą tylko najdłuższe wersje furgonów, które po przeróbkach zamieniają się w sześcioosobowe kombivany. Powstają w ten sposób tak zwane "VAT-owskie szóstki", z pełnym odpisem VAT od ceny i paliwa. Przykłady takich samochodów to Volkswagen Crafter, Renault Master, Renault Trafic, Ford Transit. Fabryczne kombivany, także w klasie furgonetek, traktowane są przez Ministerstwo Finansów jak zwykłe auta osobowe i nie podlegają pełnemu odpisowi podatkowemu.
Szkoda, że przy okazji likwidacji odpisu podatkowego od aut osobowych z tak zwaną "kratką" nie zmodyfikowano przepisów w taki sposób, by każdy z samochodów dostawczych mógł być objęty pełnym odpisem VAT - narzekają przedsiębiorcy i dodają: - Obecne ograniczenia nikomu nie służą. Trudno zrozumieć, dlaczego drugi rząd siedzeń i mniejsza ładownia tworzą z dostawczaka zwykłą osobówkę. Takie auta często sprawdzają się w firmowych zastosowaniach lepiej niż furgony.
Finansowanie samochodu w firmie Standardowa, powszechnie stosowana amortyzacja nowego samochodu trwa kilka lat - w tym czasie przedsiębiorca co miesiąc dokonuje odpisów amortyzacyjnych, które obniżają podstawę opodatkowania. Można jednak dokonać jednorazowej amortyzacji, a wówczas przedsiębiorcy mogą rozliczyć koszt pojazdu od razu. To dobra metoda dla tych, którzy sporo zarabiają i chcą szybko odliczyć wydatki. Może się okazać, że przy jednorazowej amortyzacji podatku w ogóle nie trzeba płacić albo będzie on bardzo niski.
Jednorazową amortyzacją mogą być objęte tylko samochody o statusie auta ciężarowego. Takiego jednorazowego odpisu amortyzacyjnego mogą dokonać tylko tak zwani mali podatnicy oraz osoby rozpoczynające działalność gospodarczą. Za małego podatnika uznaje się przedsiębiorcę, którego sprzedaż wraz z podatkiem VAT nie przekroczyła w poprzednim roku równowartości 1 mln 200 tys. euro. W 2011 r. ten limit po przeliczeniu na złotówki wynosi 4 mln 736 tys. zł. Z kolei rozpoczynający działalność to ten, kto nie prowadził firmy dwa lata wstecz. Ten warunek dotyczy również współmałżonka, jeśli w małżeństwie istniała w tym czasie wspólnota majątkowa. Ograniczeniem dla jednorazowej amortyzacji jest również specjalny limit, który w tym roku wynosi równowartość 50 tys. euro, czyli 197 tys. zł.
Jednorazowe zaliczenie w koszty zakupu samochodu ma też wadę. Może się okazać, że z księgowego punktu widzenia przedsiębiorca będzie musiał wykazać stratę, a wtedy wzięcie ewentualnego kredytu będzie utrudnione albo niemożliwe.