Biznes Ludzie Pieniądze

Odpisy podatkowe dla aut dostawczych

Dariusz Dobosz
27.05.2011 , aktualizacja: 24.05.2011 11:20
A A A Drukuj
Polskie przepisy fiskalne nie zawsze pozwalają odpisać VAT od ceny dostawczaka. Duża grupa takich aut traktowana jest jak osobówki.
Niektóre dostawcze
Materiały producenta
Niektóre dostawcze "średniaki" takie jak Renault Trafic można przerobić na sześcioosobowego kombivana z pełnym odpisem VAT. Dotyczy to jednak tylko najdłuższych wersji
Typowe samochody dostawcze, furgony, kombivany czy skrzyniowe z założenia są dla przedsiębiorców. Także te, których dopuszczalna masa całkowita (DMC) nie przekracza 3,5 t. Konstruuje się je dla zastosowań typowo użytkowych, głównie do przewozu towarów lub sprzętu i ludzi. Setki rozmaitych wersji pozwalają firmom dopasować typ auta do konkretnych potrzeb. Wydaje się, że takie pojazdy powinny być objęte pełnym odpisem podatku VAT od ceny zakupu i ceny tankowanego paliwa, niezależnie od wersji i przeznaczenia w firmach. Służą przecież do pracy. Nie jest to jednak oczywiste.

Ciężarowe do 3,5 tony - decyduje matematyka

Obecne przepisy obowiązujące od 1 stycznia 2011 r. pozwalają dokonać pełnego odpisu podatku VAT od ceny kupionego do firmy dostawczaka o DMC do 3,5 t tylko w przypadku niektórych wersji nadwoziowych. Definicja zawarta w ostatniej nowelizacji ustawy o podatku VAT uznaje bowiem za samochody ciężarowe w tym segmencie takie auta, które mają jeden rząd siedzeń oddzielony od ładowni trwałą przegrodą i są klasyfikowane na podstawie przepisów prawa o ruchu drogowym do podrodzaju o nazwie "wielozadaniowy" lub "van", oraz takie, które mają więcej niż jeden rząd siedzeń i przegrodę, a długość ich ładowni mierzona w określony sposób po podłodze przekracza 50 proc. długości pojazdu.

Dla obliczenia tej proporcji przyjmuje się jednak nie długość całkowitą samochodu, ale odległość pomiędzy dolną krawędzią przedniej szyby a tylną krawędzią podłogi ładowni. Takie postawienie sprawy automatycznie eliminuje z puli aut o pełnym odpisie podatkowym większość samochodów dostawczych o DMC do 3,5 t w wersjach kombivan oraz mikrobus dziewięciomiejscowy. Przedsiębiorcom, którym zależy na odpisie VAT, pozostają głównie dwu- i trzymiejscowe furgony oraz te samochody, które z definicji prawnej są ciężarówkami - o DMC powyżej 3,5 t i mikrobusy powyżej dziewięciu miejsc.

Skromniejsza oferta - utrudnienie dla przedsiębiorców

Łatwo zauważyć, że twórcy ustawy nie kierowali się dobrem firm. Przedsiębiorcy potrzebują do prowadzenia swej działalności rozmaitych wersji aut dostawczych o DMC do 3,5 t i chcieli, by od każdej z nich odpisywać pełen VAT. Im bogatsza oferta, tym łatwiej firmie kupić samochód i wybrać najlepszą odmianę, dokładnie dopasowaną do codziennych zadań. Oprócz furgonów niezwykle potrzebne są w firmach kombivany, w rozmaitych konfiguracjach (ładownia i pięć, sześć lub siedem foteli) oraz dziewięciomiejscowe mikrobusy. Takie samochody mogą być prowadzone przez kierowców z prawem jazdy kategorii B. Tymczasem ze względu na specyfikę polskich przepisów wiele firm sprzedaje swoje dostawczaki głównie z nadwoziem typu furgon.

Mocno okrojoną ofertę ratują wersje "kombinowane", tworzone specjalnie pod kątem polskiego rynku. Okazuje się, że najdłuższe odmiany furgonów klasy "maxi" można wyposażyć w dodatkowy rząd siedzeń (możliwość przewozu sześciu-siedmiu osób) przy zachowaniu odpowiednich wymiarów ładowni. W niektórych dostawczych "średniakach" też można to zrobić. Ale i w tym przypadku w grę wchodzą tylko najdłuższe wersje furgonów, które po przeróbkach zamieniają się w sześcioosobowe kombivany. Powstają w ten sposób tak zwane "VAT-owskie szóstki", z pełnym odpisem VAT od ceny i paliwa. Przykłady takich samochodów to Volkswagen Crafter, Renault Master, Renault Trafic, Ford Transit. Fabryczne kombivany, także w klasie furgonetek, traktowane są przez Ministerstwo Finansów jak zwykłe auta osobowe i nie podlegają pełnemu odpisowi podatkowemu.

Szkoda, że przy okazji likwidacji odpisu podatkowego od aut osobowych z tak zwaną "kratką" nie zmodyfikowano przepisów w taki sposób, by każdy z samochodów dostawczych mógł być objęty pełnym odpisem VAT - narzekają przedsiębiorcy i dodają: - Obecne ograniczenia nikomu nie służą. Trudno zrozumieć, dlaczego drugi rząd siedzeń i mniejsza ładownia tworzą z dostawczaka zwykłą osobówkę. Takie auta często sprawdzają się w firmowych zastosowaniach lepiej niż furgony.

Finansowanie samochodu w firmie

Standardowa, powszechnie stosowana amortyzacja nowego samochodu trwa kilka lat - w tym czasie przedsiębiorca co miesiąc dokonuje odpisów amortyzacyjnych, które obniżają podstawę opodatkowania. Można jednak dokonać jednorazowej amortyzacji, a wówczas przedsiębiorcy mogą rozliczyć koszt pojazdu od razu. To dobra metoda dla tych, którzy sporo zarabiają i chcą szybko odliczyć wydatki. Może się okazać, że przy jednorazowej amortyzacji podatku w ogóle nie trzeba płacić albo będzie on bardzo niski.

Jednorazową amortyzacją mogą być objęte tylko samochody o statusie auta ciężarowego. Takiego jednorazowego odpisu amortyzacyjnego mogą dokonać tylko tak zwani mali podatnicy oraz osoby rozpoczynające działalność gospodarczą. Za małego podatnika uznaje się przedsiębiorcę, którego sprzedaż wraz z podatkiem VAT nie przekroczyła w poprzednim roku równowartości 1 mln 200 tys. euro. W 2011 r. ten limit po przeliczeniu na złotówki wynosi 4 mln 736 tys. zł. Z kolei rozpoczynający działalność to ten, kto nie prowadził firmy dwa lata wstecz. Ten warunek dotyczy również współmałżonka, jeśli w małżeństwie istniała w tym czasie wspólnota majątkowa. Ograniczeniem dla jednorazowej amortyzacji jest również specjalny limit, który w tym roku wynosi równowartość 50 tys. euro, czyli 197 tys. zł.

Jednorazowe zaliczenie w koszty zakupu samochodu ma też wadę. Może się okazać, że z księgowego punktu widzenia przedsiębiorca będzie musiał wykazać stratę, a wtedy wzięcie ewentualnego kredytu będzie utrudnione albo niemożliwe.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Zamawiający pod lupą, czyli kontrola Prezesa UZP

W sytuacji gdy niemożliwe jest odwołanie się do KIO, skutecznym środkiem jest złożenie wniosku do Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o przeprowadzenie kontroli przetargu.