Pod koniec stycznia 2010 r. przedsiębiorstwa były zadłużone na ponad 206 mld zł. To o ponad 1 mld zł mniej niż w 2009 r. i aż o 10 mld zł mniej w porównaniu z końcówką 2008 r.
Wszyscy - i banki, i przedsiębiorcy - wskazują jako winnego ostatni kryzys finansowy. Choć w porównaniu z innymi krajami w Polsce miał on mniej bolesny przebieg, to jednak uderzył w jednych i drugich.
W obliczu lawiny bankructw banki stały się nieufne wobec siebie. Zanim udzieliły pożyczki innemu bankowi, kilka razy obejrzały każde euro czy złotówkę. A jeśli już pożyczały, to po wyższej cenie.
Dodatkowo, obawiając się upadłości kredytobiorców i uciekając przed ryzykiem, zakręciły firmom kurek z pieniędzmi.
Na porządku dziennym stało się wypowiadanie kredytów czy np. nieprzedłużanie przedsiębiorcom umów o linię kredytową w rachunku bieżącym.
Ale od kryzysowego 2009 r. minęło już sporo czasu. Banki odtrąbiły najgorsze, sytuacja na rynku międzybankowym się poprawiła. Bankowcy przyznają, że z pożyczką od innego banku nie ma już problemu. Patrząc jednak na dane NBP, akcja kredytowa dla firm leży. Dlaczego?
Adam Pers, dyrektor departamentu rynków finansowych w Raiffeisen Banku, mówi wprost: - Firmy po prostu nie chcą brać kredytów. Jego zdaniem nie chodzi jednak o to, że kredyty są drogie - oprocentowanie kredytów jest dzisiaj porównywalne do stawek sprzed kryzysu. Chodzi o wstrzymanie inwestycji przez firmy. - Polskie przedsiębiorstwa od kryzysu wstrzymują się z inwestycjami z powodu niepewności co do dalszej koniunktury - tłumaczy.
Dopiero od trzeciego kwartału ubiegłego roku, kiedy to popyt inwestycyjny wzrósł o 0,4 proc., a w czwartym kwartale o 0,9 proc., widać niewielkie ożywienie. Zdaniem Adama Persa to jednak zbyt mało, by przedsiębiorcy nagle rzucili się na kredyty. Dla porównania: w latach 2006-07 inwestycje firm rosły w tempie dwucyfrowym.
Bankowcy, choć mniej chętnie, przyznają, że częściowo sami są odpowiedzialni za spowolnienie akcji kredytowej. Mimo poprawy koniunktury nadal muszą być ostrożni w udzielaniu kredytów. Z powodu kryzysu udział niespłacanych kredytów znacząco wzrósł, co odbiło się na wynikach instytucji finansowych. Jeszcze inną przyczyną zamrożenia akcji kredytowej są ogromne oszczędności firm. Po co przedsiębiorcy mają brać kredyty, skoro śpią na pieniądzach. Dzisiaj na firmowych kontach leży prawie 170 mld zł. To o ponad 14 mld zł więcej, niż rok temu.
Dla "Gazety"
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, PKPP Lewiatan
Ostatnie dwa lata to dla większości przedsiębiorstw okres niewielkiego wzrostu przychodów, ale też panowania nad kosztami, czego konsekwencją były dodatnie wyniki finansowe. Nie generowało to zatem rosnącego zapotrzebowania na zewnętrzne finansowanie i utrzymywało płynność gotówkową na bardzo wysokim poziomie. Jednocześnie lata 2009-10 to okres znacznie mniejszych niż w 2007 r. inwestycji. Nie rosło zatem także zapotrzebowanie na kredyt inwestycyjny. Dzisiaj na kontach firm jest prawie 170 mld zł. Ich przychody rosną, koszty dalej trzymane są w ryzach. Nawet jeżeli przyspieszyłyby inwestycje, to kapitał zgromadzony przez przedsiębiorstwa zaspokoiłby w pełni pierwsze potrzeby inwestycyjne.
Adam Pers, Raiffeisen Bank
Polskie przedsiębiorstwa od kryzysu wstrzymują się z inwestycjami z powodu niepewności co do dalszej koniunktury. Same przecież dysponują środkami, które leżą na ich kontach. Banki, które z powodu kryzysu zaostrzyły warunki kredytowania, od pewnego czasu ponownie je łagodzą, obniżając marże, wydłużając terminy, na jakie pożyczają pieniądze, czy zwiększając dostępne kwoty. W niektórych segmentach rynku widać wręcz wojnę cenową, a marże znalazły się na granicy opłacalności. Dzięki polityce banku centralnego i niskim stopom rynkowym oprocentowanie kredytów dla firm jest obecnie na atrakcyjnym poziomie, pojawiają się także coraz ciekawsze oferty dla firm dopiero rozpoczynających działalność. Przedsiębiorstwa poszukują przede wszystkim finansowania bieżącej działalności, a w tym przypadku nauczyły się korzystać z innych instrumentów, jak np. faktoring.
Aleksandra Chaber, ING Bank
Z punktu widzenia ING Banku akcja kredytowa dla przedsiębiorców w stosunku do lat ubiegłych nie uległa zmianie z powodu zmian w polityce banku. ING jest bankiem z dużą bazą depozytową i bez problemów finansuje potrzeby kredytowe klientów, oczywiście zgodnie z zasadami zarządzania ryzykiem kredytowym. Zewnętrzne finansowanie jest niezbędnym elementem rozwoju każdego przedsiębiorstwa, dlatego nie ograniczamy dostępu do produktów kredytowych firmom ze względu na ich wielkość czy reprezentowaną branżę. Oczywiście uzyskanie kredytu uzależnione jest od posiadania zdolności kredytowej, a wysokość limitu kredytowego - od historii obrotów na rachunku.
Adam Stokłos, mBank
Na rynku kredytów dla firm można ostatnio mówić o odwilży - nie tylko z powodu rosnącej sprzedaży produktów kredytowych, ale także ze względu na niższe wymagania stawiane przez banki podmiotom ubiegającym się o finansowanie. Związane jest to z zauważalną poprawą płynności finansowej wśród przedsiębiorców, szczególnie wśród firm z sektora mikro- i małych przedsiębiorstw. To właśnie małe firmy szybciej wyszły z kryzysu dzięki zachowaniu elastyczności i większym możliwościom dostosowania się do nowych warunków. Największą wiarygodnością cieszą się obecnie firmy, które przetrwały kryzys, a więc te funkcjonujące na rynku od co najmniej dwóch-trzech lat.