W 2003 r. Francję nawiedziła katastrofalna fala upałów. Poziom wody w rzekach był rekordowo niski. Tymczasem z wody
Francja czerpie ok. 15 proc. prądu. W dodatku elektrownie atomowe, które dają go 78 proc. pracowały na pół gwizdka, bo miały problemy z chłodzeniem. Po raz pierwszy EdF - największy francuski producent prądu i operator sieci energetycznej ostrzegł wielkich odbiorców, że może wyłączać im prąd. To standardowa procedura - gdy pojawia się zagrożenie blackoutem, zwykle najpierw wyłącza się prąd wielkim firmom, żeby chronić ludność, a także dlatego, że przemysł zużywa go najwięcej.
Oliver Baud był wtedy prezesem największej francuskiej huty aluminium w Pechiney pod Dunkierką. W jego głowie wykiełkował pomysł, który w pełni zrealizował pięć lat później.
- Odszedłem z Pechiney, bo hutnictwo aluminium nie ma w Europie przyszłości - opowiada "Gazecie". Dławią je wysokie ceny energii, które stanowią aż 50 proc. kosztów. Baud zainwestował własne oszczędności i założył Energy Pool. Dziś zatrudnia 65 pracowników, wszyscy są udziałowcami spółki, choć na razie korzyści z tego nie ma - wszystkie zyski firma reinwestuje.
Jak to działa? Huta, fabryka samochodów czy kopalnia pożera ogromne ilości prądu. Ale przecież nie zużywa stale tyle samo - czasem potrzebuje więcej, czasem mniej. Bywa i tak, że w ciągu doby pojawia się coś, co - w uproszczeniu - zostało z systemu pobrane, ale niewykorzystane. Pomysł Bauda polegał na tym, żeby zgromadzić nadwyżki z wielu firm i z powrotem sprzedać je do sieci energetycznej. - W jednym przedsiębiorstwie nie ma sensu tego robić, nie opłaca się - tłumaczy Baud.
Tak narodziła się firma Energy Pool. Dziś dysponuje 1000 MW mocy, czyli tyle co spora elektrownia. Ale największym skarbem firmy jest technologia, która umożliwia zarządzanie prądem, błyskawiczne pobieranie go z jednej firmy i wrzucanie z powrotem do sieci.
Siedziba firmy wygląda jak małe centrum dowodzenia. Na kilkunastu dużych ekranach komputerowych widać "wypływ" i "przypływ" prądu, szare kwadraciki symbolizują "martwych klientów", czyli tych, którzy nie akurat nie zużywają prądu, zielone - klientów aktywnych. Na osobnej tablicy wyświetla się kurs cen energii na giełdzie.
Zyskiem Energy Pool dzieli się z klientami, którym montuje specjalne oprzyrządowanie. Po dwóch latach spółka ma 10 mln euro obrotów. Zarządza 6 proc. energii elektrycznej zużywanej we Francji.
Firma z Sabaudii to przykład, jakie możliwości oferuje
smart grid, czyli inteligentna sieć energetyczna. Smart grid łączy wytwórców prądu, czyli elektrownie oraz odbiorców w jedną dużą sieć, w której jesteśmy jednocześnie konsumentami i producentami. Smart grid potrafi zarządzać prądem, kierując nadwyżki tam, gdzie są potrzebne. Tylko dzięki inteligentnej sieci odnawialne źródła energii, takie jak wiatr, słońce czy biomasa, które dziś w rozmaity sposób są dotowane z kieszeni konsumentów, mogą w przyszłości być opłacalne.
Ale Energy Pool jest także przykładem możliwości, jakie otwierają się, gdy prywatna inwencja łączy się z możliwościami oferowanymi przez państwo i samorządy. Siedziba firmy mieści się w Chambery w Sabaudii. Ogromny teren zajmowała tam niegdyś baza wojskowa. Wojsko się wyniosło, a władze regionu postanowiły zrobić tam park technologiczny. Tak powstał Savoi Technolac. Dziś siedzibę ma tam kilkadziesiąt firm oraz Instytut Badań nad Energią Słoneczną (INES). Dla Energy Pool Francja staje się już za ciasna. Baud myśli o ekspansji m.in. do Polski i Afryki.
Pytany, czy jego firma bardziej przypomina historię z Doliny Krzemowej niż znad Sekwany, Baud śmieje się. - Coś w tym jest, młodzi Francuzi wciąż, niestety, marzą raczej o dobrej państwowej posadzie niż o własnym przedsiębiorstwie.