Biznes Ludzie Pieniądze

Atak, obrona, klincz

Tomasz Grynkiewicz
10.11.2011 , aktualizacja: 09.11.2011 16:39
A A A Drukuj
Po dwudziestu latach w branży Paweł Marchewka wypuścił na rynek najlepiej sprzedającą się polską grę. Jest prezesem, mimo to wciąż wymyśla, jak zombi ma zaatakować człowieka
Po dwudziestu latach w branży Paweł Marchewka (na zdjęciu) wypuścił na rynek najlepiej sprzedającą
Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta
Po dwudziestu latach w branży Paweł Marchewka (na zdjęciu) wypuścił na rynek najlepiej sprzedającą
Dwa miesiące od premiery, ponad dwa miliony sprzedanych egzemplarzy. - To zaskoczenie, nie spodziewaliśmy się tego - 38-letni Paweł Marchewka, założyciel i prezes Techlandu, nie ukrywa zadowolenia.

Mówimy o grze "Dead Island" - gracz wciela się w niej w osobę, która na tropikalnej wyspie musi poradzić sobie z całą watahą zombi. Gra weszła do sklepów we wrześniu tego roku i już ma na koncie najlepszy wynik w historii polskiej branży, zostawiając w tyle choćby obie części "Wiedźmina"

Zanim doszło do sukcesu, Marchewka przez dwadzieścia lat budował pozycję swojej firmy. A w jej początkach dużą rolę odegrała... stołówka na Politechnice Wrocławskiej.

Gry do kotleta

Marchewka pochodzi z Parczewa, spod Ostrowa Wielkopolskiego. - Dwadzieścia lat temu trudno było kupić tam grę, jedyną opcją była wymiana z kolegami - wspomina. Ale gdy gry z wymiany się kończyły, Marchewka miał swój coniedzielny rytuał: jeździł na giełdę do Wrocławia, gdzie w stołówce tamtejszej politechniki kupował gry na Amigę.

Gdy okazało się, że to on w okolicy sprowadza najwięcej gier, w wieku 18 lat założył działalność gospodarczą. Zaczął zarabiać na sprzedaży gier na PC i Amigę w małych osiedlowych sklepikach. Ale choć działalność się rozwijała, biznesmenowi po głowie wciąż chodził pomysł: stworzyć własne tytuły. Próbował przez całe lata 90.

Prace jego zespołu kończyły się za każdym razem niczym.

- Mieliśmy nawet konkurencję dla "Mortal Kombat", był już prototyp bijatyki. Ale cierpliwości do gier starczało nam może na rok czy półtora - wspomina Marchewka.

Rynek komputerów rozwijał się wówczas w błyskawicznym tempie, więc co kilka miesięcy okazywało się, że grę trzeba znacząco przerabiać. Brakowało też ludzi - niewielu znało się na grafice do gier, mało kto wiedział, czym jest np. akcelerator grafiki (odciążał procesor komputera w obliczeniach koniecznych do wyświetlenia trójwymiarowej gry).

W końcu jednak Marchewka dopiął swego. W 2000 r. zadebiutował grą "Crime Cities".

Gra się sprzedała, ale Techland frycowe zapłacił - pierwsza umowa z zagranicznym wydawcą skończyła się w sądzie, przez dwa lata walczyli o pieniądze. Scenariusz powtórzył się później przy grze "Chrome" - od dystrybutora spółka nie dostał pieniędzy z rynku amerykańskiego.

- Taka branża, nauczyliśmy się dokładnie czytać umowy. Choć teraz mamy już zupełnie inną pozycję - mówi Marchewka.

Dziki, dziki Zachód

Pięć lat temu Techland jako pierwsza na polskim rynku wydała tytuł (w klimacie westernu "Call of Juarez") nie na pecety, ale na konsole Microsoftu Xbox 360.

Firma sprzedała blisko milion gier

O wrocławskiej spółce zrobiło się głośno. Trzy lata później kontynuację gry "Call of Juarez: Więzy krwi" Techland - znów jako pierwszy w Polsce - wydał na wszystkie konsole. A ten rok to już żniwa - na początku roku ukazała się trzecia część "Call of Juarez", jesienią - wspomniane "Dead Island".

Ile na ostatnim hicie Techland zarobi? Tego Marchewka nie zdradza, choć wiadomo - większość przychodów ze sprzedaży zabierze Deep Silver, zagraniczny wydawca (on też wyłożył większość na stworzenie gry - budżet wyniósł 40 mln zł).

Zatrudniająca 200 osób wrocławska spółka ma już plany na następne gry. - Mam w głowie kilka dużych, myślę, że ciekawych projektów. Ale na razie za wcześnie, by o tym mówić. Na pewno nie powiedzieliśmy ostatniego słowa - mówi szef Techlandu. Mimo że od początku jest prezesem, w spółce pełni też funkcję dyrektora kreatywnego. I gdy o tym rozmawiamy, Marchewka ożywia się najbardziej.

- Obrona przed przeciwnikiem, atak na przeciwnika. Czy jeśli człowiek przebiegnie nad pozornie martwym zombi, to czy ten nagle poderwie się i utkną w klinczu? Gdzie będą apteczki, jak ma wyglądać przebieg infekcji po ugryzieniu przez zombi. Jaką broń będzie miał do dyspozycji gracz i jak może zmylić zombi i tak dalej. Właśnie nad tym mam nadzór - opowiada Marchewka.

A czy Techlandu nikt nie chciał kupić? - Pytania o zakup mniejszościowych udziałów mamy regularnie, głównie z zagranicy - przyznaje Marchewka. I? - I nie widzimy takiej potrzeby.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (17)

  • tym-oteusz

    Oceniono 1 raz 1

    @kcramsib
    Dead Island has received mixed to positive critical reception since its release, according to Metacritic. Metacritic scores were 80/100, 71/100 and 71/100 for the Microsoft Windows, PlayStation 3 and Xbox 360 versions respectively. The Italian PlayStation Magazine has given the game a rating of 8.0. praising its outdoor environments, realistic combat, and co-op mode but criticizing the indoor graphics and lack of split-screen multiplayer. (...) The PC version of the game has initially received many negative reviews from magazines and websites due to an accidental release of the development version of the game on Steam. This included features such as no-clipping and the ability to toggle third-person perspective.[

  • kcramsib

    0

    Szkoda, że nikt nie wspomina o tym, że zarówno trzecia część "Call of Juarez" jak i "Dead Island" zostały kompletnie zjechane przez recenzentów z Yahtzee na czele.

  • mitoogorkach

    Oceniono 1 raz 1

    @tmp0001: tu nawet nie chodzi o dolce, jak kupilem swojego Timexa 2048 18 lat temu to nikt nie widzial oryginalnej kasety jeszcze dlugo. Po prostu nie bylo gdzie kupic. Przyznam szczerze, ze dopiero w 2010 roku, kupilem Timexa na Ebay'u + 10 gier - i pierwszy raz mialem oryginal w rece.

  • tmp0001

    Oceniono 1 raz 1

    @split-fire

    tak wlasnie to wygladalo

    zreszta mysle ze wydawcy oprogramowania mieli wkalkulowane w koszty piractwo w postkomunistycznych krajach

    zeby można było cos sprzedawac, musi powstac rynek, a ten by sie nie rozwinał bez piractwa
    kogo bylo stac na ciezkie (dla nas) sumy w dolcach w tamtych czasach ?

    ot taka nieoficjalna promocja - jak u dilerow narkotykowych - pierwsze działki za darmo

    wielkie gratulacje dla tego goscia
    jest wielki

  • split-fire

    Oceniono 1 raz 1

    Na początku - jak rozumiem - wzbogacił się jako snajwiększy w okolicy sprzedawca pirackich gier, jak w tamtych czasach to wyglądało? :-D

  • jaka.ja.glupia.jestem

    0

    @kerkopithekion

    albo mówią, że ktoś pracuje "na poczcie", "na kolei", a przecież powinno się mówić "w poczcie" i "w kolei"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX