Biznes Ludzie Pieniądze

O człowieku, który żyje z baniek

Dariusz Kortko
16.08.2011 , aktualizacja: 16.08.2011 14:53
A A A Drukuj
Czy można zarobić na czymś, co jest delikatne, ulotne i bardzo nietrwałe? Jakub Bochenek z Jaworzna udowadnia, że tak.
Poza płynem i akcesoriami do puszczania baniek firma Jakuba Bochenka sprzedaje też urządzenia do robienia chmur z piany.
fot. Mateusz Skwarczek
Poza płynem i akcesoriami do puszczania baniek firma Jakuba Bochenka sprzedaje też urządzenia do robienia chmur z piany.
Bochenek studiował jeszcze wiertnictwo nafty i gazu na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, gdy zobaczył w telewizji program o człowieku, który puszczał bańki mydlane. Kolorowe, setkami unosiły się w powietrzu. Ten widok sprawił, że Bochenek kupił sznurek do puszczania baniek, w wiaderku rozrobił z wodą trochę płynu do mycia naczyń i stanął na krakowskim Rynku.

Przechodnie chętnie wrzucali datki do kapelusza, a Bochenek udoskonalał płyn. Wychodziły mu bańki coraz większe, barwniejsze i trwalsze. Im efektowniejsze, tym więcej pieniędzy lądowało w kapeluszu. Miesięcznie nawet 1500 zł.

Ciekawi pytali: - Co to za płyn pan sprzedaje? Za ile?

Bochenek myśli: A może na bańkach mydlanych uda się zarobić?

Po studiach zakłada firmę Tuban. Motto: Robić bańki, żeby ludziom było miło.

Bierzcie w komis

Bochenek przeprosił się z chemią, której nigdy szczególnie nie lubił. Do wody dolewał detergentów, notował proporcje. Po trzech latach receptura była gotowa. Ma ją w głowie. Nikomu nie zdradzi, nawet najbliższym współpracownikom. Gdy w magazynie zaczyna brakować płynu, zamyka się i sam przyrządza preparat w tysiąclitrowym zbiorniku. O rozlanie go do butelek prosi już kolegów.

Początki nie były łatwe. Płyn do baniek próbował sprzedawać na Allegro, zanosił też butelki do sklepów. Nie chcieli brać. - Przekonywałem ich, że nie muszą mi płacić od razu, żeby brali w komis - mówi Bochenek. Sprzedawało się słabo, bo Jakub wtedy nie wiedział jeszcze o jednej prostej rzeczy: bańki trzeba ludziom pokazać.

Dwa lata temu otworzył pierwszy sklep w Krakowie. Wiosna była ciepła, słoneczna. Turyści na Rynku zaczęli pokazywać palcami. Od strony kamienicy Pod Krzysztoforami nad ich głowami zaczęły płynąć bańki. I to nie malutkie, bezbarwne, ale wielkie i kolorowe, nawet dwumetrowe!

Sklepik malutki, wypełniony akcesoriami do puszczania baniek: obręczami, sznurkami, pistoletami. Przede wszystkim płyn, bo kto kupi obręcz, po płyn na pewno wróci. Mała, litrowa butelka za 18 zł. Duża, pięciolitrowa za 49 zł. Do sklepu można wejść z lodami, jedzeniem, psem. Promocje dla osób z poczuciem humoru. Kto powie dowcip, może liczyć na 10 proc. zniżki. - Ale jest warunek: wszyscy w sklepie muszą się śmiać - mówi Bochenek. Największą atrakcją sklepu jest specjalna obręcz. Można do niej wejść i zamknąć się w bańce mydlanej. Szał! Kto nie kocha baniek? Kto by po takim przeżyciu nie kupił płynu?

Kupują dzieci, rodzice, firmy organizujące śluby, chrzciny, komunie.

Jakub Bochenek: - Trochę nieświadomie trafiłem w potrzebę klientów i staram się ją zaspokajać. Od czasu do czasu lubimy wracać do czasów dzieciństwa. Bańki mydlane pięknie nas tam niosą.

Bańki kwadratowe i kolorowe

Kto interesuje się historią baniek mydlanych, pewnie wie, że w 1672 r. Robert Hook, brytyjski astronom i biolog, pokazał członkom Królewskiego Towarzystwa Naukowego, jak za pomocą szklanej rurki i roztworu wody z mydłem stworzyć bańkę. Kroniki historyczne nie podają wcześniej takich zdarzeń, ale nie można być pewnym, że już wcześniej ktoś kiedyś baniek nie wydmuchał.

Można za to powiedzieć, że technika poszła naprzód. Amerykanie potrafią dzisiaj tworzyć bańki kwadratowe albo jednobarwne, np. różowe. Są bańki jadalne i płyny do baniek, które - jeśli ich nie dotykać - nie pękają przez kilka dni!

W Ameryce bańki mydlane uświetniają uroczystości rodzinne, przyciągają klientów do sklepów, płyną w powietrzu podczas ślubów.

Tuban, oprócz sprzedaży płynów, oferuje klientom pokazy. Podczas imprez firmowych i prywatnych puszcza w plenerze wielkie bańki mydlane i bańki w bańce. W pomieszczeniach: bańki z dymem, z parą wodną i zamykanie ludzi w bańce. Cały katalog sztuczek z bańkami. Koszt 1500 zł za pokaz.

Palące słońce to nie jest pogoda dla baniek

Po otwarciu pierwszego sklepu z bańkami Bochenek zaczął odwiedzać targi zabawek. W Polsce na każdej imprezie góra sto firm. Sprzedaż detaliczna, nikt nie podpisuje kontraktów. Postanowił spróbować w Niemczech. Targi zabawek w Norymberdze to inna liga - ponad 3 tys. wystawców, poważny biznes, rozmowy z kontrahentami, umowy. Bochenek zdziwiony. W Europie tylko jedna firma niemiecka produkuje płyn do baniek mydlanych, ale małych, które szybko pękają. Cena zaporowa - 170 zł za litr. Bochenek: - Wiedziałem, że trafiłem w niszę.

Posypały się zamówienia z różnych stron świata: z Kanady, Węgier, Urugwaju. Ostatnio Tuban wysłał próbki płynu do Bahrajnu w Zatoce Perskiej. - Nie wiem, czy uda się podpisać kontrakt, bo bańki mydlane najlepiej wychodzą po deszczu, gdy powietrze jest wilgotne i nie ma słońca. W Bahrajnie zaś jest gorąco i sucho. To nie jest pogoda dla baniek. Nie wiem, jak wypadną próby - obawia się Bochenek.

Nawet jeśli kontraktu nie uda się podpisać, Tuban już mocno stoi na nogach. Na stronie internetowej informuje, że jest "pierwszą i jedyną w Polsce oraz w Europie firmą produkującą płyn do wielkich baniek mydlanych". I jeszcze, że "nasz płyn wyróżnia się na tle innych produktów tego typy znakomitą jakością. Stosunek jakości do ceny produktu niewątpliwie jest naszym największym atutem i wysuwa nas na prowadzenie w dziedzinie baniek mydlanych".

T Mobile zamawia płyn

W czerwcu niemiecka firma T-Mobile przejęła sieć komórkową Ery. Na filmach reklamowych klientów do nowych salonów prowadziły ogromne bańki mydlane. Przed wszystkimi salonami sprzedaży w całej Polsce stanęły maszyny do produkcji baniek mydlanych. Firma Tuban otrzymała ogromne zlecenie - T-Mobile zamówił 40 tys. porcji płynu.

- Pracowałem jak szalony, przygotowanie takiej ilości płynu nie jest proste - mówi Bochenek. - Ale opłaciło się. Jego współpracownicy dodają: - Jakubowi udało się zarobić na pierwszy samochód.

Poza płynem i akcesoriami do puszczania baniek firma rozpoczęła sprzedaż urządzeń do robienia chmur z piany. Ponieważ chmury sa wypełnione helem, mogą się unosić na wysokość 10-150 metrów i utrzymywać się w powietrzu do 20 minut. Można im także nadawać różne kształty.

Firma się rozwija. Bochenek ma już trzy sklepy w Krakowie, zamierza otwierać kolejne w największych polskich miastach, na pewno wkrótce w Gdańsku i Warszawie. Chce proponować ludziom współpracę na zasadzie franczyzy. Zapewnia, że nie chce żadnych opłat ani udziału w zyskach. - Kto podpisze ze mną umowę, będzie jednak musiał zainstalować w sklepie urządzenie do zamykania ludzi w bańkach i kupować wyłącznie mój płyn - mówi szef Tubana. Szacuje, że na urządzenie sklepu, który nie musi być duży, wystarczy około 5 tys. zł.

Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy