- Obraz jest wart tysiąca słów. A obraz animowany i trójwymiarowy jeszcze więcej - mówi Przemysław Rębacz z łódzkiej firmy 3D Impacto, która zajmuje się technologiami 3D.
Trójwymiar na dobre zagościł w naszych domach. Nikogo już nie dziwi rozmazany obraz w telewizorze, który da się oglądać tylko przez specjalne okulary. Ale wyskakujące z monitora animacje przydają się również w biznesie i można na nich nieźle zarobić. - W Londynie sieć kabli telekomunikacyjnych jest tak skomplikowana, że da się ją projektować i zarządzać już tylko dzięki technologii 3D - opowiada Paweł Tryzno, współwłaściciel 3D Impacto.
Firma Tryzny i Rębacza powstała dziesięć lat temu i od razu zajęła się drukiem trójwymiarowym. Dzięki systemowi walców przeciętych na pół i ustawionych pod odpowiednim kątem, patrząc na wydruk na płaskim kawałku plastiku, ma się wrażenie głębi. W 2008 r. szefowie łódzkiej firmy kupili maszynę, dzięki której można drukować 3D w dużym formacie, nawet powierzchnie o wymiarach 20 na 5 m. - Kiedyś usługi tego typu były bardzo drogie. Teraz technologia się na tyle zmieniła, że można robić nawet jedną sztukę - opowiada Tryzno.
Później 3D Impacto zabrała się za budowę ekranów do pokazów trójwymiarowych. To na nich wyświetlany jest obraz, a dla uzyskania lepszego efektu ekran tworzy łuk wokół widza. Dzięki takiemu rozwiązaniu obraz otacza obserwatora, nawet kiedy ten przekręci głowę w bok. Te największe zbudowane przez firmę miały 9 m średnicy i 2 m wysokości. - Prezentacja na wielkim ekranie, w trójwymiarze, animowana i wyskakująca z ekranu robi wrażenie na inwestorach i biznes chętnie z tego korzysta - przyznaje Tryzno.
Firma pracuje też nad systemem do prezentacji danych geograficznych w trójwymiarze, tzw. Geographic Information System 3D. Dzięki niemu można w przystępny sposób zobrazować występowanie
gazu łupkowego. Warstwy geologiczne pod ziemią tworzą złożone struktury, a w 3D można oglądać je z każdej strony i przesuwać w dowolnym kierunku. Odpowiednia wizualizacja może ułatwić inżynierom podejmowanie dobrych decyzji. Na tej samej zasadzie można obserwować zanieczyszczenie powietrza w różnych warstwach atmosfery.
Ale otaczanie człowieka ekranem to już za mało. Możliwość wyświetlania obrazów na płaszczyznach o dowolnym kształcie spowodowała, że teraz przykrywa się widza kopułą. Wygląda to trochę jak planetarium, gdzie na suficie wyświetlane są gwiazdy. Tyle że tu wyświetlać można wszystko, a po założeniu okularów ma się wrażenie, że wirtualny świat nas otacza i że jesteśmy częścią wyświetlanych obrazów.
- Mamy już gotową aplikację, która pokazuje prawie wszystkie obiekty na nieboskłonie. Można w czasie rzeczywistym nimi manipulować. Czyli da się włożyć rękę w kosmos - opowiada Tryzno. W firmie liczą, że rozwiązaniem zainteresują się szkoły. Dzięki takim prezentacjom będzie można dużo lepiej tłumaczyć, jak działają organizmy, zjawiska przyrodnicze i przeprowadzać wirtualne eksperymenty fizyczne, normalnie niedostępne w szkolnym laboratorium. - Można było wybudować boiska, to czemu nie takie sale - zastanawiają się w 3D Impacto. A od tego jest już jeden krok do wykorzystania technologii w medycynie. Po skanowaniu pacjenta i wprowadzeniu danych do komputera można planować skomplikowane operacje.
Na razie jednak firma koncentruje się na zleceniach dla biznesu. Pod koniec października do
Łodzi przyjadą burmistrzowie miast partnerskich i magistrat chce na nich zrobić wrażenie. Wynajął 3D Impacto, które pokaże trójwymiarową prezentację miasta. Będzie wyświetlana na dziewięciometrowym ekranie otaczającym gości z 18 krajów.
Najnowszym hitem wirtualnej i trójwymiarowej rzeczywistości są tzw. systemy sterowania gestem. Działa to jak w filmie "Raport mniejszości", gdzie Tom Cruise ręką w powietrzu przesuwał obrazy. Hollywoodzka fantazja stała się rzeczywistością, kiedy firma
Microsoft wprowadziła na rynek dodatek do konsoli do gier
Xbox 360 o nazwie Kinect. To nic innego jak kamera 3D, która wie, w jakiej odległości od niej znajdują się filmowane obiekty. Dzięki temu jest w stanie odczytywać ludzkie gesty.
Microsoft używa Kinectu do gier. Można udawać, że gra się w golfa, a postać na ekranie rzeczywiście macha kijem, i to dokładnie tak samo, jak my przed telewizorem. Możliwości wykorzystania tego urządzenia jest dużo więcej. - Przygotowujemy symulację ewakuacji z platformy wiertniczej. Będą to ćwiczenia, które pracownik będzie musiał wykonywać w rzeczywistości wirtualnej, a jego ruchy będą powodowały prawdziwe skutki w przestrzeni 3D. Na przykład będzie musiał naprawdę podejść do zaworów, zakręcić je lub odkręcić w odpowiednią stronę - tłumaczy Rębacz.