Biznes Ludzie Pieniądze

Biznes oparty na sarmackiej tradycji

Magdalena Grzebałkowska
06.10.2011 , aktualizacja: 04.10.2011 17:32
A A A Drukuj
Nie naśladuj mnie, wymyśl coś swojego, co pasuje do twojej okolicy. Bądź spójny stylistycznie, nie rób z zewnątrz dworu, a w środku pałacu. Nie stawiaj karczmy, w której będzie sałatka z fetą. Być kimś to tworzyć, nie odtwarzać.
Andrzej Żamojda, właściciel karczmy Ostoya
Fot. Robert Sadowski
Andrzej Żamojda, właściciel karczmy Ostoya
Dwór, karczma, pięć czworaków, średniowieczny zamek, aleja dębów, żubry, największy jarmark staroci w Polsce. Andrzej Żamojda od 12 lat zarządza Ostoyą Żubra i Tradycji Szlacheckiej w Kiermusach pod Białymstokiem. I wciąż myśli, co by tu jeszcze zbudować.

Dworek nad Łąkami

Wspomina: - Andrzejki 1998 r. spędziliśmy z przyjaciółmi w dworku znajomego botanika w Kiermusach. Prowadził tam pensjonat. Urządził go w stylu skandynawskim, surowo, biało. Pożalił mi się wtedy, że mu interes nie idzie i będzie musiał się go pozbyć. Kilka dni później dworek i trzy tysiące metrów wokół były już moje. Było to warte wtedy może tyle, ile trzy domki jednorodzinne na obrzeżach Białegostoku.

Dwór był stary, przedwojenny, przeniesiony tu z innego miejsca. Andrzej Żamojda postanowił z żoną Wiesławą, że przywrócą mu dawny, szlachecki charakter. Od dawna zbierali stare meble, obrazy, pamiątki - teraz wykorzystali je do urządzenia wnętrz. Na ścianach zawisły stuletnie fotografie, "święte obrazy", stara broń. Goście spali w oryginalnych łóżkach, czytali przy świetle starych lamp.

Na początku Żamojdowie mogli przyjąć 19 gości w 11 pokojach.

Andrzej Żamojda wspomina: - Kuchnia i restauracja były w dworze, małe zaplecze. Postanowiliśmy więc, że zamiast 30 dań w karcie, będą trzy - codziennie inne, plus dwie zupy i zakąski. Przyjęliśmy za to, że porcje będą duże. Tak zostało do dziś.

Dworek nad Łąkami przyjął pierwszych gości na początku maja 1999 roku.

Granica ze szlabanem

Ma 54 lata, urodził się i wychował w Białymstoku. Od początku wiedział, że nie będzie nigdy niczyim pracownikiem. Nie zliczy już interesów, które prowadził. Handlował więc z byłym ZSRR, miał kilkanaście odzieżowych sklepów w mieście, potem otworzył sklepy jubilerskie. Prowadził włoską restaurację, w połowie lat 90. kupił ze wspólnikami hotel Cristal w centrum Białegostoku. Wyremontowali go, a w 1997 r. Żamojda zdecydował się opuścić spółkę. Zabrał swoje udziały i rok później kupił dwór w Kiermusach.

Wprawdzie ukończył technikum elektryczne, ale na prądzie się nie zna. Mówi, że jest domowym historykiem. Lubi znać przeszłość przedmiotów, które kupuje, stara się tworzyć kolejne miejsca w Kiermusach zgodnie z prawdą historyczną. Jest twardym biznesmenem, ale ma wschodnią duszę. Pracownicy wołają:"Mości książę najeżdża!", kiedy zamaszyście wkracza do karczmy. On woli nazywać siebie żartobliwie "dziedzicem".

Jego żona żartuje, że ma historyczne ADHD.

Gdy odkrył, że przez wieś biegła granica między Rosją a Królestwem Polskim z 1832 roku - zrekonstruował jej fragment, postawił szlaban.

Kiedy, w 2004 roku postanowił zbudować kasztel graniczny - odtworzył w mniejszej skali średniowieczny zamek w Ciechanowie, z salą biesiadną, pokojami i kaplicą utrzymanymi w stylu z epoki (goście podczas biesiad jedzą rękami, jak w średniowieczu, choć dla opornych przygotowano sztućce).

Zna na pamięć historię pobliskiego Tykocina, niebezpiecznego traktu niecieckiego, który biegnie przez Kiermusy. Znalazł informację, że stała tu dawniej karczma, która przyjmowała gości.

Gdy znalazł niedaleko dworu ślady pieca chlebowego, uznał, że karczma mogła stać w tym miejscu. Zdecydował się ją odbudować.

Mówi: - Najpierw bardzo dużo czytałem o podlaskich karczmach, szperałem w książkach. Chciałem, żeby to miejsce oddawało ducha czasów sarmackich. Zresztą, musiałem coś dobudować, bo dworek stawał się popularny i zaczynało brakować miejsca dla gości.

Stworzył więc w karczmie osiem pokoi na górze, a na dole restaurację ze 120 miejscami (w ubiegłym roku karczma została rozbudowana do 200 miejsc). Nazwał ją Rzym.

Wiesława Żamojda mówi, że jeśli jej mąż budzi się rano z pomysłem, to musi go natychmiast zrealizować (tak było z budową kasztelu czy rozbudową karczmy).

Dwa lata temu namówił przyjaciół, żeby na terenie Kiermus zbudowali pensjonat. Stanica Rzeczna "Łabędzie" (nawiązująca tradycją do miejsc, gdzie zatrzymywali się ludzie spławiający Narwią drewno do Gdańska) już przyjmuje gości i ma pełne obłożenie. (Dzięki budowie stanicy Ostoya może przyjąć już 120 gości).

Teraz wymyślił, że stworzy firmę budowlaną Dąbud-Kiermusy, która będzie stawiała zrekonstruowane dworki szlacheckie, karczmy, może podjąć się także budowy średniowiecznego zamku w Polsce i okolicy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów