Biznes Ludzie Pieniądze

Biznes w trzech wymiarach

Tomasz Grynkiewicz
23.11.2011 , aktualizacja: 23.11.2011 13:21
A A A Drukuj
Kontrakt dla Boeinga, arabskiego koncernu naftowego i polskich uczelni. Gliwicka spółka i3D próbuje zarabiać na trójwymiarowej grafice dla biznesu
Jacek Jędrzejowski i Arkadiusz Patryas, założyciele i3D
Fot. Grzegorz Celejewski
Jacek Jędrzejowski i Arkadiusz Patryas, założyciele i3D
Formalnie to, na czym zarabia i3D, to oprogramowanie do "tworzenia oraz projekcji grafiki czasu rzeczywistego w trzech wymiarach". Brzmi dość enigmatycznie, ale na przykładach nieco łatwiej to zrozumieć:

- dla koncernu petrochemicznego Saudi Aramco spółka odwzorowała w trójwymiarze przekrój geologiczny złoża ropy. Pracownik Aramco lub student geologii czy geofizyki nakłada specjalne okulary. I stojąc w jednym pomieszczeniu (tzw. jaskini) może się "przejść" po całym złożu, podejrzeć, jak wiertło wwierca się do złoża. Albo tez zapoznać z działaniem zaworów. - Jaskinia służy do szkoleń pracowników. Ma nie tylko charakter poglądowy i edukacyjny, ale też służy między innymi jako symulator sytuacji kryzysowej - mówi Arkadiusz Patryas, współzałożyciel i wiceprezes i3D.

- dla Politechniki Śląskiej i3D przygotowuje projekt "Interaktywne kształcenie inżyniera". - Dziś opis, jak działa maszyna, studenci wydziału mechanicznego mają w podręcznikach. W najlepszym razie raz na jakiś czas udadzą się do zakładu, a w naszych aplikacjach będą mogli oglądać i "rozkładać" silnik na najmniejsze części, symulować pracę maszyn, zmieniać siłę nacisku, tarcia i sprawdzać, jak zachowa się maszyna w sytuacji kryzysowej - tłumaczy Patryas.

Gliwickie i3D odwzorowało też boeinga. Na lotnisku stał fizyczny kadłub - reszta, z całym wnętrzem - istniał po założeniu specjalnych okularów w wirtualnej rzeczywistości. Ma też w zanadrzu wirtualnego... królika, czyli aplikacje do prowadzenia eksperymentów laboratoryjnych, ale bez doświadczeń na żywych zwierzętach.

W wirtualnej rzeczywistości bez szkody dla żaby czy królika można sprawdzić odruchy układu nerwowego, a u człowieka zbadać wpływ np. zmiany temperatury czy adrenaliny na pracę serca.

Skąd taki pomysł na biznes? Arkadiusz Patryas i drugi założyciel spółki prezes Jacek Jędrzejowski znają się od harcerstwa, ale z grafiką nie mieli zbyt wiele wspólnego - Patryas jest prawnikiem ekonomistą, Jędrzejowski - fizykiem. - Inwestycja była trochę prowadzona z ułańską fantazją, bo w Polsce nikt się tym specjalnie nie zajmował. Temat - aby wirtualną rzeczywistość i grafikę, znaną już przecież z gier, wykorzystać w aplikacjach dla biznesu - podrzucił podczas jednej z rozmów Earl Dodd - wspomina Patryas. Dodd wcześniej pracował m.in. dla IBM jako analityk przewidujący, jak może rozwijać się technologia. Tak się złożyło, że ożenił się z bliską znajomą Patryasa, jeszcze z czasów szkoły. Dodd został trzecim udziałowcem i3D, jest też szefem niedawno otworzonej spółki w USA, ułatwił kontakt z amerykańskimi spółkami. Gliwicka spółka najpierw wykonywała zlecenia dla amerykańskiego EON Reality. - W drugim roku działalności jeden z pracowników stwierdził, że jesteśmy w stanie sami stworzyć własne oprogramowanie - mówi Patryas. Tak powstał silnik graficzny Quazar 3D, na którym pracuje i3D i który chce wkrótce sprzedawać na licencji innym.

Spółka istnieje od 2007 r., w czerwcu zadebiutowała na NewConnect, pozyskując z prywatnej emisji 4,8 mln zł (wcześniej dostała też dotację z unijnego programu 8.1). W 2010 r. zanotowała 1,3 mln zł zysku. - Nie czujemy na plecach oddechu konkurencji. Jednak to z tego powodu, że branża dopiero się tworzy, a biznes bardzo szybko rośnie. W tym momencie wychodzimy z założenia, że lepiej między sobą wchodzić w sojusze, niż konkurować - mówi Patryas.

Tomasz Grynkiewicz, działalność gospodarcza

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów