Patryk Strzelewicz w fabryce pod Poznaniem produkuje kostki do gier RPG (Role Playing Games -
gry planszowe z rozbudowanymi scenariuszami i światami, w których gracz wciela się w jakąś postać, podróżuje, walczy, przeżywa coraz to nowe przygody).
W swojej branży jest w światowej czołówce - rocznie wysyła za granicę ponad 90 tys. kostek.
Podbił już rynek niemiecki, brytyjski, a teraz przymierza się do Stanów Zjednoczonych.
QWC to nie banalne kostki, jakie znamy na przykład z gry Monopol - egzemplarze poznańskiej firmy mają bogate zdobienia, niektóre nawet 20 ścian.
Najtrudniej wykonać te, w których postacie smoków czy elfów przenikają się przez kilka płaszczyzn.
Dlaczego wybór Patryka padł na kostki? Zarówno on, jak i jego współpracownicy są fanami RPG. Podczas kilkudziesięciu godzin wspólnych gier wpadli na pomysł, by zrobić kostki lepsze od tych, których dotąd używali. - Kiedy poruszasz się po mrocznych krainach pełnych magii i czarów, rzucanie zwykłą białą kostką jest niezbyt podniecające - śmieje się Strzelewicz.
Od początku był przekonany, że jego produkty będą się świetnie sprzedawać.
- Z kośćmi jest trochę tak jak z myszką do komputera - są niezbędne każdemu graczowi, musi tylko wybrać ulubiony model - przekonuje. - Poza tym fanów RPG na całym świecie jest mnóstwo, więc nawet jeśli jest to nisza, to naprawdę całkiem spora.
Gdy rejestrował firmę, miał ledwie 19 lat. Nie brał kredytu. Na początku finansowo wspomogli go rodzice. Na większe inwestycje w sprzęt komputerowy i zatrudnienie pracowników mógł sobie pozwolić dopiero po roku, kiedy sprzedaż kostek z twardego plastiku wzrosła z kilku do kilkudziesięciu dziennie. W QWC pracuje 30 osób (15 na stałe, pozostałe na umowę-zlecenie). 99 proc. produkcji firma sprzedaje przez internet (pozostałe 1 proc. na targach gier).
To dlatego inwazja firmy Strzelewicza na zagraniczne rynki jest tak skuteczna - sieć nie zna granic, a fani RPG spędzają w niej mnóstwo czasu, wymieniając się doświadczeniami lub grając online.
Biznesmen stale współpracuje z graczami - fani RPG tworzą dla QWC wzory nowych kostek. Jeśli projekt się spodoba, trafia do seryjnej produkcji, a jego autor dostaje kostki w prezencie. - Ten rodzaj współpracy wiąże naszą firmę z klientami - chwali się Strzelewicz.
Firma Patryka dba również o dobry PR - produkuje na przykład specjalne kostki dla programu "The Diceman" na Discovery Channel, w którym prowadzący, rzucając kostką, pozwala losowi wybrać miejsce, które ma odwiedzić z kamerą. Strzelewicz napisał do Discovery, proponując układ: my wam dajemy za darmo fajne kości, a wy wspominacie o nas w programie. Po kilku tygodniach dostał odpowiedź. Od jesieni w "The Diceman" królują kości z Polski.
Jak założyć taką firmę Formalności - Na początku musiałem wypełnić standardowe formularze związane z rozpoczęciem działalności gospodarczej - opowiada Strzelewicz. - Kiedy zaczęliśmy eksportować kostki, doszła do tego umowa z UPS (firma spedycyjna) i dokumenty celne potrzebne do księgowości. To bardzo ważne, bo bez nich bylibyśmy traktowani jako sprzedawcy detaliczni, czyli musielibyśmy płacić VAT, czego nie muszą robić eksporterzy.
Pieniądze Strzelewicz szacuje, że na dobry początek musiał zainwestować w firmę ok. 60 tys. zł. Oprócz produkcji sporo pieniędzy pochłania sklep internetowy. - Jeśli komuś się wydaje, że wystarczy założyć odpowiednią stronę w internecie, by efektywnie prowadzić taki sklep, to jest w błędzie - mówi Strzelewicz. Należy zakupić sprzęt, czyli komputery i drukarki, do tego dochodzą koperty i koszty wysyłki. Trzeba też zatrudnić ludzi do bieżącej obsługi sklepu i zawiadywania jego różnymi wersjami językowymi.
Rynek Główni konkurenci Q-Workshop.com pochodzą ze Stanów Zjednoczonych - to firmy Chessex i Crystal Caste. W walce konkurencyjnej atutem Polaków jest cena - ich produkt z tworzywa sztucznego kosztuje ok. 5 zł. Cena metalowych kostek konkurentów dochodzi do ponad 20 dol. za sztukę.