Biznes Ludzie Pieniądze

Na brak uczniów nie narzekamy

Magda Kłodecka
02.01.2007 , aktualizacja: 02.01.2007 11:39
A A A Drukuj
Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel - zwycięstwo w programie "Taniec z gwiazdami" postanowili przekuć w biznes. Założyli szkołę tańca
Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel
fot. Adam Kozak / AG
Katarzyna Cichopek i Marcin Hakiel
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Mieli w ręku atuty, jakich mógłby im pozazdrościć niejeden przedsiębiorca. Marcin świetnie tańczy (ma najwyższą klasę S), a oprócz tego studiuje finanse i bankowość, więc nie miał specjalnych problemów z biznesplanem i formalnościami niezbędnymi do założenia firmy. Kasia jest chodzącą reklamą.

Kiedy się to wszystko połączy, to sukces murowany.

Wcześniej żadne z nich nie myślało o własnym biznesie. Marcin miał pójść w ślady ojca i zostać bankowcem.

Katarzyna Cichopek od siedmiu lat gra w serialu "M jak miłość", ale próbowała też wielu innych zajęć, np. uczyła angielskiego, dawała korepetycje, opiekowała się dziećmi na koloniach, a nawet była telefonistką - ale nic związanego z własną firmą.

- Po zwycięstwie w "Tańcu z gwiazdami" zaczęliśmy brać udział w pokazach, ludzie włączali się do zabawy. To spowodowało, że zaczęliśmy myśleć o własnej szkole - opowiada Katarzyna Cichopek.

Sami nie uczą

Przygotowania do otwarcia szkoły tańca trwały dość długo. Chcieli, żeby była szczególna, na wysokim poziomie. Odwiedzili wiele podobnych placówek i na własnej skórze sprawdzili, co tam być powinno, a czego być nie może. Najwięcej czasu zabrało im znalezienie odpowiedniej siedziby.

- To nie mogła być wynajmowana sala gimnastyczna ani jakiś garaż. Potrzebowaliśmy czegoś o wysokim standardzie, blisko metra, z osobnym wejściem - wylicza Marcin.

Na początku próbowali znaleźć lokum sami, ale zniechęciły ich liczne zawiłości w zapisach prawnych i umowach, a także próby wyciągnięcia od nich wygórowanych sum za wynajem.

W końcu skorzystali z pomocy agencji nieruchomości. W ten sposób znaleźli 125-metrowy lokal (sala do tańca ma 80 m kw.) na warszawskim Mokotowie. Później wzięli się do remontu. Na szczęście mieli już sprawdzoną ekipę remontową, która wcześniej pomogła im odnowić wspólne mieszkanie.

A nie chodziło tylko o odmalowanie ścian i odnowienie parkietu. Na przykład podłoga musiała być odpowiednia do tańca, czyli taka, żeby instruktorzy mogli tam bez strachu codziennie pracować - niezbyt twarda, amortyzująca ruch. Trzeba było zainstalować profesjonalną i wydajną, ale cichą klimatyzację, żeby pozbyć się zapachu potu. Do tego szatnie, sanitariaty, szafki, recepcja (z drewna, a nie byle jakiego materiału), i foyer, żeby każdy miał gdzie odpocząć. No i porządny system emitowania muzyki, nie bumbox.

Nie mieli też problemu z doborem pracowników. Marcin od wielu lat obraca się w "tanecznym" środowisku, więc wiedział, gdzie szukać instruktorów. Mają ich teraz siedmioro zatrudnionych na umowę o dzieło (dwie osoby ściągnęli z Krakowa). Do tego sześć osób w recepcji na umowę-zlecenie - ich też wybierał Marcin. Właściciele szkoły nie chcą zdradzić, ile płacą pracownikom, ale zapewniają, że są to zarobki "godziwe i większe niż w innych szkołach tańca".

Instruktor dostaje rozpiskę, co i jak ma robić. Sami właściciele nie udzielają lekcji. Marcin raz w miesiącu odwiedza każdą grupę - nie ma czasu na stałe zajęcia, ale chce być blisko tego, co się tam dzieje: obserwuje, jak idą zajęcia, tańczy z uczestniczkami, ewentualnie koryguje błędy. Kasia nie uczy ("Nie jestem profesjonalną tancerką" - usprawiedliwia się), ale zagląda, kiedy tylko może. Zyski idą do wspólnej kasy, z myślą o następnych inwestycjach.

Także w nazwie szkoły - Hakiel Akademia Tańca - jest tylko nazwisko Marcina, bo to on jest specjalistą i firmuje przedsięwzięcie, które wspólnie stworzyli.

Klienci pukają do drzwi

Od samego początku do szkoły przy al. Niepodległości 80 zgłasza się mnóstwo chętnych. Zajęcia odbywają się codziennie od 16 do 22, a w weekendy od 11 do 22. W tej chwili przychodzi tam 750 osób. Każdy dostaje kartę lojalnościową, może w szkole taniej kupić "pomoce naukowe", czyli książkę i płyty.

Interes idzie tak dobrze, że już niedługo Kasia i Marcin planują otwarcie kolejnych szkół tańca, nawet kilkusalowych - w Warszawie i Krakowie.

Jak założyć taką szkołę?

ILE TRZEBA ZAINWESTOWAĆ

Całość, czyli remont i wyposażenie sali, pochłonęła 110-120 tys. zł.

- Choć można to zrobić też za 20-30 tys., gdyby przyjąć najniższy standard - zaznacza Marcin.

Wynajęcie sali kosztuje miesięcznie 20 euro za metr kw.

ILE MOŻNA ZAROBIĆ

Miesięczne ceny kursów są różne: od 100 zł za godzinę do 180 zł za dwie. To daje w przybliżeniu ponad 100 tys. zł przychodu miesięcznie.

REKLAMA

O szkole wiedzą niemal wszyscy, z wielu powodów. Po pierwsze, to "konsekwencje" zwycięstwa właścicieli w "Tańcu z gwiazdami". Po drugie, Kasia i Marcin wydają właśnie serię 24 płyt DVD z instruktażem, jak nauczyć się tańczyć. Na pierwszej płycie, która rozeszła się w ponadmilionowym nakładzie, był telefon do szkoły. Para wydała też książkę o nauce tańca, w której znalazła się reklama szkoły - kolejne ponad 100 tys. egzemplarzy. Były też reklamy w prasie, ale za nie rozliczali się na zasadzie barteru. Można więc powiedzieć, że kampania reklamowa nie kosztowała prawie nic. I przyniosła efekt. Chętni rezerwują terminy na kilka miesięcy naprzód.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów