Siedem lat temu Murawski mieszkał w USA, gdzie chciał zrobić dyplom MBA - Masters of Business Administration, uważane w świecie biznesu za najbardziej prestiżowe menedżerskie wykształcenie. W 2000 r. wrócił jednak do Polski, bo nie dostał stypendium i nie było go stać na te
studia.
Po powrocie do kraju zatrudnił się jako dyrektor w sopockim klubie Galaxy, jednej z najbardziej znanych dyskotek w mieście. Tam poznał świat reklamy.
- Zobaczyłem, jakie perspektywy ma rynek reklamowy. Widziałem, ile firmy chcą zapłacić, by być widoczne na imprezach. Postanowiłem, że wykroję z tego tortu choć kawałek dla siebie - mówi biznesmen.
Założył firmę reklamową. Na początek wynajął i urządził biuro przy głównej ulicy Wrzeszcza, największej handlowej dzielnicy Gdańska.
- Wydawało mi się, że jak będę miał biuro w dobrym punkcie, to ludzie sami przyjdą. Ale nie przychodzili - przyznaje.
Przez pierwsze miesiące musiał do interesu dokładać. Nawet po kilka tysięcy złotych.
- Także dlatego, że zatrudniłem znajomych. Co z tego, że byli to moi zaufani ludzie, skoro nie byli fachowcami? - wspomina.
Dziś Murawski na etacie ma trzech fachowców, a resztę osób podnajmuje na umowę o dzieło czy zlecenie do konkretnych prac.
Zaczynał od drobnych zleceń.
- Cieszyłem się nawet z tego, że mogę wydrukować ulotki czy wizytówki. Wiedziałem, że to szansa na nawiązanie współpracy z większymi firmami - podkreśla Murawski.
W końcu dostał zlecenia na kampanię reklamową dla browarów. Wykleił wówczas plakatami niemal 300 sklepów w północnej Polsce.
Przygotowuje też billboardy i wielkoformatowe naklejki, którymi oklejane są autobusy i tramwaje.
- Jeśli firma dostarczy mi swoje logo i określi, czego oczekuje, to robimy ze współpracownikami burzę mózgów, przygotowujemy w komputerze projekt i przedstawiamy klientowi. Zawsze znajdujemy porozumienie - opowiada Murawski.
Zarabia także na drukowaniu naklejek. Dzięki temu koszty firmy obniżyły się o kilka tysięcy, bo nie musi drukować plakatów u konkurencji.
- Pomieszczenie z drukarkami może być gdziekolwiek, więc przeniosłem je z drogiego biura w centrum Wrzeszcza do magazynu na obrzeżach Gdańska, żeby było taniej. Dla klienta i tak liczy się przecież efekt końcowy - zaznacza.
Nawiązał stały kontakt ze ślusarnią i elektrykami, bo większość firm wymaga kompleksowych usług. Nie tylko wydrukowania plakatu, ale także umieszczenia go na podświetlanym nośniku.
Po kilku miesiącach działalności przygotowywał już całe lokalne kampanie dla takich firm jak Carlsberg, Komandor czy Iveco.
Zapewnia, że nie wszystkie zlecenia realizuje.
Klienci mają bowiem różne pomysły, a on nie chciałby przekraczać granic dobrego smaku.
- Nie podjąłbym się realizacji, która byłyby na granicy prawa czy propagowała niemoralne zachowania. To byłaby antyreklama, także dla mnie - zauważa.
Jak założyć firmę? Ile trzeba zainwestować? Na początek kilkadziesiąt tysięcy złotych. Murawski wynajął biuro w centrum Wrzeszcza, za które płacił ok. 5 tys. zł czynszu miesięcznie, nowe meble i remont lokalu kosztowały 8 tys. zł, pierwsza rata za profesjonalną drukarkę wyniosła 27 tys. zł, a farby i inne półfabrykaty kolejne 8 tys. zł. W sumie na początek wydał ok. 50 tys. zł. Można jednak ograniczyć te wydatki do kilkunastu tysięcy złotych, wydając mniej na biuro.
Konkurencja W Trójmieście jak w każdej dużej aglomeracji jest masa agencji reklamowych. Konkurencja jest więc spora, ale możliwości są duże. - Niektóre agencje pracują do godz. 16 i później nie można się do nich dodzwonić. Ja każdego staram się traktować tak, jakby był jedynym klientem. Jestem w pracy przez 12-14 godzin dziennie i dzięki temu wygrywam - mówi Murawski
Ile można zarobić? W tej branży najwięcej zarabia się latem nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie zimą góra kilka tysięcy. Najlepsze są miesiące... przedwyborcze.