Kryzys nas nie dotknął. Wręcz przeciwnie, może nam jeszcze pomóc - mówi Igor Gnot*, założyciel Activeweb, spółki, która prowadzi m.in. sieć portali specjalistycznych dla lekarzy i pacjentów.
Adam Kozak
Igor Gnot, założyciel Activeweb
Sylwia Śmigiel: Studiował pan medycynę. Dlaczego nie został pan lekarzem?
Igor Gnot: Kiedy osiem lat temu kończyłem studia medyczne na Wydziale Lekarskim Śląskiej Akademii Medycznej, stwierdziłem, że wolę pracować na swoim. Dla mnie ważna jest wolność, a to właśnie daje mi własna firma. Wprawdzie z jednej strony jej tworzenie jest wielkim ryzykiem, ale to ekscytujące. I od razu daje satysfakcję, bo pozwala na wprowadzanie w życie własnych idei. Poza tym uważam, że prowadzenie własnej firmy i leczenie ludzi ma ze sobą wiele wspólnego.
Jakim cudem?
- Na początku efekty są nienamacalne, ale z czasem chory pacjent czuje się coraz lepiej, aż w końcu zdrowieje. Podobnie jest w przypadku mojej firmy: wprowadzam nowe pomysły, podsuwam je innym firmom i one na tym zyskują. Activeweb nie zajmuje się przecież kupowaniem gotowego produktu i sprzedawaniu go dalej, ale wymyśla nowe rozwiązania. Dzięki temu każdy projekt jest zmierzeniem się z problemem. To taka niekończąca się przygoda.
Pana pierwszy projekt?
- Powstał jeszcze w czasie studiów. Do tej pory istnieje. Był to portal non profit www.poradnikmedyczny.pl. Wtedy jeszcze pacjent w internecie znajdował w większości informacje niesprawdzone, mało która była rzeczywiście pisana przez lekarzy. Nasz poradnik to zmieniał.
Wprawdzie nie był to jakiś wielki, komercyjny sukces, ale nauczyłem się pracować zespołowo z przyjaciółmi z medycyny.
Przekonałem się też, że jest zapotrzebowanie na takie pomysły. Wtedy na rynku nie było wyspecjalizowanych usług informatyczno-internetowych dla firm farmaceutycznych i pacjentów. Dlatego zaraz po studiach, podczas stażu lekarskiego, otworzyłem Activeweb.
Skąd wziął pan pieniądze na start?
- Pomogli rodzice. Nie potrzebowałem dużo. Do otworzenia firmy wystarczył komputer i łącze internetowe. Ważne było także, że miałem z kim pracować. Na początku miałem dwóch wspólników: jeden znał się na public relations, drugi - produkcji radiowej i telewizyjnej.
Dziś już nie pracujemy razem. Po trzech latach wykupiłem od nich firmę.
Jak wyglądały początki działania firmy?
- Przez pierwsze trzy miesiące siedziałem przy komputerze od rana do późnego wieczora. Trafiłem do lekarza, bo miałem zaburzenia rytmu serca. Okazało się, że przez to, że piłem mnóstwo kawy i narzuciłem sobie duże tempo pracy. Ale dzięki temu firma rozwijała się błyskawicznie.
Kiedy pojawiły się zamówienia?
- Robiliśmy projekty za 1-10 tys. zł. Po kilku miesiącach pojawił się przełomowy projekt za kilkadziesiąt tys. zł. Rząd AWS przeprowadzał trzy duże reformy, w tym służby zdrowia. Jednym z jej elementów było dostarczanie informacji z Ministerstwa Zdrowia do każdej zainteresowanej osoby. Zdobyliśmy to zamówienie i za pieniądze Banku Światowego stworzyliśmy portal dla resortu. Chyba dobrze nam poszło, bo od siedmiu lat portal wciąż funkcjonuje na podstawie naszej technologii.
Czyli firma już w pierwszym roku zarobiła duże pieniądze?
- Właśnie nie. Naszym największym problemem była faktura dla Ministerstwa Zdrowia.
Ministerstwo nie zapłaciło?
- Rząd się zmienił. Wszystkie wcześniejsze płatności zostały przyblokowane. Musieliśmy czekać, i to aż rok. Za to po dwóch miesiącach zapukał do mnie urząd skarbowy, prosząc o zapłacenie VAT-u.