Biznes Ludzie Pieniądze

Energia z dotacji

Konrad Niklewicz
31.08.2010 , aktualizacja: 31.08.2010 10:01
A A A Drukuj
Bez unijnego wsparcia nasza inwestycja stanęłaby pod znakiem zapytania. A wraz znią duża korzyść dla środowiska -przekonują przedstawiciele Biogazu Zenerisu budującego jedną znajwiększych biogazowni wPolsce
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Fundusze europejskie dziś i jutro
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Budynki biogazowni w Skrztuszu k.Piły już stoją. gotowy jest. m.in. zbiornik fermentacyjny (zielone budynki po lewej). W tle miejscowa gorzelnia, skąd będzie pochodziła część bioodpadków
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Budynki biogazowni w Skrztuszu k.Piły już stoją. gotowy jest. m.in. zbiornik fermentacyjny (zielone budynki po lewej). W tle miejscowa gorzelnia, skąd będzie pochodziła część bioodpadków
Dzięki potężnym filtrom z biogazowni nie wydostaną się żadne przykre zapachy
Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta
Dzięki potężnym filtrom z biogazowni nie wydostaną się żadne przykre zapachy
Potężny zbiornik jest już prawie gotowy. To serce biogazowni, tutaj będą fermentować odpadki. W trakcie około 60-dniowej fermentacji powstanie z nich gaz, który zasili wysokosprawny silnik o mocy zainstalowanej 0,5 MW. Ten silnik też już jest na miejscu, ledwo co przyjechał zAustrii. Jeszcze kilka tygodni prac i biogazownia zbudowana w Skrzatuszu niedaleko Piły (woj. wielkopolskie) będzie gotowa. Dostarczy tyle energii, że wystarczyłoby do oświetlenia (i częściowego ogrzania) ośmiotysięcznego miasteczka.

Każdego roku przekaże do krajowej sieci 4,2 tys. MWh energii elektrycznej. Gdyby tę samą ilość energii elektrycznej i ciepła wytworzyć w zwykłej elektrowni opalanej węglem, do atmosfery poszybowałoby prawie 6,5 tys. ton CO2 i setki ton innychzanieczyszczeń. Biogazownia jest zaprojektowana na 20 lat pracy. Łatwo więc policzyć, że zaoszczędzi środowisku tylu zanieczyszczeń, że można by z nich usypać potężną górę.

A przecież redukcja emisji CO2 i innych gazów to tylko jedna korzyść. Druga, nie mniej ważna dla środowiska naturalnego, jest taka, że biogazownia zutylizuje ogromne ilości odpadów organicznych: z gorzelni, ubojni, zakładów przetwórstwa spożywczego. - Każdego dnia będziemy przerabiać 60-80 ton biomasy. Rocznie wychodzi 24 tys. ton - mówi Marek Jóźwiak, prezes spółki Biogaz Zeneris budującej biogazownię.

To, co (prócz gazu) zostaje z całego procesu, to płyn pofermentacyjny. Prawie tak dobry jak sproszkowany nawóz. - Już mamy podpisane umowy z okolicznymi rolnikami na odbiór tego surowca - zapewnia Jóźwiak.

Powstająca pod Piłą inwestycja jest tak nowoczesna, że urzędnicy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej bez wahania wskazują ją jako jeden z najlepszych przykładów wykorzystania unijnego wsparcia dla ochrony środowiska.

Bez dotacji ani rusz

Budowa biogazowni nie jest tania. Inwestycja w Skrzatuszu pochłonie ponad 13 mln zł. Z tej kwoty aż 5,2 mln zł będzie pochodzić z unijnej dotacji, jaką Biogazowi Zenerisowi udało sięuzyskać w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (POIŚ), największej części unijnych funduszy w Polsce. Za unijne pieniądze z POIŚ budowane są wPolsce autostrady, drogi ekspresowe, nowe linie kolejowe, duże oczyszczalnie ścieków. Część pieniędzy z POIŚ zarezerwowano jednak także na wsparcie dużych inwestycji w odnawialne źródła energii - i właśnie na tym skorzystali inwestorzy z Wielkopolski.

Spółka Biogaz Zeneris to spółka celowa stworzona specjalnie do budowy biogazowni. Jest własnością funduszu inwestycyjnego BBI Zeneris NFI SA notowanego na warszawskiej giełdzie. Takie powiązania kapitałowe oznaczały, że wielkość dotacji unijnej będzie ograniczona ze względu na obowiązujące wcałej Unii przepisy o pomocy publicznej. Dużym przedsiębiorstwom - a za takie trzeba uznać całą grupę kapitałową, do której Biogaz Zeneris należy - UE daje maksymalnie 40 proc. kosztów inwestycji.

Ale i tak było warto - zapewniają przedstawiciele spółki. Rynek odnawialnej energii wPolsce wciąż kuleje. Owszem, producenci "zielonej" energii dostają wsparcie -wpostaci tzw. zielonych certyfikatów - ale obowiązujące przepisy nie faworyzują biogazowni. Gdyby inwestycja Biogazu Zenerisu miała zostać sfinansowana tylko i wyłącznie pieniędzmi firmy i pożyczkami z banku, okres zwrotu byłby kosmicznie długi, być może zbyt długi, by taką inwestycję w ogóle rozważać. -W Polsce biogazownia nie jest jakimś superbiznesem. W innych krajach cena płacona za "zielony" prąd pochodzący z biogazowni jest wyższa niż w Polsce - tłumaczy Jóźwiak. - Na szczęście dzięki unijnej dotacji okres zwrotu naszej inwestycji jest do przyjęcia.

Trzy lata przygotowań

Biogaz Zeneris już się starał o unijną dotację na budowę ekologicznej siłowni. -Pomysł na budowę biogazowni powstał w 2007 r. Wtedy jeszcze nawet nie wiedzieliśmy, że będą unijne przepisy, z których moglibyśmy skorzystać - opowiada Grzegorz Pieniążek, menedżer budowy siłowni w Biogazie Zenerisie. -Na etapie przygotowywania projektu dowiedzieliśmy się jednak, że będzie unijne wsparcie dla odnawialnych źródeł energii, więc postanowiliśmy poczekać. I tak doczekaliśmy do 2008 r.

Pierwszą dotację próbowali uzyskać w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Myśleli, że "innowacyjność" ich projektu będzie wystarczającym argumentem. Pomylili się - wniosek przepadł. - Bo my sami próbowaliśmy go napisać. Wydawało się nam, że jeśli wiemy, jak taką inwestycję się wykonuje, to i wniosek będziemy potrafili napisać. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak bardzo skomplikowany i sformalizowany jest taki wniosek - przyznaje prezes Biogazu Zenerisu.

Na szczęście pierwsza porażka ich nie zniechęciła. Wciąż chcieli unijnego wsparcia. -Wnaszej grupie kapitałowej BBI Zeneris NFI SA jest specjalna osoba, która jest odpowiedzialna za śledzenie dostępnych programów pomocowych. I to ona powiedziała nam w odpowiednim momencie: zaczyna się konkurs na dotacje z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko - mówi Jóźwiak.

Tym razem przedsiębiorcy zdecydowali się skorzystać z usług doradcy wybranego w konkursie ofert. Kontrakt zdobyła lokalna wielkopolska firma doradcza. Mniejsza od międzynarodowych firm doradczych, ale mogąca się pochwalić doświadczeniem przy podobnych projektach. Wniosek został złożony w działaniu 9.1 Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (oficjalny tytuł działania: "Wysokosprawne wytwarzanie energii"). Biogazownia spełniała wszystkie kryteria formalne - produkując zarówno energię elektryczną, jak i ciepło, mogła liczyć na bardzo dużo punktów podczas oceny "sprawności energetycznej".

- Dokumentację złożyliśmy wiosną 2009 r. Ocena trwała prawie rok. W kwietniu 2010 r. podpisaliśmy ostateczną umowę o udzieleniu dotacji - mówi Jóźwiak. -Wzięliśmy już nawet pierwszą zaliczkę na poczet dotacji. Właśnie jesteśmy na etapie jej rozliczania.

Co zdecydowało, że to właśnie ich wniosek został wysoko oceniony? Kluczem -w ocenie Jóźwiaka i Pieniążka - było dobre przygotowanie projektu. Już w momencie składania wniosku o dotację Biogaz Zeneris miał gotowy projekt budowlany (-Ato kosztuje co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych - mówi Jóźwiak), pozwolenie na budowę oraz niezbędne decyzje środowiskowe. No i jeszcze podpisane wstępne porozumienia z dostawcami półproduktu i odbiorcami prądu i ciepła, które w biogazowni będą powstawać.

Już sam wybór miejsca budowy biogazowni wymagał tytanicznej pracy. Najpierw trzeba było w całej Polsce wyszukać miejsce, które spełniałoby naraz kilka warunków: bliskość dużego zakładu spożywczego (w Skrzatuszu jest to gorzelnia, która nie tylko daje biogazowni odpady gorzelniane, ale także może odkupić z biogazowni wyprodukowane ciepło), odpowiednia odległość od gospodarstw domowych, dużo gospodarstw rolnych w sąsiedztwie oraz możliwość łatwego przyłączenia do sieci elektroenergetycznej.

Cztery godziny stemplowania

Przedstawiciele Biogazu Zenerisu przyznają, że były momenty, kiedy biurokracja związana z unijną dotacją dawała w kość. - Starań o unijną dotację nawet nie można porównywać do procedury ubiegania się o kredyt bankowy. Banki pozwalają dosyłać ewentualne poprawki e-mailem, wystarczą elektroniczne skany (kopie) dokumentów. W Programie Operacyjnym Infrastruktura i Środowisko coś takiego nie jest możliwe - mówi Pieniążek. - Cała dokumentacja wniosku o dotację to około tysiąca stron. Pamiętam, że samo podpisywanie papierowej wersji zajęło cztery godziny - dodaje Jóźwiak. A kolejne setki stron trzeba wypełnić przy każdym wniosku o wypłatę kolejnej transzy dotacji.

Papierologia to niejedyny kłopot, na który napotyka się w trakcie starań o dotację. - Przy okazji unijnych funduszy okazało się, że w polskim systemie prawnym pojawiło się nowe źródło prawa. Obok ustaw i rozporządzeń są jeszcze "urzędowe wytyczne" - ironizuje Jóźwiak. Te wytyczne to - upraszczając - urzędowe wskazówki, np. jak realizować projekt.

Te wytyczne ciągle się zmieniają. Musieliśmy zaangażować dodatkową osobę, żeby te zmiany śledzić. Bo "wytyczne" niby nie mają mocy prawnej, ale ich nieprzestrzeganie kończy się katastrofą, nawet cofnięciem dotacji. Więc nie obowiązują, ale jednak obowiązują- rozkłada ręce prezes Biogazu Zenerisu. Mimo tych kłopotów jest przekonany, że warto było sięgnąć po dotację. - Przecież to są pieniądze, które dostajemy. Za darmo. Doskonałe uzupełnienie dobrze przygotowanego projektu.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy