Mąż Maciejewskiej przybrał na wadze. Normalne - praca biurowa, mało ruchu, nieregularne posiłki, fast food. Coraz częściej odzywał się żołądek, paliła zgaga, refluks.
- Musisz zmienić dietę - przekonywała żona. Mąż potakiwał: - Od dziś będę jadł sałatki. I jadł. Przez kilka dni. A potem znów, co popadło, bo zebranie, delegacja, pilna praca do wykonania. Coś z torebki, na szybko, jakaś kanapka. Żołądek się zbuntował.
Maciejewska: - Poczytałam o dietach, o zdrowym jedzeniu i zaczęłam przygotowywać mężowi posiłki na cały dzień: jogurt naturalny z musli na drugie danie, gotowany kurczak i sałatka na obiad, sałatka z papryką i olejem lnianym na podwieczorek... Pakowałam do pudełek, żeby nie pomylił. Instruowałam: "To wrzuć na minutę do mikrofalówki, to na surowo, tym popij"... Mąż zaczął chodzić do pracy z pudełeczkami, a wiadomo - człowiek z pudełkami zwraca uwagę. Zaglądali do pudełeczek, kosztowali, chwalili, że smaczne.
Dieta męża, zbilansowana, zawierająca zdrowe produkty, zaczęła przynosić efekt. Po miesiącu widać było, że schudł. Żołądek też przestał boleć. Koledzy z pracy: - Fajnie byłoby dostawać takie jedzenie w pudełkach.
Maciejewski w żartach do żony: - Chcieliby, żebyś im też gotowała.
Liliana: - Wiesz, czemu nie? Ale za pieniądze.
Zdrowo odżywiać i odchudzać
Pomogli znajomi. W Zebrzydowicach znaleźli restaurację. Właścicielka prowadziła tylko bar, chętnie zgodziła się wynająć Maciejewskiej wyposażoną kuchnię. Inspektorki z sanepidu kazały tylko oddzielić kuchnię od baru, poprzestawiać niektóre urządzenia. Trzeba było dokupić kilka mebli, zlewozmywaki i chłodziarkę.
W międzyczasie Maciejewska, matka trójki małych dzieci, z wykształcenia ekonomistka po Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, specjalistka od zaopatrzenia i gospodarki magazynowej, uczy się o kaloriach, bilansowaniu posiłków i trawieniu. Szuka dostawców do swojej kuchni i kierowcy z autem, który zgodziłby się rozwozić klientom posiłki. Zbiera pierwsze zamówienia (głównie wśród przyjaciół i znajomych).
Po miesiącu sanepid wydaje zgodę na uruchomienie kuchni. Tak powstaje Nutridieta.
Data założenia: luty 2010 roku.
Zadanie firmy: dostarczanie klientom zestawu pięciu dietetycznych posiłków na cały dzień.
Klienci: osoby, które chcą się zdrowo, naturalnie i bezpiecznie odżywiać, a przy tym schudnąć, i nie mają czasu na przygotowywanie posiłków.
Załoga: Liliana Maciejewska i kierowca na umowę-zlecenie.
Reklama: głównie strona internetowa i klienci, którzy polecają usługi.
Miejsce pracy: biuro w domu w Kończycach Małych i kuchnia w Zebrzydowicach.
Pieniądze zainwestowane: kilka tysięcy złotych na przebudowę i urządzenie kuchni.
A zupy dyniowej kosztował?
O zdrowym jedzeniu Maciejewska może godzinami.
- Czy pan wie, że wiele naszych dolegliwości bierze się ze złego odżywiania? - pyta. - Skacze nam ciśnienie, cukier, puchną nogi, wysiada żołądek, nie mamy energii, nic nam się nie chce. Idziemy do lekarza, bierzemy tabletki, nie pomagają, bierzemy więcej. A wystarczy zmienić jedzenie.