Biznes Ludzie Pieniądze

Winiarz z Sopotu. Jeden z pierwszych w Polsce

Magdalena Grzebałkowska
21.02.2011 , aktualizacja: 20.02.2011 19:15
A A A Drukuj
Sklep przy Piazza del Poppolo w Rzymie potrafił zauroczyć. Mały i mroczny, jedną ścianą wbijał się w starożytny mur. Właściciel siedział wśród półek z butelkami. Wiktor Zastróżny wszedł tam z żoną przypadkiem. Płacił już za wybrane wino, gdy pomyślał niespodziewanie: "Też będę miał taki sklep". Dziś niemal każdy, kto pije wino, myśli, że mógłby je sprzedawać.
Wiktor Zastróżny porzucił remonty bocznic kolejowych i zajął się sprzedażą wina
Fot. ROBERT SADOWSKI
Wiktor Zastróżny porzucił remonty bocznic kolejowych i zajął się sprzedażą wina
SONDAŻ
Czy kupujesz markowe wina z dyskontów?

Tak. To dobre produkty sprzedawane znacznie taniej niż w normalnych sklepach
Tak, ale bardziej ufam wyspecjalizowanym sklepom, które mają większy wybór win z całego świata
Tylko czasem, kiedy sklepy oferują prawdziwe okazje
Nigdy, mam wątpliwości co do jakości tego towaru

Sklep przy Piazza del Poppolo w Rzymie potrafił zauroczyć. Mały i mroczny, jedną ścianą wbijał się w starożytny mur. Właściciel siedział wśród półek z butelkami. Wiktor Zastróżny wszedł tam z żoną przypadkiem. Płacił już za wybrane wino, gdy pomyślał niespodziewanie: "Też będę miał taki sklep".

Był wrzesień 1996 r. Osiem miesięcy później otworzył w Sopocie Festusa - swój pierwszy sklep z winem. Jeden z pierwszych w Polsce.

Żadnych bełtów, wermut z lodem

Wcześniej wcale nie znał się na winach. Nie był nawet ich wielkim smakoszem.

- Owszem, lubiłem wino - przyznaje Wiktor Zastróżny (64 lata). - Ale jakie było dostępne w Polsce? Trochę bułgarskiego i znad Balatonu. W czasie studiów byłem w Gruzji i na Węgrzech, tam piłem lokalne wina. Wtedy jednak na polskich stołach królowała wódka.

Jest poznaniakiem, pod koniec lat 60. studiował w Sopocie ekonomię w Wyższej Szkole Ekonomicznej, przekształconej później w Uniwersytet Gdański. Ale twierdzi, że jakoś ominął go studencki urok tanich win zwanych bełtami. Chodził za to latem z kolegami do kawiarni Ul na kawę i wermut z lodem.

Kiedy płacił w rzymskim sklepie winiarskim, był już dojrzałym mężczyzną koło pięćdziesiątki, mężem, ojcem dwójki dorosłych dzieci i właścicielem firmy remontującej kolejowe bocznice.

Niewielu odpisało

Piwnicę w przedwojennej sopockiej kamienicy w centrum miasto wystawiło na przetarg. Wiktor Zastróżny kupił ją w tajemnicy przed żoną, która pukała się w głowę, gdy mówił o winiarskim sklepie. Na początku 1997 r. wyremontował pomieszczenie i przyszłemu sklepowi nadał nazwę Festus - po łacinie "świąteczny".

- Pomyślałem, że chcę spotykać u siebie ludzi, którzy od czasu do czasu kupią sobie dobre wino, żeby wprowadzić się w miły, świąteczny nastrój - mówi.

Na zapełnienie półek towarem potrzeba dużo pieniędzy (trudno ocenić ile, właściciel Festusa się tego nie podejmuje). A on wtedy ich tyle nie miał. Zdecydował więc, że na razie sprowadzi do sklepu wyłącznie wina francuskie.

Internet nie był jeszcze powszechny, adresy francuskich handlarzy winem, eksporterów i dostawców zdobył z ambasady francuskiej. Nie pamięta już, ile wysłał listów z propozycją współpracy. Niewielu odpisało.

Grands Vins de Gironde, firma z Bordeaux, jedna z największych na rynku tego regionu, ani myślała wysyłać wina do Polski. Pomogła nieoczekiwanie jedna z pracownic GVG, która miała narzeczonego Polaka, znała język polski i była przychylna Festusowi. Przekonała szefów do współpracy z małym sklepem w Sopocie.

W chwili otwarcia, w kwietniu 1997 r., klienci mogli wybierać spośród stu win. Dziś wybór w Festusie sięga półtora tysiąca.

Pomyłka

Na początku zdarzało mu się popełniać zabawne błędy.

- Miałem u siebie kilka butelek znakomitego Chateau La Conseillante z Pomerol, które wtedy kosztowało 400 zł. za butelkę. Ale na półkę trafiło omyłkowo za 40 zł. Jeszcze się w tych cenach win nie orientowałem, więc nie wzbudziło to we mnie podejrzeń. Przyszedł jakiś warszawiak, chodził wokół tego wina, w końcu kupił jedną butelkę. Nie kupił wszystkich tylko dlatego, że ta cena wydawała mu się za bardzo podejrzana. Na szczęście dla mnie, bo byłbym bardzo stratny. Wrócił dzień później, ale cena już była właściwa.

Wszystkiego uczył się sam. Kupował książki o winie, głównie angielskie i francuskie. Zaczął jeździć na targi winiarskie, odwiedzać winnice. Nie śmie powiedzieć jednak, że wie wszystko o winach, ciągle się uczy.

- Bo nikt się nie zna dobrze - twierdzi. - A kto mówi inaczej, nie wie, co mówi. Na świecie jest tyle win, że nie ma możliwości znać każde. Inną sprawą jest znajomość regionów, winnic, charakterów win. To obowiązek winiarza.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    66 głosów