Dla większości z 2,5 mln klientów funduszy inwestycyjnych zeszły rok nie był najlepszy. Od lipca do grudnia spadały ceny na giełdach, co musiało oznaczać straty dla wszystkich funduszy mających cokolwiek wspólnego z akcjami. A w takich funduszach jest połowa ze 115 mld zł naszych pieniędzy zdeponowanych u powierników. W sumie w 2011 roku aktywa funduszy spadły o 6 mld zł, z czego 3,6 mld zł to pieniądze wycofane przez klientów, a reszta "wyparowała" w związku z niższą wyceną akcji znajdujących się w portfelach funduszy.
Te liczby świadczą, że mimo nie najlepszych czasów Polacy nie spanikowali. Owszem, aktywa zarządzane przez fundusze akcji spadły o 30 proc., ale dla odmiany 20 proc. wzrostu majątku zanotowały fundusze obligacji i pieniężne. Polacy nie obrazili się na powierników - jak to bywało przy poprzednich bessach na giełdzie - ale po prostu przenosili pieniądze z funduszy ryzykownych do bezpiecznych.
Jednak patrząc na strukturę przepływów pieniędzy między poszczególnymi kategoriami funduszy, można zauważyć ciekawą rzecz - początek schyłku funduszy hybrydowych, czyli tej grupy, do której zaliczają się fundusze zrównoważone, stabilnego wzrostu i ochrony kapitału. Firma Analizy Online wyliczyła, że o ile z funduszy akcyjnych wypłaciliśmy w zeszłym roku o 2,9 mld zł więcej, niż do nich wpłaciliśmy, to w grupie funduszy hybrydowych ujemne saldo było znacznie wyższe - wyniosło aż 5,8 mld zł. Jeszcze dwa lata temu miały 26 proc. udziału w rynku. Teraz mają już tylko 20 proc. Pod koniec 2009 r., zarządzały kwotą 36,5 mld zł. Dziś mają nieco ponad połowę tej kwoty. Z grubsza można szacować, że fundusze zrównoważone, stabilne i ochrony kapitału traciły na popularności w ostatnich dwóch latach trzy razy szybciej niż fundusze akcji. To znamienne, biorąc pod uwagę, że 15 lat temu to właśnie od funduszu zrównoważonego Pioneer zaczęła się historia powierników na polskim rynku.
Skąd ta
mizeria? Zapewne stąd, że jest to opcja inwestycyjna przygotowana z myślą o inwestorach mało doświadczonych, którzy nie potrafiliby sami zbudować sobie portfela złożonego z funduszy akcji i obligacji. Takim początkującym inwestorom fundusze oferują właśnie "paczkę" z kuszącym opakowaniem, która jest już gotowym portfelem wymieszanych ze sobą akcji i obligacji. Długie lata był to dominujący na rynku koncept. Tyle że tych początkujących inwestorów jest już coraz mniej - albo dojrzeli i dziś już potrafią sami budować sobie portfel inwestycji, albo wyrzucił ich z rynku funduszy jeden z kilku krachów giełdowych.
Dla pozostałych fundusze mieszane są mało korzystnym rozwiązaniem. Opłaty dystrybucyjne i za zarządzanie z reguły są zbliżone do prowizji pobieranych od funduszy akcji, a perspektywa zysków - znacznie mniejsza. Po co płacić np. 5,5 proc. rocznej opłaty za zarządzanie funduszem zrównoważonym, skoro można samemu kupić sobie za połowę pieniędzy fundusz obligacji, który pobiera za zarządzanie tylko 2,5 proc. rocznie? Wysokie opłaty i prowizje rzutują na wyniki funduszy hybrydowych, które nie rzucają na kolana w czasie hossy i nie bronią pieniędzy przed topnieniem w czasie bessy. Dlatego niewykluczone, że zła passa mieszanych funduszy szybko się nie skończy.
Masz problem? Napisz: finanse@wyborcza.biz Więcej listów