Premier Tusk z ponad połową rządu przyleciał wczoraj do Brukseli rozmawiać o priorytetach naszego przewodnictwa w UE w drugiej połowie 2011 r. Kłopot w tym, że nie wiadomo dokąd kryzys zapędzi gospodarki krajów UE, co będzie główną bolączką Europy w 2011 r. I - co może najgorsze - nie jest pewne, jak będzie wyglądać ustrój Unii.
Polska głośno sprzeciwia się czarnemu, lecz coraz bardziej realnemu scenariuszowi podzielenia Europy na "twardy trzon", czyli grupę krajów lepiej zintegrowanych, bogatszych i bardziej solidarnie broniących się przed kłopotami gospodarczymi, oraz na państwa peryferyjne, poza głównym nurtem Unii i ze słabnącym wpływem na jej decyzje. - Polska działa i będzie zawsze działać na rzecz jednolitej Europy. Musimy zachować zasadę, że Unia daje wszystkim równe szanse - mówił w Brukseli Tusk.
Groźbę stworzenia Europy dwóch prędkości przybliżają spory Francji, Niemiec i innych krajów strefy Euro o tym, jak ratować wspólną walutę oraz gospodarkę Europy i jak bardzo zacieśnić koordynację gospodarczą.
Francuzi postulują stworzenie nowej rady grupy euro. Polska obawia się, że rada ta mogłaby się stać fundamentem "twardego trzonu" 16 krajów strefy Euro. Niemcy natomiast postulują zmianę unijnych traktatów, aby - to brzmi pomyślniej dla rzeczników jedności UE - w gronie 27 krajów UE nakładać sankcje finansowe i polityczne dla maruderów psujących
budżet.
- Każdy z tych wariantów może się dla was źle skończyć, bo niemiecki postulat zmian traktatowych to tylko prowokacja do debaty. Londyn na to nie pójdzie. Mamy więc Francję, która chce nowego klubu dla krajów euro, oraz Niemcy, którzy w istocie chcą stworzenia klubu kierującego Europą, klubu otwartego dla krajów potrafiących zaciskać pasa oraz płacących na Unię lub popychające jej gospodarkę do przodu - mówi wysoki rangą zachodni dyplomata.
Co robi Polska, aby uratować się przed drugą ligą w Unii?
Po pierwsze, poprzez naciski dyplomatyczne, głośne protesty i szukanie koalicji (głównie ze Szwecją) usiłuje hamować francuską ideę powołania ekskluzywnego klubu euro. Po drugie, celując w priorytety Berlina, stara się udowodnić, że jest cennym i zdyscyplinowanym budżetowo członkiem UE, który wkrótce może stać się regionalnym motorem gospodarczym, więc nie warto pozostawiać go poza burtą.
Minister finansów Jacek Rostowski poparł przedwczoraj w Luksemburgu niemiecki pomysł zmiany traktatu i wpisania doń zasady nakładania sankcji przy zastrzeżeniu, że nie sprowadzą się one do zawieszania funduszy strukturalnych. Bo to byłoby groźne tylko dla nowej Unii.
- Trzeba też bardziej pilnować poziomu długu publicznego. Polska i kraje naszego regionu są pod tym względem znacznie lepsze niż wiele państw Europy Zachodniej - mówił Rostowski w Luksemburgu.
Polska może okazać się zbyt słaba, aby np. wbrew Francji zahamować tworzenie twardego trzonu UE. Dodatkową trudnością przy drugiej strategii (trwanie w centrum decyzyjnym Unii poprzez dołączanie się do radykalnych reform) jest ograniczone zaufanie Zachodu do Warszawy. - Dziś jesteście reformatorscy i proeuropejscy. Ale nie wymagajcie, żebyśmy błyskawicznie zapomnieli, co było przed trzema laty. I nie obawiali się, co się może dziać u was za kolejne trzy - można usłyszeć w Brukseli.
Co poradzić na tę nieufność? - Przeprowadzajcie reformy, pędźcie za strefą euro, bądźcie gospodarczą perełką, udowadniajcie, że jesteście wiarygodni. To pomoże albo utrzymać się w centrum, albo szybko do niego doskoczyć - doradza emerytowany urzędnik belgijskiego MSZ.
W polskim interesie jest też wzmacnianie Komisji Europejskiej i innych wspólnotowych instytucji, które mogą nieco złagodzić skutki twardych rozgrywek najpotężniejszych. Bruksela zawsze zyskiwała na sile, gdy realizowała wielkie programy - tworzenia wolnego rynku, wspólnej waluty, rozszerzenia UE.
Dziś rośnie świadomość strategicznego znaczenia rynku ropy i gazu, którego nie da się rozbudowywać w pojedynkę. Eksperci przekonują, że właśnie tworzenie wspólnych zasad, a nawet sieci dostawczych może stać się jednym z projektów europejskich, który mógłby sprawić, że Komisja Europejska znów przejęłaby inicjatywę.
- Priorytetem naszej prezydencji będzie bezpieczeństwo energetyczne Unii. Kiedyś budowano wspólnotę na koordynacji rynku węgla i stali. Dziś musimy zająć się ropą i gazem - mówił wczoraj Donald Tusk.
• Przeciw polityce rządu Tuska demonstrowało wczoraj przed siedzibą Komisji kilka osób z komitetu „Solidarni 2010”, który wspiera kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego. Emigracyjny komitet wspierany przez europosłów PiS domaga się też „rzetelnego śledztwa w sprawie katastrofy” pod Smoleńskiem.