Bilans spółki można porównać do fotografii, która przedstawia jej sytuację w określonym momencie. Jest sporządzany z reguły na koniec roku, chyba, że przepisy prawne lub zmiany własnościowe wymagają, aby stało się to w innym momencie. Jednak dopiero porównanie bilansu za poprzedni okres pozwala na ocenę czy spółka poprawia swoją sytuację finansową czy też nie.
Składa się z aktywów i pasywów. Aktywa, czyli cały majątek przedsiębiorstwa, dzielą się ze względu na potencjalną możliwość zamieniania ich na gotówkę. Tę część majątku, która jest łatwa do ewentualnego upłynnienia, nazywamy majątkiem obrotowym, należą do niego np. gotówka, papiery wartościowe, należności dłużników i zapasy. To, co znacznie trudniej sprzedać, czyli grunty, budynki,
maszyny, technologie czy licencje, określane jest jako majątek trwały. Pasywa zaś wskazują źródło z jakiego jest finansowany majątek firmy: środki własne, kredyty, rezerwy czy bieżący zysk netto.
Raporty finansowe są dostępne np. w prospektach emisyjnych, na stronach internetowych spółek oraz giełdowej
www.gpwinfostrefa.pl, gdzie wpadają wszystkie komunikaty emitentów. Kluczowe informacje dla potrzeb analizy kondycji finansowej spółki znajdziemy w bilansie oraz rachunku zysków i strat. Dzięki nim możemy wyliczyć ważne wskaźniki, które pokażą nam sytuację finansów spółki oraz pomogą porównać je np. z konkurentami z branży.
Przychody ze sprzedaży Chcąc zrozumieć, jak zbudowane są finanse firmy, wyobraźmy sobie piętrowy dom: na samej górze są przychody netto ze sprzedaży, a na samym dole to, co zostaje w spółce po odjęciu wszystkich kosztów i zapłaceniu podatków, czyli zysk netto, który można podzielić. Przyjrzyjmy się najpierw przychodom ze sprzedaży. Mówią, jak firma radzi sobie na rynku, czy jej produkty są poszukiwane, czy też, owszem, produkuje, ale magazyny ma zapchane. W wypadku wielkich firm nawet kilkuprocentowy wzrost sprzedaży na konkurencyjnym rynku jest wystarczającą zachętą do rozważenia inwestycji w akcje. Za to dynamiczna zmiana przychodów to cecha najczęściej młodych spółek, które dopiero starają się zawojować rynek i czasem wprowadzają nowatorskie produkty czy usługi. Po przychodach doskonale widać jak firma radzi sobie zarówno w okresie świetnej koniunktury,
gry PKB rośnie o 5-6 proc., jak i przy spowolnieniu gospodarczym, gdy PKB szoruje po dnie. Zwiększanie sprzedaży jest często celem numer menedżerów. Wielkość sprzedaży jest też istotna z innego powodu. Z jednej strony spółka dostaje pieniądze za swoje produkty lub usługi, ale z drugiej ponosi koszty stałe, które musi pokryć (pensje pracowników, czynsze czy rachunki za prąd i telefon). Są one tak skalkulowane, aby można było je zapłacić z bieżących wpływów. Drastyczny spadek sprzedaży może oznaczać, że firma, chcąc utrzymać się na powierzchni, będzie musiała ciąć koszty, np. zwalniając pracowników. Oceniając wzrost sprzedaży, należy porównywać go ze wzrostem inflacji, bo można się dowiedzieć czy zarządowi spółki udało się wygrać z inflacją. Jeśli
inflacja przykładowo wynosi 4 proc., to jest bardzo istotny punktem odniesienia dla oceny przychodów. Jeśli przychody urosły tylko o 3 proc., to bardzo niepokojący sygnał, że spółka np. nie potrafi lub nie może podnieść cen na konkurencyjnym rynku, i tak naprawdę w ujęciu realnym sprzedała mniej.
Oceniając przychody, trzeba też zwrócić uwagę na źródła, z jakich firma je czerpie. Może być to sprzedaż produktów oraz towarów i materiałów. Pierwsze źródło mówi o dochodach z własnej działalności, np. warzenia piwa. Jeśli w tym segmencie przychody rosną, to spółka lepiej radzi sobie na rynku. Jednak może też wcale nie produkować, tylko handlować cudzymi towarami, zatrzymując sobie marżę. Generalnie marża ze sprzedaży własnych produktów jest wyższa niż z towarów zakupionych i później odsprzedanych. Przykładem takiej branży jest informatyka. Firmy najwięcej zarabiają na sprzedaży własnego oprogramowania i jeśli udział tej działalności w przychodach rośnie, to jest powód do dumy dla zarządu. Na pośredniczeniu w handlu sprzętem, owszem, robi się duży obrót, ale marża jest wielokrotnie niższa. Na tym można też jednak nieźle zarobić, choć biada spółce, która żyje wyłącznie z "przepuszczania" przez siebie towarów dla jednego czy dwóch dużych odbiorców. Jeśli ich zlecenia się skończą, to z dnia na dzień firma może wpaść w nie lada kłopoty. W praktyce prawie każda spółka czerpie przychody z obydwu źródeł. Dla akcjonariuszy ważne jest, aby w sumie przychody dynamicznie szły w górę, choć największą radość sprawia im wzrost sprzedaży własnych produktów, bo to przesądza o stanie finansów.
Jak porównywać przychody? Najlepiej z analogicznym okresem poprzedniego roku obrachunkowego. Porównywanie np. trzeciego kwartału z drugim może wprowadzać w błąd, bo wiele spółek ma sezonową działalność, np. browary mają finansowe żniwa od czerwca do września, i odnoszenie tych wyników do stycznia-maja w praktyce mija się z celem. Dopiero patrząc na przychody sprzed roku, ma się najlepszą bazę, aby ocenić tegoroczne osiągnięcia. Dodatkową informacją pomagającą oszacować przychody w przyszłości jest porównywanie portfela zamówień, czyli tzw. backlog. To przydatny wskaźnik szczególnie w firmach informatycznych, bo porównując tegoroczny i zeszłoroczny backlog można z dużym prawdopodobieństwem założyć, czy firma zdoła utrzymać poziom przychodów.
Wynik operacyjny Same przychody mówią nam jednak niewiele bez odniesienia do kosztów. Dopiero po ich odjęciu okazuje się, jak funkcjonuje firma - czy ma stratę, czy też zysk na działalności podstawowej. To niższe piętro naszego finansowego domu. Jeśli już na tym poziomie spółka jest na minusie, to jej akcjonariusze powinni poważnie się zastanowić, bowiem ma całkowicie niedochodową działalność. Powodów może być co niemiara: od nieracjonalnie wysokich pensji i przerostów zatrudnienia, utrzymywania kosztownej floty samochodowej, po rosnące ceny surowców, materiałów albo mediów. Jaka by nie była przyczyna, to sygnał dla zarządu, że musi coś pilnie zrobić, aby obniżyć koszty, np. zwalniając część pracowników.
Jednak tak naprawdę dla inwestora ważniejsze jest jeszcze niższe piętro - zysk operacyjny (EBIT). Dla wielu jest on istotniejszy nawet niż wynik netto (parter naszego domu), określa bowiem zdolność spółki do zarabiania na ogólnej działalności, do której została powołana. Na tym poziomie obraz finansów firmy nie jest jeszcze wykrzywiony przez przychody finansowe (np. odsetki od trzymanych na koncie obligacji czy jednorazowych transakcji sprzedaży np. papierów wartościowych). Jeśli wynik operacyjny jest na plusie lub - jeszcze lepiej - dynamicznie rośnie, to taka firma potrafi zarobić na siebie. To dlatego prezesi spółek, które są pogrążone w kłopotach finansowych, przedstawiając programy restrukturyzacji, najpierw mówią, kiedy spółka osiągnie dodatni wynik operacyjny, a dopiero później, kiedy zacznie zarabiać na czysto po opodatkowaniu. Będąc operacyjnie na plusie, spółka może łatwo wytłumaczyć się nawet ze straty netto, bo czasem decydują o niej jednorazowe zdarzenia. Jeśli w kolejnym roku nie wystąpią, nic nie stoi na przeszkodzie, aby pojawił się zysk netto, skoro operacyjnie spółka radzi sobie dobrze. Podając podstawowe dane finansowe, można posłużyć się trzema wielkościami: przychodami, wynikiem operacyjnym i netto. Na tej podstawie można już wyciągnąć pierwsze wnioski o kondycji firmy.
Porównanie dynamiki wzrostu kosztów i przychodów dostarcza ważnych informacji o tym, co może się wydarzyć w przyszłości z wynikami spółki. Niepokojącym sygnałem jest wzrost kosztów np. o 20 proc., jeśli przychody w tym samym okresie urosły jedynie o 10 proc. Wniosek? Jeśli firmie nie uda się zapanować nad wzrostem kosztów, to wcześniej czy później wpędzi się w straty. Najlepiej, gdy tempo wzrostu przychodów jest wyższe niż kosztów.
Zysk operacyjny służy do obliczania ważnego wskaźnika - rentowności operacyjnej majątku, czyli ROA (return on assets). Otrzymujemy go, dzieląc wynik operacyjny przez aktywa ogółem (z bilansu) - w ten sposób dowiadujemy się, jak efektywnie pracuje majątek firmy. Przyjmuje się, że spadek ROA oznacza pogorszenie sytuacji ekonomicznej firmy.
Zysk netto W interesie każdego inwestora jest, aby spółka miała zysk netto. Nawet najlepszego wyniku operacyjnego nie da się rozdzielić między akcjonariuszy, bo jest to głównie informacja o sytuacji firmy, a nie coś, co można z niej wyciągnąć. Dopiero po uwzględnieniu wszystkich operacji finansowych przeprowadzonych przez spółkę, zdarzeń nadzwyczajnych nie mających związku z jej podstawową działalnością oraz opodatkowaniu, otrzymujemy zysk netto. Często zdarza się, że zysk na poziomie operacyjnym "po drodze" zamienia się w stratę netto i w efekcie nie ma z czego wypłacić dywidendy. I odwrotnie. Mimo że spółka na zasadniczej działalności traci, to wykonuje jakieś zyskowne operacje finansowe, które pozwalają jej osiągnąć dodatni wynik netto. Radość akcjonariuszy może być jednak w takim wypadku jednorazowa, jeśli w kolejnym okresie nadal operacyjnie będzie na minusie, a źródełko zysku z operacji finansowych wyschnie. Wówczas strata netto jest w zasadzie przesądzona. Dlatego, ciesząc się z zysku netto, warto przeanalizować, na czym tak naprawdę firma zarabia i czy ma szansę na kontynuowanie tego zarabiania w przyszłości. Podejrzenie powininna wzbudzać nieracjonalna skala skoku zysku netto, np. idąca w setki czy tysiące procent, bo często wcale nie pochodzi on z tego, co spółka wypracowała, bo musiałaby chyba odkryć złoża ropy na swojej działce, ale raczej jest wynikiem księgowych trików albo jednorazowych zdarzeń np. dochodów ze sprzedaży spółki zależnej albo części majątku. I za rok dynamika "siądzie".
Zysk netto wypracowany przez spółkę pozwala na obliczenie wskaźnika zysku netto przypadającego na jedną akcję (z ang. EPS - Earnings Per Share). To bardzo popularny wskaźnik służący do oceny o ile potencjalnie więcej lub mniej mogą dostać akcjonariusze w postaci dywidendy, jeśli na walnym zdecydują wypłacić zysk np. w całości.
Czysty zysk służy też do wyliczania jednego z najważniejszych wskaźników giełdowych - C/Z , czyli Cena/Zysk netto na akcję (EPS). Mówi on, ile lat musiałby czekać właściciel akcji, aby zwrócił mu się wydatek na zakup papieru po danym kursie, przy założeniu, że 100 proc. zysku byłoby przeznaczane na dywidendę. Im niższy wskaźnik C/Z tym lepiej.
Z kolei dzieląc zysk netto przez przychody ze sprzedaży, otrzymamy wskaźnik rentowności netto. Jeśli w miejsce przychodów wstawimy z bilansu kapitał własny, to otrzymamy ROE (return on equity) - wskaźnik rentowności kapitałów własnych. Mówi on nam, jaki procent kapitałów własnych stanowi osiągnięty zysk netto.
Wskaźniki płynności Jeśli spółka jest wypłacalna, to na bieżąco reguluje swoje zobowiązania np. za media, surowce i materiały do produkcji. O prawdziwej sile jej finansów świadczy wartość kapitału obrotowego łatwego do zamienienia na gotówkę, czyli środków obrotowych pomniejszonych o zobowiązania bieżące - długi wobec dostawców, wynagrodzenia pracowników, pożyczki krótkoterminowe (do roku). W kapitale obrotowym bardzo duże znaczenie mają zapasy, które mogą być trudne do sprzedaży (np. niemodne ubrania z poprzedniego sezonu). Wystarczy spojrzeć na dwa wskaźniki płynności finansowej, aby zorientować się, czy spółka ma wystarczająco dużo gotówki lub łatwo zbywalny majątek w stosunku do zobowiązań.
Pierwszy wskaźnik mówi nam o płynności bieżącej. Określa on zdolność firmy do spłaty zobowiązań ze swoich środków obrotowych. Uzyskujemy go, dzieląc wartość środków obrotowych przez zobowiązania bieżące. Przyjmuje się, że wartość powinna być w przedziale 1,2-2, czyli środki obrotowe powinny przewyższać wielkość zobowiązań o 20 do 100 proc. Wyższa wartość świadczy o słabej gospodarności, bo firma nie ma za bardzo pomysłu, jak wykorzystać swój potencjał.
Jeszcze dokładniej możliwość oddania długów określa wskaźnik płynności szybkiej (powinien oscylować w przedziale 1-1,2), który oznacza natychmiastową zdolność do spłaty zobowiązań, eliminując z majątku obrotowego te elementy, które mogą być trudne do szybkiego upłynnienia, np. zapasy. Jeśli różnica między tymi wskaźnikami jest zbyt duża, może to być sygnałem, że firma zamroziła sporo pieniędzy w zapasach, które mogą być trudne do sprzedaży (np. niemodne już kolekcje ubrań z poprzedniego roku). Nie dotyczy to firm produkujących sezonowo, zmuszonych gromadzić zapasy przed sezonem, np. browary na początku lata mają magazyny pełne piwa, aby nie zabrakło go w upalne dni.
Rotacje należności, zobowiązań, zapasów W ocenie stanu finansów firmy trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie jak spółka ściąga należności, jak spłaca zobowiązań lub czy magazyny pękają od nadmiaru towarów. Potrzebne do tego są wskaźniki rotacji wyrażane w dniach i liczone następująco: mnożymy odpowiednią wielkość (zapasy, należności krótkoterminowe czy zobowiązania krótkoterminowe) przez liczbę dni objętych sprawozdaniem (w przypadku rocznego - 365) i dzielimy wynik przez przychody ze sprzedaży. Można też skorzystać z gotowych wskaźników znajdujących się w części opisowej raportu rocznego spółki autorstwa zarządu lub w raporcie uzupełniającym opinię biegłego rewidenta. Często towarzyszy temu opis przyczyn zmian.
Rotacja należności: bardzo rzadko zdarza się, aby pieniądze za sprzedany towar lub usługę natychmiast wpływały na konto firmy. Najczęściej dłużnicy płacą dopiero po kilku tygodniach, albo po miesiącu i dłużej. Jeśli termin odroczonej płatności wydłuża się, oznacza to, że producent na swój koszt kredytuje swojego odbiorcę, aby nie stracić rynku (rośnie rotacja należności). Dzieje się tak najczęściej w okresie dekoniunktury. Jeśli wskaźnik wyrażony w dniach jest nieduży, oznacza to, że firma rygorystycznie ściąga pieniądze od swoich dłużników, poprawiając tym samym własną płynność finansową.
Rotacja zobowiązań: mówi po ilu dniach spółka spłaca swoje zobowiązania. Optymalne dla firmy jest utrzymywanie rotacji zobowiązań (cykl zapłaty) na poziomie przewyższającym wskaźnik rotacji należności (cykl ściągania długów). Wtedy firma finansuje swoją działalność za pomocą tzw. kredytu kupieckiego i może osiągać dzięki temu lepsze wyniki od innych.
Rotacja zapasów: generalnie utrzymywanie zapasów jest kosztowne, ponieważ obok wyłożonych pieniędzy spółka ponosi koszty magazynowania, ubezpieczenia itp. Niska rotacja zapasów (wiele dni) świadczy o zamrożeniu gotówki w gotowych wyrobach lub surowcach.