Biznes Ludzie Pieniądze

Otwórz oczy na świat, czyli jak inwestować pieniądze nie tylko w Polsce

Maciej Samcik, Maciej Bednarek
26.04.2010 , aktualizacja: 25.04.2010 15:40
A A A Drukuj
Tylko mniej niż jedną na każdych pięć zainwestowanych złotówek Polacy przeznaczają na zakup akcji, funduszy lub obligacji spoza naszego kraju. Tymczasem kluczem do sukcesu w inwestowaniu pieniędzy jest dywersyfikacja, czyli umiejętność szukania zysków w wielu miejscach jednocześnie
Karuzela stanowisk
Karuzela stanowisk
Większość Polaków w ogóle nie inwestuje pieniędzy, bo wszystkie idą na życie i bieżące potrzeby. Ci z nas, którzy mają jakieś zaskórniaki i trzymają je nie tylko na bankowych lokatach, najczęściej wybierają akcje, fundusze lub obligacje wyłącznie z polskiego rynku. Niekiedy jest to słuszna strategia - to właśnie od lokowania we własnym kraju powinny zaczynać inwestycje osoby, które mają do dyspozycji nie więcej niż 30-40 tys. zł oszczędności.

Ale mając już 50 tys. zł i więcej, należałoby zastanowić się nad budowaniem portfela inwestycji z prawdziwego zdarzenia. To znaczy takiego, który daje nie tylko możliwości zarabiania w Polsce, ale i na innych rynkach. Jak zwrócił niedawno uwagę słynny Mark Mobius, zarządzający znanymi na całym świecie funduszami inwestycyjnymi Franklin Templeton, wartość polskiego rynku akcji i obligacji stanowi tylko 1 proc. wartości rynku światowego. Mobius daje tym samym do zrozumienia, że ci Polacy, którzy mają na tyle duży kapitał, by jego część zainwestować za granicą, ale z tego nie korzystają, tracą 99 proc. szans na zarobek.

Czytaj też: Fundusze inwestycyjne znów się reklamują. Ale mądrzej, niż kiedyś

Oczywiście im większe oszczędności mamy do dyspozycji, tym szerszy wachlarz potencjalnych możliwości się przed nami otwiera. Tak naprawdę dopiero inwestor z kilkusettysięcznym portfelem wolnych pieniędzy może sobie pozwolić na dywersyfikację na całego, czyli uwzględnienie niemal wszystkich dostępnych rodzajów inwestycji. Ale nawet osoby z uboższymi zaskórniakami, np. 50-100 tys. zł, powinny pomyśleć, by za część tej kwoty kupić udziały w zagranicznych funduszach inwestycyjnych, wykupić tzw. lokatę strukturyzowaną nastawioną na zagraniczne rynki albo zainwestować w fundusz zarabiający na złocie.

Każdy, kto interesuje się trochę rynkami kapitałowymi, wie, że w zeszłym roku hitem inwestycyjnym były Rosja, Brazylia i - do jesieni - Chiny. Fundusze inwestujące w Rosji dały inwestorom 100 proc. i więcej zysku. To znacznie więcej, niż zarobili ci, którzy nie lubią wyściubiać nosa za granicę i inwestowali tylko w Polsce. Najlepsze fundusze polskich akcji dały 60-80 proc. zarobku, a średnio zysk wyniósł 40 proc.

Jak więc zabrać się do otwierania swoich inwestycji na świat? Oto garść naszych rad.

1. Azja i BRIC - inwestycja w przyszłość

Pierwszy krok to zróżnicowanie tej części portfela, która jest ulokowana w akcjach. Co można dorzucić do akcji lub funduszy polskich spółek? Część (choćby niewielką) pieniędzy inwestowanych na rynku akcji warto zanieść do funduszy, które inwestują w krajach Azji. Do wyboru są fundusze lokujące w Tajlandii lub Korei, kusi dwucyfrowy wzrost PKB, jaki osiągają co roku Indie, czy gigantyczna gospodarka Chin.

Potencjalnie dobrą inwestycją na najbliższe lata mogą być tzw. fundusze BRIC - inwestujące w Brazylii, Rosji, Indiach i Chinach (stąd właśnie skrót). W tych czterech krajach mieszka prawie połowa światowej populacji, a każdy z krajów BRIC ma inny atut. Brazylia to potęga w produkcji rolnej, gospodarka rosyjska to kopalnia surowców, w Indiach najszybciej na świecie rozwijają się sektor usług i wysokie technologie. Chiny to rezerwuar taniej siły roboczej i błyskawicznie rosnący przemysł oraz budownictwo.

Udziały funduszy azjatyckich i BRIC sprzedają w Polsce najbardziej renomowane grupy zarządzające aktywami: Franklin Templeton, BlackRock, HSBC, Robeco czy Fortis. Takie subfundusze można też znaleźć w funduszach parasolowych rodzimych TFI, np. w Pioneer Pekao, ING, Skarbcu czy Amplico.

Czytaj też: mało polskich TFI ma w ofercie inwestowanie na tzw. rynkach wschodzących. Jak sobie z tym poradzić?

2. Nieruchomości i kruszce - coś na złe czasy

Dobrą inwestycją na długi okres, a zwłaszcza na czas bessy giełdowej, mogą być też fundusze nieruchomości. Ale uwaga, w grę powinny wchodzić tylko takie fundusze, które rzeczywiście kupują osiedla lub biurowce, a nie takie, które inwestują w giełdowe spółki budowlane. W Polsce działa kilka funduszy zamkniętych rzeczywiście inwestujących w nieruchomości. Są to np. Arka Rynku Nieruchomości, BPH Sektora Nieruchomości, Skarbiec Rynku Nieruchomości.

Warto też włożyć do portfela udziały funduszy inwestujących na rynku surowców. W Polsce działa kilka funduszy otwartych, które umożliwiają zarabianie na wzroście cen złota, srebra, miedzi czy platyny (Investor Gold, Superfund Gold, Idea Surowce Plus, Skarbiec Rynków Surowcowych itp.). Dostępne są też fundusze zagraniczne inwestujące w surowce, np. BFG Word Gold. Notowania surowców zwykle idą w odwrotnych kierunkach niż ceny akcji, więc takie fundusze są dobrym sposobem na uodpornienie portfela na bessę giełdową.

Czytaj też: Mówią o inwestowaniu w wino? Nic tylko się upić...

3. "Struktury" - żeby chronić kapitał

Dorzucenie do polskich funduszy najlepszych funduszy światowych i tych, które inwestują w nieruchomości lub surowce, to dopiero pierwszy krok w uodparnianiu portfela na turbulencje. Kolejnym powinno być zainwestowanie części pieniędzy w tzw. produkty strukturyzowane. Z jednej strony dają one możliwość inwestowania na rynku akcji i surowców, ale z drugiej - chronią kapitał przed stratami.

Typowa "struktura" to inwestycja złożona w blisko 90 proc. z bezpiecznych obligacji, zaś w 10 proc. z opcji, czyli bardzo ryzykownego instrumentu, na którym można wielokrotnie pomnożyć kapitał albo stracić wszystko. Pieniądze w obligacjach mają za zadanie zarobić tyle, żeby na koniec dać ci 100 proc. włożonych pieniędzy. A opcja ma zapewnić zyski.

Opcje bywają na wzrosty indeksów giełdowych lub ich spadki, na ceny miedzi, złota, brylantów, a nawet na zmiany pogody. Dlatego zyski z opcji nie zawsze zależą od koniunktury na giełdzie. Wiele lokat strukturyzowanych nie opiera się na jakimś indeksie giełdowym, ale na określonej prawidłowości, np. że indeks WIG20 z reguły ma większą "wahliwość" niż Eurostoxx50 (największe spółki Europy). Zysk z lokaty może być np. uzależniony od tego, w jakim stopniu WIG20 pokona Eurostoxx w okresie trwania lokaty. I nie interesuje nas wówczas, czy oba indeksy spadną, wzrosną czy pójdą w przeciwnych kierunkach - patrzymy na różnicę.

Komu nie pasują gotowe polisy lub lokaty strukturyzowane oferowane przez banki i firmy ubezpieczeniowe, może samodzielnie spróbować sił i "założyć się" z rynkiem np. o kurs złota, ropy naftowej, a nawet "miękkich surowców", czyli pszenicy lub kawy. Można to zrobić, np. samodzielnie inwestując w certyfikaty strukturyzowane notowane na warszawskiej giełdzie.

Podziel się