Każdy akcjonariusz, którzy na koniec czwartkowych notowań był udziałowcem największego polskiego banku, do każdej akcji otrzyma jedno prawo poboru. Do objęcia jednej akcji nowej emisji potrzebne będą cztery prawa poboru. Ci, którzy zechcą objąć nowe akcje, będą mieli czas do 20 października. Pod koniec miesiąca nastąpi przydział nowych walorów.
Dotarcie do wszystkich udziałowców z informacją o nowej emisji będzie dla banku nie lada wyzwaniem. Jego akcjonariat jest wyjątkowo rozproszony: oprócz skarbu państwa, do którego należy 51,24 proc. walorów banku, oraz krajowych i zagranicznych inwestorów instytucjonalnych
akcje PKO BP znajdują się w rękach kilkudziesięciu tysięcy drobnych inwestorów, w tym wielu pracowników. Muszą oni podjąć decyzję, czy chcą objąć nowe akcje, czy też wolą przysługujące im prawa poboru sprzedać. Jeśli nie podejmą żadnego kroku, stracą. - Wystarczy złożyć odpowiednie zlecenie w biurze maklerskim. Osoby, które nie otworzyły rachunków maklerskich i trzymają akcje na wspólnym rachunku w PKO, mogą składać zlecenia w placówkach domu maklerskiego albo blisko 950 oddziałach - mówi Katarzyna Iwaniuk-Michalczuk, dyrektor zarządzająca DM PKO BP. Prawa do akcji, które nie zostaną objęte przez akcjonariuszy, zarząd będzie mógł rozdysponować wśród wybranych inwestorów instytucjonalnych. Jeśli nadal część akcji nie znajdzie właściciela, obejmą je banki inwestycyjne gwarantujące emisję.
Inwestorzy i analitycy nie szczędzili krytyki temu, w jaki sposób bank informował ich o warunkach emisji nowych akcji. O tym, że cena emisyjna wyniesie 20,5 zł za akcję, dowiedzieli się dopiero wczoraj wieczorem - czyli już po ostatnim dniu, w którym kupione papiery banku uprawniały do objęcia praw poboru. Zastrzeżenia zgłosiła też Komisja Nadzoru Finansowego - zapowiedziała, że poprosi bank o wyjaśnienia. - Długo się nad tym zastanawialiśmy i po wielu konsultacjach z zarządem giełdy doszliśmy do wniosku, że takie rozwiązanie będzie najlepsze. Gdybyśmy podali cenę emisyjną wcześniej, mogłoby dojść do spekulacji, które wpłynęłyby nie tylko na kurs naszych akcji, ale także na wiele ważnych indeksów. I tak we czwartek obrót
akcjami PKO BP był dwukrotnie większy niż na co dzień - tłumaczył Zbigniew Jagiełło, nowy prezes banku.
Z największej w swojej historii emisji PKO BP chce pozyskać ponad 5 mld zł. Te pieniądze mają wzmocnić kapitały banku, tak żeby mógł on zwiększać akcję kredytową i uczestniczyć w finansowaniu wielkich projektów infrastrukturalnych. Część pieniędzy ma trafić do spółek zależnych, m.in. do ukraińskiego Kredobanku. Koszt całej emisji szefowie PKO szacują na 61 mln zł - 35 mln zł bank wyda na audyty, doradztwo prawne i akcje marketingowe, a pozostałe 26 mln zł podzielą między siebie
Deutsche Bank, UniCredit CAIB i Merrill Lynch, które emisję obsługują.