Chiny i
USA wymieniają między sobą kolejne oświadczenie dotyczące wartości chińskiej waluty. Według USA kurs juana jest zbyt słaby, przez co amerykańskie produkty nie mogą cenowo konkurować z chińskimi.
Prezydent Chin Hu Jintao będzie 12-13 kwietnia w USA. Maleje presja, żeby w mającym ukazać się kilka dni po tej wizycie raporcie sekretarza stanu padło określenie Chin jako manipulanta walutowego. Departament przesuwa termin publikacji, licząc na to, że Chiny będą szukać kompromisu. To się już dzieje - kurs juana ustalany przez
bank centralny jest najwyższy od roku.
USA nie mogą iść na spięcie, bo Chiny posiadają największą liczbę amerykańskich obligacji. Poza tym wystarczy kilka "odpowiednich" komunikatów chińskiego banku centralnego, żeby dolar zaczął tracić na wartości. A czemu Chiny miałyby ustąpić? Zgadzam się z teorią, która mówi, że Pekin ma niepisany układ ze społeczeństwem - my dajemy wam wysoki wzrost i dobrobyt, a wy dajecie nam władzę. Zgodnie z tą logiką Chiny nie mogą pozwolić sobie, żeby świat stawiał bariery celne na ich produkty, bo spadnie im
wzrost gospodarczy. Skutki społeczne ograniczenia
eksportu są nie do przewidzenia, włączenie z wybuchem konfliktu wewnętrznego.
Strony trzymają się w szachu i wzajemne straszenie do niczego nie doprowadzi. W mojej opinii Chiny będą stopniowo podwyższać kurs juana, ale będzie to trwało stosunkowo długo - tak by osiągnąć wrażenie, że ta decyzja była niewymuszona. O uwolnieniu kursu można zapomnieć. Reżim jest właśnie po to, żeby go kontrolować.
Chiny ostrzegają eksporterów: przygotujcie się na silnego juana not. is