Jeszcze w I kwartale tempo wzrostu
PKB wynosiło 4,4 proc. W II kw. mogło sięgnąć około 4 proc. Ale polska gospodarka zwalnia, co pokazały chociażby ostatnie słabsze dane o produkcji przemysłowej - w lipcu wzrosła o 1,8 proc. (po wyrównaniu z wahań sezonowych o 4,6 proc.). Spowolnienie notują też nasi najwięksi partnerzy handlowi - gospodarki Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii. Ekonomiści obniżają więc także prognozy wzrostu PKB dla Polski.
Według analityków JP Morgan w tym roku wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie nie 4, ale 3,8 proc. Na przyszły rok amerykański bank obniżył nam prognozę wzrostu z 3,4 proc. do 3 proc. Ekonomiści w cotygodniowym raporcie na temat gospodarek wschodzących przewidują, że do połowy przyszłego roku
inflacja w Polsce spadnie nawet poniżej celu inflacyjnego NBP, czyli 2,5 proc. (w lipcu sięgała 4,1 proc.). Analitycy banku spodziewają się zacieśnienia polityki fiskalnej prowadzonej przez polski rząd. To umożliwi obniżki stóp procentowych - zdaniem JP Morgan mogą one sięgnąć nawet 0,75 pkt. proc. w pierwszym półroczu 2012 roku.
W ostatnim roku Rada Polityki Pieniężnej podniosła
stopy procentowe z poziomu 3,5 proc. do 4,5 proc.
JP Morgan już wcześniej obniżał prognozy dla Polski. Ostatnio coraz częściej robią to też inne banki komercyjne. Citi Handlowy ściął tegoroczną prognozę z 4,2 do 3,8 proc. PKB, a przyszłoroczną jeszcze mocniej - z 3,8 do 2,9 proc. PKB.
Jeszcze słabsze prognozy wzrostu PKB dla Polski mają analitycy
BNP Paribas. W 2011 roku przewidują wzrost na poziomie 3,6 proc., a rok później - 2,9 proc. Przy czym oni spore spowolnienie w Polsce w 2012 roku przewidywali już w czerwcu tego roku.
Niedawno do grona instytucji wieszczących Polsce spowolnienie dołączył
BRE Bank. Zamiast 4,2 proc. wzrostu zdaniem ekonomistów banku w tym roku będziemy mieć tylko 3,8 proc., a zamiast 4,0 proc. w 2012 r. - tylko 3,2 proc. wzrostu.
W piątek minister finansów Jacek Rostowski argumentował, że nie widać jeszcze spowolnienia w Polsce. - Produkcja odsezonowana wzrosła o 4,6 proc. Nie mamy wobec tego jak dotąd dostrzegalnego spowolnienia gospodarczego - mówił minister w Sejmie. - Jesteśmy świadomi tego, że sytuacja na świecie, a także w Europie jest poważna, ale nie jest ona dramatyczna, jakby wydawało się z ruchów indeksów giełdowych. Musimy to śledzić, monitorować i być gotowi reagować energicznie, wtedy kiedy będzie taka potrzeba, ale także nie działać niepotrzebnie, panicznie, pośpiesznie - dodał.