Wzrost popularności rynku
Forex wśród inwestorów indywidualnych spowodował zmianę krajobrazu na rodzimym rynku biur maklerskich. Choć ciągle najpopularniejszym sposobem inwestowania jest giełda, to rosnąca pozycja Foreksu powoli mobilizuje bankowe biura maklerskie do otwierania walutowych platform transakcyjnych. Tylko w ostatnim roku taką możliwość zaoferowało Noble Securities, czy Dom Maklerski Alior Banku.
Poruszanie się po rynku walutowym polega na trochę innych zasadach niż w przypadku akcji spółek. Zanim dokonamy pierwszej transakcji, warto przyjrzeć się specyfikom i zasadom, jakimi rządzą się platformy transakcyjne - czyli po prostu programy komputerowe, które służą do przeprowadzania transakcji na
Foreksie.
Na samym początku tak jak w przypadku inwestycji na giełdzie musimy wpłacić na początek na rachunek brokera pieniądze. W przypadku walut ta kwota jest nazywana depozytem zabezpieczającym.
Minimalne wpłaty zaczynają się już od kilkuset złotych. To niewiele, jeśli uzmysłowimy sobie, że standardem na rynku walutowym jest tzw. lot, który z reguły wynosi 100 tys. jednostek waluty kwotowanej (tej drugiej w określaniu pary, np. EUR/USD), czyli np. 100 tys. dol.
Jednak inwestor indywidualny może zawierać transakcję już od 0,1 lota, czyli 10 tys. dol., czyli prawie 30 tys. zł (wtajemniczeni już wiedzą, że 1 lot to 100 tys. jednostek danej waluty). Te 30 tys. zł to ciągle olbrzymia kwota. Aby umożliwić szarakom wejście na rynek, pośrednicy wymyślili, że będą kredytować inwestycje klientów. Mechanizm ten nazywany jest dźwignią finansową.
I tak: żeby kupić 10 tys. dol., np. po 3 zł za dolara, nie trzeba mieć na rachunku 30 tys. zł. - Często depozyt zabezpieczający wynosi jedynie 1 proc., czyli w tym przypadku - 300 zł.
Wybór brokera oprócz opłat, prowizji powinien być uzależniony od wygody korzystania z platformy transakcyjnej. Każda działa w podobny sposób - wybieramy rodzaje zleceń, wielkość transakcji, itd. Oprócz tego mamy dostęp do analizy technicznej, wykresów kursów na żywo, depesz informacyjnych z rynku itp.
Samo poruszanie się po platformach transakcyjnych nie powinno być trudne. Najprostsza transakcja na rynku walut będzie zawierać dwie ceny bid i ask, czyli kupna i sprzedaży - różnica między tymi dwiema wartościami to spread.
Najpopularniejszy jest rynek spotowy, czyli taki, w którym do rozliczenia transakcji dochodzi w czasie rzeczywistym. Innym sposobem są kontrakty terminowe. W zamyśle kontrakty miały służyć do zabezpieczenia się przed ryzykiem, w praktyce coraz częściej służą do zarabiania na spadkach cen walut.
Inwestorzy, szczególnie ci bardziej zaawansowani, szczególnie cenią sobie tzw. brokerów Electronic Communication Network, w skrócie ECN, którzy pośredniczą w transakcjach między swoimi klientami a na przykład bankami.
Wybór biura maklerskiego powinien być przemyślany. Najlepiej wypróbować darmowe rachunki demo, które oferują brokerzy, by przekonać się, który najbardziej nam odpowiada. Można też oglądać interaktywne prezentacje na stronach biur maklerskich.
Uwaga - inwestorzy coraz częściej zgłaszają problemy z funkcjonowaniem platform transakcyjnych. Warto sprawdzić, jak oprogramowanie będzie działać na naszym komputerze i czy nie będzie się np. wieszać w najmniej odpowiednim momencie.