Ekonomiści ostrzegają jednak, że na dalsze, bardzo szybkie wyhamowanie inflacji nie mamy co liczyć. W tym roku ma wciąż przekraczać cel inflacyjny Rady Polityki Pieniężnej, czyli 2,5 proc.
Przez cały ubiegły rok
inflacja była problemem. Nie tylko w Polsce. Napędzały ją ceny żywności, które pogalopowały w górę, ceny paliw i słaby
złoty. W maju wskaźnik inflacji skoczył do 5 proc., potem było kilka miesięcy oddechu, a w listopadzie znów niespodzianka - wzrost do 4,8 proc.
W porównaniu ze styczniem 2011 roku najszybciej rosły ceny transportu (8,7 proc.), czynszów i energii (6 proc.) oraz żywności (4,2 proc.)
Inflację zbijał już sam fakt, że rok temu wprowadzono podwyżki VAT - wtedy wzrost cen przyspieszył. Dziś, gdy baza odniesienia jest już wysoka, inflacja hamuje. Ale nie tylko dlatego. Analitycy Banku Zachodniego WBK zwracają uwagę na umocnienie złotego, które trwa już dobre kilka tygodni. Dzięki temu słabnie presja na wzrost cen towarów importowanych - głównie paliw.
Wciąż jednak trudno uznać, by ceny ropy i żywności na rynkach światowych były niskie. Do tego mamy kolejne styczniowe podwyżki cen administrowanych, wzrost akcyzy na papierosy i olej napędowy oraz nową akcyzę na węgiel. Z kolei stawki podatku VAT zostały podniesione w przypadku ubranek dziecięcych.
Zdaniem ekonomistów inflacja w pierwszych miesiącach będzie spadać, ale raczej powoli. Do końca roku pozostanie z pewnością powyżej poziomu 2,5 proc. (to cel inflacyjny RPP), a być może nawet powyżej 3,5 proc. (to górna granica dopuszczalnych odchyleń od tego celu).