Projekt wspólnego nadzoru bankowego, nad którym ministrowie finansów UE obradowali ze środy na czwartek, jest - jak mówił polski dyplomata - o "niebo lepszy dla krajów spoza eurolandu" od pierwotnej wersji z września. Kraje takie jak Polska będą mogły dobrowolnie przystąpić do nadzoru i tym samym zyskają prawo głosu w radzie nadzorczej przy EBC.
Ta rada będzie się składać z przedstawicieli 17 nadzorów z krajów euro, sześciu osób z zarządu oraz delegatów nadzorów z krajów spoza unii walutowej, które przystąpią do nowego systemu.
Przez długie tygodnie rokowań w Brukseli ogromnym problemem była "druga instancja" wspólnego nadzoru, czyli Rada Prezesów kierująca Europejskim Bankiem Centralnym. Kraje spoza eurolandu nie mają do niej wstępu. Dlatego, jak głosił wczorajszy projekt kompromisu, jeśli Rada Prezesów zmieni decyzję rady nadzorczej, to kraje spoza eurolandu nie będą musiały się temu podporządkować. Projekt przewidywał też procedury mediacji między nadzorami krajowymi i EBC oraz - o to najsilniej walczyli Brytyjczycy - zasady głosowania w unijnym urzędzie nadzoru EBA, by nie został kompletnie zdominowany przez nadzór eurolandu z 17 głosami (przejętymi od krajów euro). - Kolejną zmianą na plus jest to, że na poziomie narodowym będzie można samodzielnie ustanawiać wyższe progi ostrożnościowe dla banków. Także w tych krajach, które byłyby częścią europejskiego nadzoru bankowego - mówił we wtorek minister ds. europejskich Piotr Serafin.
- Szwecja nie wejdzie do unii bankowej w przewidywalnej przyszłości - mówił wczoraj szwedzki minister finansów Anders Borg. Polska czy Węgry nie deklarują się w tej sprawie. Niewykluczone, że będą czekać na kształt wspólnego mechanizmu i funduszu naprawczego (odpowiedzialnego za restrukturyzację i uporządkowaną likwidację banków), który jest kolejnym po nadzorze etapem budowy unii bankowej. Fundusz naprawczy miałby być utworzony ze składek banków, ale w ostateczności mógłby korzystać z pomocy eurolandu (zapewne funduszu ratunkowego ESM). Gwarancje takiego wsparcia są bezcenne dla krajów ponoszących konsekwencje fiskalne wspólnego nadzoru (np. wskutek cofnięcia licencji bankowej).
Głównym punktem sporu eurolandu o nadzór był jego zasięg. Francja chciała, by objął wszystkie banki eurolandu (ok. 6 tysięcy), Niemcy - tylko kluczowe, czyli bez mnóstwa banków landowych i kas oszczędnościowych. Wczoraj wieczorem były duże szanse na ugodę i spore ustępstwo wobec Berlina. Nadzór przy EBC objąłby bezpośrednią kontrolą 60-150 banków, spora część na co dzień byłaby kontrowana przez nadzory krajowe (z EBC jako drugą instancją), a najmniejsze byłyby wyłączone z systemu, choć w razie kłopotów EBC mógłby doraźnie objąć je kontrolą.
Ta rada będzie się składać z przedstawicieli 17 nadzorów z krajów euro, sześciu osób z zarządu oraz delegatów nadzorów z krajów spoza unii walutowej, które przystąpią do nowego systemu.
Przez długie tygodnie rokowań w Brukseli ogromnym problemem była "druga instancja" wspólnego nadzoru, czyli Rada Prezesów kierująca Europejskim Bankiem Centralnym. Kraje spoza eurolandu nie mają do niej wstępu. Dlatego, jak głosił wczorajszy projekt kompromisu, jeśli Rada Prezesów zmieni decyzję rady nadzorczej, to kraje spoza eurolandu nie będą musiały się temu podporządkować. Projekt przewidywał też procedury mediacji między nadzorami krajowymi i EBC oraz - o to najsilniej walczyli Brytyjczycy - zasady głosowania w unijnym urzędzie nadzoru EBA, by nie został kompletnie zdominowany przez nadzór eurolandu z 17 głosami (przejętymi od krajów euro). - Kolejną zmianą na plus jest to, że na poziomie narodowym będzie można samodzielnie ustanawiać wyższe progi ostrożnościowe dla banków. Także w tych krajach, które byłyby częścią europejskiego nadzoru bankowego - mówił we wtorek minister ds. europejskich Piotr Serafin.
- Szwecja nie wejdzie do unii bankowej w przewidywalnej przyszłości - mówił wczoraj szwedzki minister finansów Anders Borg. Polska czy Węgry nie deklarują się w tej sprawie. Niewykluczone, że będą czekać na kształt wspólnego mechanizmu i funduszu naprawczego (odpowiedzialnego za restrukturyzację i uporządkowaną likwidację banków), który jest kolejnym po nadzorze etapem budowy unii bankowej. Fundusz naprawczy miałby być utworzony ze składek banków, ale w ostateczności mógłby korzystać z pomocy eurolandu (zapewne funduszu ratunkowego ESM). Gwarancje takiego wsparcia są bezcenne dla krajów ponoszących konsekwencje fiskalne wspólnego nadzoru (np. wskutek cofnięcia licencji bankowej).
Głównym punktem sporu eurolandu o nadzór był jego zasięg. Francja chciała, by objął wszystkie banki eurolandu (ok. 6 tysięcy), Niemcy - tylko kluczowe, czyli bez mnóstwa banków landowych i kas oszczędnościowych. Wczoraj wieczorem były duże szanse na ugodę i spore ustępstwo wobec Berlina. Nadzór przy EBC objąłby bezpośrednią kontrolą 60-150 banków, spora część na co dzień byłaby kontrowana przez nadzory krajowe (z EBC jako drugą instancją), a najmniejsze byłyby wyłączone z systemu, choć w razie kłopotów EBC mógłby doraźnie objąć je kontrolą.


