Marcin Grzymkowski jest twórcą sklepu internetowego eobuwie.pl. Zbudował go na bazie rodzinnego interesu i od 2006 roku zwiększył przychody z 3 do 600 mln zł (przewidywany wynik na ten rok). Eobuwie.pl to obecnie największy sklep internetowy sprzedający obuwie w Polsce, a w sezonie obsługuje do 30 tys. zamówień dziennie.

W zeszłym roku Grzymkowski zdobył tytuł Przedsiębiorcy Roku w konkursie organizowanym przez firmę doradczą EY. W zeszłym tygodniu uczestniczył w światowej edycji konkursu w Monte Carlo, gdzie rywalizował z innymi 48 zwycięzcami krajowych edycji.

Marcin GrzymkowskiMarcin Grzymkowski Bartek Sadowski

Edyta Bryła: Niektórzy przedsiębiorcy, którzy przyjechali do Monte Carlo, mają globalne biznesy, które zmieniają świat. Łatwo nabawić się kompleksów?

Marcin Grzymkowski: To nie tak. W Polsce mamy również wiele firm, które prowadzą biznes o charakterze globalnym, a zaczynały od polskiego rynku. Trzeba jednak pamiętać, że polskie firmy mają dużo krótszy staż, w większości najwyżej dwudziestoparoletni, a nie stuletni. Polskim firmom udaje się konkurować z zachodnimi mimo różnic kapitałowych.

Zwycięzca tegorocznego konkursu Przedsiębiorca Roku, Kanadyjczyk Murad Al-Katib, produkuje 20 proc. roślin wysokobiałkowych świata. To musi robić wrażenie.

Podobnie jak to, że eobuwie.pl realizuje około 20 proc. wszystkich internetowych zamówień na obuwie w Polsce. Konkurujemy z dużymi firmami, jak Zalando czy Asos. To, gdzie nasze firmy zaszły w ciągu tych 20 lat, powinno budzić podziw, a nie kompleksy.

Ile czasu jeszcze nam potrzeba, bo dogonić Zachód?

Przy obecnym tempie rozwoju gospodarczego pewnie zajmie nam kolejne 20 lat, by skalą dobić do średniej europejskiej. Pamiętajmy przy tym, że Zachód też w tym czasie będzie się rozwijał, nawet jeśli wolniej niż nasza część Europy. Jednocześnie naszym wyzwaniem będzie rynek pracy. Nie będziemy mogli już zawsze konkurować niższymi kosztami zatrudnienia. Aby nadążyć za zmieniającym się światem, musimy nieustannie inwestować w nowoczesne technologie i innowacyjne rozwiązania, a także szkolić kadry. Powstają nowe stanowiska pracy, które wymagają specjalistycznych kompetencji.

A jest problem z dostępem do kadr, zwłaszcza poza dużymi miastami. Młodzi wyjeżdżają na studia i nie wracają, bo ich rodzinne miejscowości nie mają do zaoferowania ciekawych miejsc pracy, a jeśli już, to często jest za późno – zdążyli się już osiedlić w dużym mieście. Brak specjalistycznego wykształcenia też jest problemem. Często się zdarza, że studentom brakuje praktycznej wiedzy z zakresu marketingu internetowego. Ale widzę rozwiązanie w tym, by dać im szansę zdobycia konkretnych umiejętności już podczas pracy.

Rodzicom nie żal czasem, że tradycyjne sklepy stacjonarne zastąpił internet?

Już zrozumieli, że lepszych efektów, niż daje sprzedaż internetowa, nie da się osiągnąć. Choć na początku byli sceptyczni wobec mojego pomysłu, zaufali mi i dali swobodę działania.

Pewnie, że kontakt z butem przy sprzedaży stacjonarnej jest większy, ale klient ma ograniczony wybór. Żeby obejrzeć wszystkie modele, jakie są na eobuwie.pl, a mamy ich 40 tys., musiałby iść do 130 zwykłych sklepów. To nierealne.

Poza tym dzisiejsze sklepy stacjonarne to też nie to, co kiedyś. Mało jest takich, gdzie klient zna się ze sprzedawcą i mogą porozmawiać. Kontakty między nimi stały się bezosobowe.

Jakie błędy popełniają polscy przedsiębiorcy?

Często zabierają się za biznes, o którym nie mają pojęcia. Wiedza o branży jest ważna, nie tylko pomysł. Innym błędem jest brak konsekwencji, uleganie przejściowym modom czy niecierpliwość. Czasami problemem jest brak środków finansowych albo złe rozdysponowanie budżetu.

A podobno zdobycie pieniędzy to nie jest dziś jakiś wielki problem.

To prawda, że część prywatnych inwestorów chętnie inwestuje w dobre pomysły. Często jednak jest to obciążone dużym ryzykiem utraty autonomii. Zrezygnowałem z tych ofert, które nie pozwalały mi na niezależność w kierowaniu firmą. Jestem bardzo związany z eobuwie.pl, budowałem ten sklep od początku i wiedziałem, w jakim kierunku chcę go rozwijać. Zamierzałem wprowadzić firmę na giełdę, ale w ostatniej chwili propozycję współpracy złożył mi prezes CCC Dariusz Miłek. Można powiedzieć, że od razu się dogadaliśmy. Zyskały na tym obie firmy.