Tomasz Bochenek z Tarnowskich Gór mówi, że jest urodzonym inżynierem. Jako dziecko, co wpadło mu w ręce, to rozkręcał i psuł. Jako dziesięciolatek zakochał się w komputerach i chciał być informatykiem. Prawie nim został, bo studiował informatykę na Politechnice Śląskiej. Ale zachorował jego ojciec prowadzący firmę Ventis zajmującą się sprzedażą sprzętu fotograficznego. I na ostatnim roku studiów, bardzo niechętnie, syn przejął rodzinny biznes.

Od zera do biznesmena 

- Wcześniej praktycznie nigdy nie pracowałem, nie miałem żadnego pojęcia o przedsiębiorczości. Wszystkiego musiałem się uczyć od podstaw – opowiada Bochenek.

Czego konkretnie? W pierwszej kolejności - jak nie dopuścić do upadku firmy, o który się otarła. Bochenek musiał się też dowiedzieć wszystkiego o budowaniu marki.
Ale wkrótce skończyła się współpraca z włoskim, głównym klientem i Bochenek zdecydował się na przekształcenie firmy i inwestycję w nowy produkt, czyli sprzęt do fotografii 3D. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo idealnie wstrzelił się w potrzeby rosnącej branży sprzedaży internetowej. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej