Piotr Krupa zrobił karierę w jednej z najbardziej niewdzięcznych branż, ale po mistrzowsku. Jego firma windykacyjna Kruk jest liderem w naszej części Europy. 

Początki Kruka jako firmy zarządzającej wierzytelnościami to koniec lat 90. Zaniepokojonym rodzicom i sobie tłumaczył, że nic złego nie robi, bo konieczność oddawania długów to norma społeczna. I on chce stać na jej straży.

Od końca zeszłej dekady Kruk działał inaczej: zamiast odzyskiwać długi na zlecenie banku, część wykupywał na własny rachunek, a potem rozkładał zaległości osobom zadłużonym na raty. Mogły one nawet wskazać miesięczną kwotę spłat. 

Krupa uważa, że windykacja źle się kojarzy, bo wcześniej firmy traktowały osoby zadłużone jak oszustów. - My do nich podchodzimy jak do klientów. Zresztą większości po prostu powinęła się noga w życiu. To w gruncie rzeczy uczciwi ludzie, których obsługujemy tak, jak my sami chcielibyśmy być traktowani w takiej trudnej sytuacji – mówi Krupa.   

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej