Wszystko wskazywało na to, że Dariusz Miłek będzie sportowcem. I to dobrym. Jako 13-latek dołączył do jeżdżących pod jego blokiem kolarzy. Okazało się, że jazda na rowerze idzie mu całkiem nieźle. Szybko trafił do kadry narodowej. To właśnie na zawodach sportowych za granicą pierwszy raz posmakował biznesu. Podobnie jak wszyscy kadrowicze wracał z takich wyjazdów do Polski z rzeczami na handel. Miał do niego prawdziwą smykałkę. „Handlowali wszyscy, ale ja byłem w tym najlepszy” – mówił bez zbędnej skromności na jednym ze spotkań dla przedsiębiorców.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej