We wtorek o reformie tej polityki rozmawiali ministrowie rolnictwa UE pod przewodnictwem Marka Sawickiego, kolejna debata w październiku. To na Polskę jako kraj sprawujący unijną prezydencję przypada rozpoczęcie negocjacji nad zaproponowanym w połowie lipca przez Komisję Europejską pakiecie propozycji prawnych reformujących Wspólną politykę rybołówstwa UE. Negocjacje nad pakietem zapowiadają się jednak długie.
Krajom UE nie podobają się w m.in. proponowane przez Komisję wprowadzenie od 2016 r. całkowitego zakazu odrzutów, czyli wyrzucania do morza przypadkowo złowionych ryb. Komisja proponowała w lipcu, aby złowione przypadkowo ryby były zabierane na ląd i wliczane do ogólnych kwot połowowych. - Trzeba położyć kres marnotrawstwu. Odrzuty mogą stanowić aż 60 proc. połowów na niektórych łowiskach - argumentowała unijna komisarz ds. rybołówstwa Maria Damanaki.
Zakaz odrzutów staje się szczególnie problematyczny w przypadku tzw. połowów mieszanych. - W momencie, w którym zbliżamy się do końca kwoty połowowej dorsza i łowiąc inne ryby złapiemy w sieci dorsza, zmniejszy to automatycznie kwotę - tłumaczył jeden z unijnych dyplomatów. Na Bałtyku zakaz odrzutów dotyczyłby jedynie śledzia i dorsza, gatunków objętych już kwotami połowowymi.
Polska jest w grupie państw, które podobnie jak Francja, Wielka Brytania lub Rumunia, nie mówią otwarcie nie, ale wolałyby, aby zakaz był wprowadzony stopniowo. Całkowity zakaz odrzutów popierają jednoznacznie jedynie państwa skandynawskie: Szwecja, Dania i Finlandia. Według nieoficjalnych informacji, Niemcy nie miałyby nic przeciwko niemu, pod warunkiem że byłby on dostosowany do poszczególnych gatunków ryb.
Państwom członkowskim nie podoba się również proponowany system obliczania limitów połowów, które - zgodne z zaleceniami naukowców - pozwalają na samodzielne rozmnażanie się ryb. Komisja Europejska proponuje wprowadzić go w 2015 r. Zdaniem unijnych ekspertów problem polega na tym, że kraje często ustalają limity połowowe większe niż te proponowane przez naukowców. Już w 2010 roku Komisja podkreślała, że na samym tylko Bałtyku limity połowowe ryb były o 34 proc. większe niż zalecenia ekspertów.
Jednomyślności nie wzbudziło również wśród ministrów proponowane przez KE wprowadzenie od 2014 r. systemu indywidualnych koncesji na połów. Według założeń obowiązywałyby one wszystkie statki o długości powyżej 12 m i wszystkie te, które używają do połowów narzędzi ciągnionych. Na razie jednak, z wyjątkiem Irlandii, tej propozycji nie odrzucił żaden z krajów UE.