Celem nowelizacji jest uniknięcie sytuacji, że przetargi wygrywają firmy, które oferują rażąco niską cenę i nie są potem w stanie zrealizować
zamówienia lub realizują je wadliwie. Najgłośniejsza sprawa tego typu to przypadek chińskiego konsorcjum COVEC, które nie wybudowało dwóch odcinków
A2.
Nowelizacja ustawy zakłada, że zamawiający będzie mógł żądać od oferenta udowodnienia, że oferowana cena nie jest rażąco niska. I to strona składająca ofertę będzie musiała to udowodnić.
- Ogromna większość opinii do projektu jest pozytywna, całe środowisko gospodarcze jednoznacznie poparło proponowane przez nas regulacje - mówi poseł
Adam Szejnfeld, szef sejmowej komisji "Przyjazne państwo". - Nie widać też specjalnych podziałów politycznych wobec tego projektu. Projekt ustawy kwestionują jedynie ci, którzy wychodzą z założenia, że nie trzeba zmieniać przepisów, ale praktykę prowadzenia i rozstrzygania
zamówień publicznych.
Projekt zmiany ustawy nie znalazł się jednak na liście 60 projektów, które marszałek Sejmu
Grzegorz Schetyna chce przeprowadzić jeszcze w tej kadencji. Zdaniem posła Adama Szejnfelda to nie przesądza o losach nowelizacji. Widzi jednak poważne zagrożenia dla proponowanej ustawy.
- Problem jest taki, że komisja gospodarki skierowała projekt do prac w podkomisji. Ale pod koniec kadencji prace w podkomisjach idą bardzo wolno, więc mam poważne obawy, czy ustawę uda się przegłosować. Ale nie tracę nadziei - mówi "Gazecie" poseł Szejnfeld.
Zgodnie z procedurą jeżeli projekt nie zostanie uchwalony do końca kadencji Sejmu, trafia do kosza, nie dotyczy to tylko projektów zgłoszonych przez grupę obywateli. W kolejnej kadencji prace nad projektem trzeba więc będzie zacząć od nowa.