W czwartek wszystkie serwisy internetowe w Szwajcarii obiegła smutna informacja: silny frank bije w
eksport szwajcarskich serów. Szwajcaria słynie z doskonałych wyrobów mlecznych, które znane są na całym świecie. Ale im frank jest silniejszy, tym przychody ze sprzedaży szwajcarskich serów za granicą są niższe.
Eksport szwajcarskiego ementalera spadł w pierwszej połowie roku aż o 17,2 proc., a sera Gruyere - o 2,2 proc. To podstawowe składniki szwajcarskiego fondue. - W sumie eksport szwajcarskich serów spadł o 2,4 proc. do 28 530 ton - napisał bulwarowy „
Blick”. Jednocześnie wzrósł
import serów m.in. z Włoch - o 4,8 proc. czy Niemiec - o 10,3 proc. Sery z sąsiednich krajów są po prostu dla Szwajcarów teraz dużo tańsze. Jak informuje portal
24heures.ch we wrześniu organizacja Switzerland Cheese Marketing zamierza przeprowadzić dużą kampanię promującą szwajcarskie sery w regionie alpejskim.
Spadek
eksportu serów to tylko jeden z przykładów tego, jak szwajcarskie firmy cierpią przez silną walutę. Zgodnie z danymi szwajcarskiego biura ds. celnych w czerwcu szwajcarski eksport wzrósł w sumie o 3,1 proc., ale ceny towarów eksportowych spadły o 10,9 proc.! Firmy mają więc albo mniejszy zarobek, sprzedając za granicę, albo żeby zrekompensować zmianę kursu, muszą podwyższać ceny towarów sprzedawanych za granicą.
Z drugiej strony Szwajcarzy coraz częściej zamiast u siebie na zakupy, jeżdżą do Niemiec czy Francji. Organizacja USAM zrzeszająca małe i średnie firmy wezwała szwajcarskich konsumentów do patriotyzmu i robienia zakupów w kraju - podał z kolei portal
Romandie News. Ale to się po prostu nie opłaca. Przykład podaje francuskojęzyczny tygodnik „
L'Hebdo”: krem od opalania Nivea w Szwajcarii w hipermarkecie Coop kosztuje 20 franków, w Niemczech taki sam kosztuje w przeliczeniu połowę, czyli 10 franków. - Na rynku szwajcarskim krem jest dostarczany przez Beiersdorf Szwajcaria i nam proponuje cenę znacznie wyższą niż w Niemczech - tłumaczy na łamach tygodnika Denise Stadler, rzeczniczka Coop.
Mają powody, bo Szwajcarom często opłaca się więc jechać wiele kilometrów i zrobić zakupy np. w Niemczech, niż w sklepie w Szwajcarii. Gazeta „
Tribune de Geneve” donosiła w lipcu, że sieci handlowe coraz częściej wymagają od swoich zagranicznych poddostawców obniżek cen. Wymuszają to szwajcarscy konsumenci.
Efekty tańszego
importu już widać. „
L'Hebdo” donosi, że Ikea (która znakomitą większość towarów produkuje poza Szwajcarią) ostatni katalog drukowała na początku roku przy kursie euro na poziomie 1,3 franka. W nowym katalogu ceny będą już niższe. - Obniżymy dużą część cen - obiecuje rzecznik Ikei David Affentranger. - Kanapa Ektorp, która kosztuje obecnie 699 franków, potanieje o 100 franków - zapewnia.
Tylko w lipcu frank umocnił się do euro o ponad 10 proc. Szwajcarscy przedsiębiorcy z ulgą więc przyjęli środową niespodziewaną interwencję słowną Szwajcarskiego Banku Narodowego, która przynajmniej na razie powstrzymała rajd szwajcarskiej waluty. Bank centralny dał wyraźny sygnał, że nie zamierza tolerować dalszego umacniania waluty, bo to szkodzi gospodarce.
- To cudownie. Spekulanci powinni mieć się na baczności - tak zareagował po interwencji pytany przez agencję Reuters Nick Hayek, szef firmy Swatch - znanego producenta
zegarków, który wcześniej głośno wzywał bank centralny do interwencji.
Szwajcarscy komentatorzy zastanawiają się teraz, czy interwencja banku centralnego będzie skuteczna. Zdania są podzielone. Zdaniem „
Blicka” interwencja przyniesie efekt. Zdaniem gazety „
Tages Anzeiger” szwajcarski bank centralny przepisał na chorobę placebo. Ale może ono zadziała? - Efekty uboczne są znikome, nawet woda z cukrem przepisana w sposób kompetentny może zmniejszyć dolegliwości - pisze gazeta.