Ostatnie miesiące nie były dobre dla pracowników. Nie dość, że firmy niezwykle niechętnie dawały podwyżki, to jeszcze wszystko co udało się wynegocjować od razu zżerała
inflacja. A gdy miesiąc temu dynamika płac podskoczyła do 5,8 proc., to okazało się że to efekt statystyczny - wypłata podwyżek z wyrównaniem w górnictwie podbiła pensje w całym sektorze przedsiębiorstw.
I lipiec nie przyniósł zmiany sytuacji. Średnia pensja w sektorze przedsiębiorstw (bez najmniejszych firm, budżetówki i sektora finansowego) wyniosła 3612 zł, o 5,2 proc. więcej niż przed rokiem. To ledwie rekompensuje podwyżkę cen w tym samym czasie - lipcowa inflacja wyniosła 4,1 proc. Pocieszać się możemy tym, że ekonomiści zapowiadają że ceny będą rosły coraz wolniej.
O tym, że nie ma co mówić o gwałtownej poprawie sytuacji na rynku pracy świadczą też dane o dynamice zatrudnienia. GUS podał bowiem, że w lipcu w sektorze przedsiębiorstw pracowało 5528,1 tys. osób. W ciągu miesiąca liczba etatów zwiększyła się więc jedynie o jakieś 1,1 tys. etatów. W porównaniu do lipca 2010 zatrudnienie było wyższe o 3,3 proc. Nie dość że dynamika zatrudnienia spada, to na dodatek szybciej niż oczekiwali ekonomiści bankowi. Ich prognoza na lipiec wynosiła 3,4 proc.