Alior Bank to pierwszy od wielu lat bank, który zaprosił klientów do swoich placówek, by opłacali gotówką rachunki za prąd, czynsz, gaz i telefon. Nie tylko zaprosił, lecz także zaczął reklamować tę usługę w telewizji. Usługa jest dostępna za darmo i dla każdego - nie trzeba mieć w Aliorze konta ani karty. Akcja wyglądała na ryzykowną, bo obsługa osób z pieniędzmi w dłoni jest czasochłonna.
Bank jest jednak zadowolony. Jak ujawnił "Gazecie" Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku, więcej niż co trzecia osoba przychodząca zapłacić rachunki otwiera w Aliorze konto, dzięki temu bank pozyskuje 3,5-4 tys. nowych klientów dziennie. Poza tym wielu z tych klientów zaciąga przy okazji opłacania rachunków kredyty gotówkowe. Dziennie bank udziela ich nawet po 10 mln zł. - Dzięki ofercie związanej z opłacaniem rachunków jest niemal pewne, że do końca roku osiągniemy milion klientów - podkreśla Sobieraj. Alior ma już naśladowców - comiesięczne rachunki można też od kilku tygodni za darmo opłacać w oddziałach Banku
BGŻ.
Ponad 80 proc. klientów, którzy przychodzą do Aliora zapłacić rachunki, ma już konta w innych bankach, więc akcja poniekąd jest wymierzona w konkurencję, która masowo używa w reklamach celebrytów. Prezes Sobieraj jest w kwestii znanych twarzy sceptyczny. - Dzień, w którym zatrudnię w reklamie celebrytę, będzie tym, w którym jednocześnie przyznam, że skończyły mi się pomysły na pozyskiwanie klientów - mówi szef Aliora.
- Klient nie powinien wybierać banku ze względu na twarze w reklamie, ale ze względu na przekonanie, że w danym banku będzie obsłużony najlepiej, a oferta spełnia jego oczekiwania. Tylko wtedy będzie lojalny - mówi Sobieraj. I wkłada tym samym kij w mrowisko, bo część banków, w tym tacy gracze jak PKO BP, ING Śląski, Kredyt Bank czy BZ WBK, wydaje dziesiątki milionów na reklamy z celebrytami. - Każdemu się wydaje, że może powtórzyć sukces ING i Marka Kondrata. Ale to wymaga długoterminowej strategii - komentuje Sobieraj.
Szef Aliora mówi, że zakończył już budowę sieci 400 własnych oddziałów. Będzie rozbudowywał już tylko placówki partnerskie. - Badania, które wskazują, że klienci w wyborze banku kierują się głównie bliskością jego placówki, nie do końca oddają rzeczywistość. Dziś wybory klientów są bardziej złożone, a ci, którzy bez opamiętania stawiają setki nowych placówek na każdym rogu, będą musieli je zapewne zamykać.
Dla Aliora, który w niespełna dwa lata od startu zaczął przynosić zyski, przyszły rok ma być okresem żniw. - Naszym celem jest osiągnięcie ok. 100 mln euro zysku netto - mówi Sobieraj. W tym roku bank zarobi 100 mln zł. Po pierwszym półroczu ma 50 mln zł.
Prezes Aliora nie wyklucza, że w przyszłości może się rozejrzeć za możliwością "połączenia sił z innym graczem na rynku bankowym". Jego zdaniem nie wchodzi w grę natomiast sprzedaż Aliora. Właściciel - włoska grupa Carlo Tassara - zapewniał, że nie zamierza pozbyć się banku. W grę wchodzi natomiast emisja akcji i wejście banku na giełdę w 2013 r.