Biznes Ludzie Pieniądze

Sytuacja w polskiej e-administracji jest "dobra, ale nie beznadziejna"

Dariusz Bogucki, Eficom
01.09.2011 , aktualizacja: 01.09.2011 08:41
A A A Drukuj
Na unijnych konferencjach poświęconych e-administracji kilka lat temu dostawaliśmy nagrody za nasze systemy. Teraz odpadamy na wstępie, bo promuje się u nas rozwiązania przestarzałe
Dr inż. Dariusz Bogucki, 
dyrektor ds. sektora publicznego
w firmie doradczej Eficom SA, pracował
w administracji przy wielkich projektach
informatycznych.
Dr inż. Dariusz Bogucki, dyrektor ds. sektora publicznego w firmie doradczej Eficom SA, pracował w administracji przy wielkich projektach informatycznych.
Wybory 2011, Polska 2015
Wybory 2011, Polska 2015
Przemysław Poznański Kilka tygodni temu MSWiA ogłosiło start tzw. profilu zaufanego, czyli konta w internecie, które służy do elektronicznego załatwiania spraw urzędowych. Ale Komisja Europejska w "Digital Agenda Scoreboard" bardzo surowo ocenia nasze osiągnięcia. To jak jest z polską e-administracją?

Dariusz Bogucki Tak jak w moim ulubionym cytacie z "Przygód dobrego wojaka Szwejka": "Sytuacja na froncie jest dobra, ale nie beznadziejna".

Skąd tak negatywna opinia?

- Z jednej strony jest nieźle: GUS podał 1 lipca, że aż 12 proc. populacji "samospisało się" przez internet. W tym roku było tylu chętnych do złożenia e-PIT, że serwery MF się zatkały. Sprawnie działa e-sąd. Jednak gdyby na to wszystko spojrzeć z góry, to okazuje się, że te e-usługi nie są ze sobą powiązane. Projekty w poszczególnych ministerstwach idą dobrze, ale niespójnie. MSWiA chce, aby uspójniającym narzędziem była reaktywowana za pomocą profilu zaufanego platforma ePUAP (elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej). Jednak ciągle nie może ona wejść w tę rolę.

Usłyszałem ostatnio dobre porównanie: ePUAP jest jak zbyt długo budowany port lotniczy, do którego teraz nie chce już przylecieć żaden samolot. Czekając na wybudowanie pasa, linie lotnicze znalazły sobie inne lotniska, ale ponieważ każdy samolot ląduje gdzie indziej, to nie sposób się przesiąść z jednego na drugi.

Dlaczego?

- ePUAP podlegał wielu zmianom koncepcji. Gdyby którąkolwiek doprowadzono do końca, bylibyśmy znacznie dalej. Integracja e-usług urzędów to zresztą tylko niewielka część tego, co ePUAP mógłby robić.

Dam przykład: na początku zakładano, że ePUAP integrowałby dane systemów resortowych za pomocą tzw. brokera rejestrowego. Broker w bezpieczny sposób łączyłby systemy administracji i aktualizował, bez udziału człowieka, ich dane. Np. przychodzi deklaracja podatkowa i ePUAP od razu analizuje, czy nie zmieniły się dane podatnika, np. adres. Brokera nie ma do dziś, a taki system, choćby ułomny, sprawiałby, że człowiek, przychodząc do urzędu, nie musiałby składać miliona zaświadczeń z danymi, które ten czy inny urząd już ma. Wtedy to nieszczęsne "jedno okienko" wreszcie działałoby sprawnie.

Jak to działa w innych krajach?

- W innych krajach UE e-administrację widzi się jako trójkąt, którego wierzchołkami są obywatele, politycy i administracja. My ciągle budujemy wyłącznie e-usługi między obywatelami a administracją. A - dajmy na to - w Wielkiej Brytanii działa system składania elektronicznych petycji funkcjonujący na zasadzie zdalnego referendum: pojawia się pomysł, ludzie głosują przez internet, pomysł ewoluuje, a politycy budują na tej podstawie propozycje zmian w prawie. W kilku krajach UE istnieją systemy pozwalające podatnikom sprawdzić, jak administracja wydaje pieniądze.

Ale tu akurat barierą jest bardziej kwestia dostępu do danych publicznych przetwarzanych przez naszą administrację. Dlatego z wielkim zainteresowaniem obserwuję projekt "Otwarty rząd w Polsce" realizowany przez think tank Centrum Cyfrowe. Projekt ten, budując ramy dla otwartego rządzenia w naszym kraju, wymusza wyjście poza czyste e-usługi.

Dlaczego takie kompleksowe systemy u nas nie powstały?

- U nas promuje się rozwiązania "sprawdzone", a więc technologicznie przestarzałe. Na ministerialnych konferencjach UE poświęconych eGovernment (w listopadzie kolejna z nich odbędzie się w Poznaniu) kilka lat temu dostawaliśmy nagrody i wyróżnienia - za system celny Celina czy KSI ZUS. Teraz odpadamy przy naborze kandydatów.

Opowiem ciekawostkę: jako firma doradcza pomagaliśmy w pisaniu studium wykonalności pewnego projektu ubiegającego się o dofinansowanie z funduszy unijnych. Radziliśmy, żeby usługi tego systemu były dostępne także na urządzenia mobilne. I usłyszeliśmy, że może lepiej nie, bo klient już składał podobny wniosek, wpisał usługi mobilne i oceniono, że proponuje rozwiązania niesprawdzone.

Jeśli dodamy sławetną "żelazną" regułę zamówień publicznych, że jedynym kryterium oceny ofert winna być najniższa cena, to nowoczesność i innowacyjność jest "wprasowywana" w asfalt. To słowo bardzo tu pasuje, bo właśnie "zasada najniższej ceny" zatrzymała budowę autostrady A2.

Zmiana tych zasad to najważniejsze zadanie dla rządu, jeśli chce zbudować sprawną e-administrację?

- Moim zdaniem są trzy pilne zadania: uruchomić wymianę danych między poszczególnymi resortami i systemami, przestać promować systemy przestarzałe i zlikwidować dwie Polski - wyedukowaną cyfrowo i tę mającą wciąż problem z dostępem do nowoczesnych technologii usług.

Z jednej strony zajmujemy piąte miejsce w Europie pod względem elektronicznego handlu, a banki internetowe testują u nas rozwiązania, bo wiedzą, że Polacy chętnie poznają elektroniczne nowinki. Z drugiej - rankingi Komisji Europejskiej pokazują, że ta warstewka jest bardzo cienka. Zgadzam się z inicjatywą Polska Cyfrowa Równych Szans, że gorszy niż problemy z inwestycjami jest brak wsparcia dla edukacji cyfrowej. MSWiA nie ma na to czasu, bo ten urząd obrabia setki ważnych spraw dziennie. Dział łączność funkcjonuje "na obrzeżach" Ministerstwa Infrastruktury.

Czym to grozi?

Myślę, że przez ten brak gospodarza nie dostrzegamy wyzwań przyszłości - tego, że społeczeństwo się starzeje, że wielu Polaków wyjeżdża za granicę, że nie ma już czasu biegać po urzędach, że osiedla się u nas coraz więcej obcokrajowców. Te procesy będą postępować i Komisja Europejska, i administracje w innych krajach biorą to pod uwagę. Już dziś wiele systemów e-administracji funkcjonuje 24 godziny 7 dni w tygodniu. We Francji np. rząd zaleca, by systemy administracji były wielojęzyczne. Dlaczego? Bo wielu Anglików i Niemców osiedla się na południu kraju. Właśnie opublikowany projekt nowej perspektywy finansowej UE (na lata 2014-20) pokazuje, że najwyższy czas nauczyć się takiego myślenia.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy