- Jeśli miałbym coś nowego powiedzieć w sprawie euro, to mówiłbym o opt-oucie na nasz obowiązek przyjęcia euro - ogłosił Vaclav Klaus na niedawnym spotkaniu z czeskimi ambasadorami w Pradze.
Terminem opt-out określa się zgodę Unii na rezygnację przez dane państwo z którejś z unijnych polityk. W przypadku Klausa uważanego za największego eurosceptyka wśród prezydentów i premierów państw unijnych nie skończyło się na euro. W praktyce prezydent zażądał, aby
Czechy i jej dyplomacja przygotowała się, że Unia przestanie istnieć w aktualnym kształcie, ponieważ - jak przekonywał - mamy kryzys integracji europejskiej i skumulowanie jej negatywnych następstw, takich jak utworzenie strefy Schengen czy kłopoty ze wspólną polityką rolną. Tej ostatniej, zdaniem Klausa, nie da się utrzymać.
Prezydent ogłosił także, że jeśli UE spróbowałaby wtrącać się w sprawy czeskiej energetyki jądrowej i żądać jej ograniczenia, to Praga powinna po prostu z Unii wystąpić. Klaus zbeształ czeską ambasador przy Unii Helenę Vicenovou za jej stwierdzenie w wywiadzie dla "Lidovych Novin", że ochrona euro leży również w interesie Czech.
Zgodnie z konstytucją prezydent współtworzy politykę zagraniczną, za którą odpowiada rząd. Radykalne poglądy Klausa mają wpływ i na rząd, i na największe stronnictwo koalicyjne, czyli Obywatelską Partię Demokratyczną (ODS), gdzie Klaus wciąż dużą grupę sprzymierzeńców. W Czechach urząd prezydenta cieszy się tradycyjnie dużym autorytetem i prezydent ma duży wpływ na poglądy obywateli.
Według sondażu ośrodka CVVM z czerwca, aż 68 proc. Czechów jest przeciwnych wymianie korony na euro, a za przyjęciem unijnej waluty jest ledwie 21 proc. obywateli. A jeszcze trzy lata temu znaczna większość Czechów opowiadała się za euro.
Premier Petr Neczas dobrze pamięta los swego poprzednika Mirka Topolanka, którego zwolennicy Klausa do spółki z opozycją pozbawili urzędu za zbyt proeuropejską politykę. Neczas prowadzi więc polityką unijną dość bliską poglądom Klausa, a dystansuje się jedynie wobec najbardziej radykalnych opinii prezydenta, jaką jest sprawa rezygnacji z euro.
- To problem zastępczy. Nie ma powodu, aby rząd miał trwonić energię na coś, co nie ma żadnego sensu - powiedział Neczas w reakcji na wypowiedź prezydenta.
Nie znaczy to, że premier jest zwolennikiem wspólnej waluty. Rząd czeski - w odróżnieniu od polskiego - odmawia wejścia do grupy Euro plus, którego członkowie - zarówno ze strefy Euro jak spoza niej - zobowiązali się do zwiększania konkurencyjności gospodarki i oszczędności budżetowych.
Jakiś czas temu kanclerz Angela Merkel zwróciła się do Pragi kanałami dyplomatycznymi, aby w czasie kryzysu eurolandu Czesi choć formalnie ogłosili, że wciąż im zależy im na przyjęciu euro. Praga, w odróżnieniu od Warszawy, nie zareagowała. Odwrotnie - Czechy dają do zrozumienia, że obecnie jakiekolwiek uwagi o euro są bezprzedmiotowe i nie mają najmniejszego zaufania do tej waluty. Dlatego rząd nie ma harmonogramu przyjmowania euro i nie zamierza się tym zajmować.
Nie ma dziś sposobu, aby zmusić Czechy do włączenia się do
strefy euro - twierdzi Neczas. Inne stanowisko ma szef MSZ Karel Schwarzenberg, który jest euroentuzjastą i uważa euro za korzystny dla Czech jako kraju nastawionego na
eksport. Jednak Neczas, na którego mocno naciskają zwolennicy Klausa, zamierza pozbawić Schwarzenberga wpływu na politykę unijną i wziąć ją pod swoje skrzydła.
Mimo sprzeciwu koalicyjnej partii Schwarzenberga TOP 09 premier zgodził się na powołanie urzędu państwowego sekretarza ds. UE, który ma kierować polityką europejską. TOP 09 uznała ten krok za naruszenie umowy koalicyjnej, a minister Schwarzenberg twierdzi, że nie zamierza się godzić się na odbieranie mu polityki unijnej.