Oczywiście, gdyby nie wybory, prace nad projektem prawdopodobnie nie przebiegałyby w tak ekspresowym tempie. Przypomnijmy, że posłowie PO wnieśli go do Sejmu w czerwcu, a w ubiegłym tygodniu projekt został uchwalony niemal jednogłośnie.
Warto dodać, że ponad pół roku zajęło autorom projektu jego przygotowanie i konsultacje z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz z poszczególnymi ministerstwami. W uzgodnieniach nie uczestniczył Polski Związek Firm Deweloperskich. Jednak publiczna debata na temat proponowanych rozwiązań toczyła się od prawie dziesięciu lat, a zapoczątkowała ją Fundacja na rzecz Kredytu Hipotecznego.
Jej prezes Agnieszka Drewicz-Tułodziecka poinformowała na wtorkowej konferencji, że ustawa jest wzorowana na niemieckiej. - Tamtejszy parlament uchwalił ją w 1974 r. po fali upadłości firm deweloperskich - dodał Paweł Kuglarz z kancelarii Beiten Burkhardt, ekspert fundacji.
U nas, tak jak w Niemczech, głównym zabezpieczeniem wpłat klientów ma być rachunek powierniczy. Ma go prowadzić bank dla danej inwestycji. Niektórzy deweloperzy obawiają się więc masy formalności z tym związanych. Mec. Kuglarz przyznaje, że u naszych zachodnich sąsiadów banki bardzo drobiazgowo kontrolują, na co deweloperzy wydają pieniądze swoich klientów. Przy czym inwestycja jest tam podzielona aż na siedem etapów podlegających kontroli. Od jej wyniku zależy wypłata kolejnej transzy. U nas mają być tylko cztery etapy, więc kontrole będą rzadsze. Oczywiście banki nie robią tego za darmo. - Opłaty, które z tego tytułu ponoszą kupujący
mieszkania w Niemczech, wynoszą 1-2 tys. euro, co stanowi 1-3 proc. ceny mieszkania - informuje ekspert fundacji.
W Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego liczą jednak na to, że senacka komisja gospodarki zgłosi w środę poprawkę, a Senat zaproponuje ją Sejmowi, która zwolni deweloperów z obowiązku dodatkowego zabezpieczenia rachunku powierniczego za pomocą ubezpieczenia lub
gwarancji bankowej. Mec. Kuglarz przyznaje, że to bardzo kosztowny warunek, którego nie byłoby w stanie spełnić wiele małych i średnich firm. Agnieszka Drewicz-Tułodziecka zapewnia, że kupujących mieszkania zabezpieczą inne ustawowe rozwiązania, również wzorowane na niemieckich. Np. wymóg zawierania umów przedwstępnych w formie aktu notarialnego i wpisywanie roszczeń nabywców wynikających z tej umowy do księgi wieczystej
nieruchomości. Mec. Kuglarz zwraca uwagę, że w przypadku bankructwa dewelopera pieniądze klientów na rachunku powierniczym wraz z budową byłyby wyłączone z masy upadłościowej. Syndyk na żądanie tych osób musiałby kontynuować budowę. Obecnie plajta dewelopera oznacza dla jego klientów utratę najczęściej wszystkich pieniędzy. I co ważne, dzięki ustawie będą oni mogli ocenić zalety, wady i ryzyko inwestycji, bo firma poda określone informacje o niej i o sobie w specjalnym prospekcie informacyjnym. Fundacja postuluje skrócenie okresu vacatio legis dla tego wymogu z sześciu do góra trzech miesięcy. Równocześnie miałby on być wydłużony do roku dla obowiązku stosowania rachunku powierniczego. Chodzi o to, by nie tylko deweloperzy, ale i banki mogły się do tego lepiej przygotować. Według Agnieszki Drewicz-Tułodzieckiej bankowcy przyjęli ustawę bez entuzjazmu, bo nakłada na nich większe ryzyko i odpowiedzialność. Deweloperom, którzy narzekają na ustawę, prezes fundacji zwraca zaś uwagę, że polska ustawa jest jedną z najliberalniejszych w Europie. Np. w Szwecji i Danii deweloperom wolno sprzedawać tylko gotowe mieszkania.