Biznes Ludzie Pieniądze

W oku kryzysu. Zaczęło się XXI Forum Ekonomiczne w Krynicy

Patrycja Maciejewicz, Piotr Skwirowski, Krynica
08.09.2011 , aktualizacja: 07.09.2011 20:49
A A A Drukuj
- Żyjemy jak w filmach Hitchcocka. Najpierw mamy trzęsienie ziemi na rynkach finansowych, potem wrażenia jeszcze się nasilają. Jesteśmy w samym środku kryzysu - mówili ekonomiści i bankowcy uczestniczący w "kryzysowym" panelu na Forum Ekonomicznym w Krynicy
Grzegorz Kołodko na XXI Forum Ekonomicznym Krynica 2011 - panel dyskusyjny
Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta
Grzegorz Kołodko na XXI Forum Ekonomicznym Krynica 2011 - panel dyskusyjny "Polska Europa Świat - po czy przed kryzysem".
- To kryzys systemowy. To nie jest drobny problem, etap w cyklu gospodarczym, to nie jest recesja. Mamy kryzys wartości, polityczny, podstaw ekonomicznych. Potrzebujemy przeanalizowania globalnego porządku, a raczej chaosu gospodarczego - przekonywał uczestnik panelu, były wicepremier i minister finansów Grzegorz Kołodko.

- Nie wiem, czy to, co działo się na giełdach w ciągu ostatnich sześciu tygodni, odzwierciedla rzeczywistą sytuację. Banki będą miały bardzo dobre wyniki, ale ich akcje spadały. Są firmy, których akcje straciły na wartości po kilkadziesiąt procent, a jednocześnie notują rekordowe wyniki w historii - mówił Peter Tils, główny zarządzający Deutsche Banku.

- Najprawdopodobniej w naszym kraju banki zarobiły najwięcej w swojej historii - dodał Zbigniew Jagiełło.

Przedstawiciele instytucji finansowych przyznają jednak, że obawa przed dłuższym i bardziej bolesnym kryzysem natychmiast odbiła się na ich działalności. - Ponieważ wyceny na rynku są niższe, firmy, które chciały wejść na giełdę, uznają, że nie ma co tanio skóry sprzedawać - relacjonował Ludwik Sobolewski, szef warszawskiej giełdy. - To się stało niemal z tygodnia na tydzień.

- Jesteśmy nadal w trakcie kryzysu, którego nie możemy zdiagnozować i zastosować odpowiedniego leczenia - dodał Zbigniew Jagiełło, prezes zarządu PKO BP. Jego zdaniem na szczęście kolejne fale kryzysu, nim dotrą do Polski, wypłaszczają się. Niestety, kolejne fale w latach 2012-13 mogą spowodować spowolnienie gospodarcze i u nas. A jeśli silnie uderzą w naszych partnerów gospodarczych - to nawet recesję.

Zdaniem Grzegorza Kołodki Polska już jest w głębokim kryzysie - wzrost cen jest szybszy niż wzrost produkcji, w ostatnich latach spadają inwestycje. - Częściowo za ten stan rzeczy odpowiadają czynniki zewnętrzne, ale częściowo kryzys wynika też z naszych problemów wewnętrznych - mówił Kołodko.

Jednak choć czasy są dziś niezwykle trudne, to nasze firmy potrafią kontrolować koszty i zarabiać. W pierwszej połowie roku ich wyniki finansowe były rekordowe - GUS podał, że na czysto w pierwszym półroczu zarobiły 56 mld zł (nie wlicza się tu firm zatrudniających mniej niż 50 osób oraz branży finansowej i szkół wyższych). Na kontach firm w bankach leży dziś około 100 mld zł.

Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy premierze, ubolewał, że z jednej strony mamy niewielkie zainteresowanie firm kredytami i inwestycjami, a z drugiej ogromne potrzeby rozwojowe Polski. - Jedna z instytucji finansowych policzyła je na 540 mld zł do 2030 r. - mówił Bielecki.

- Nie demonizowałbym zdarzeń, które mają miejsce teraz, duża część gospodarki rozwija się dzięki środkom unijnym, a te są spore, choć oczywiście będą niższe - stwierdził Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku.

Czy świat wyciągnął wnioski z kryzysu? - pytał prowadzący panel Krzysztof Kalicki. - Trzeba na to poczekać pokolenie, dwa, trzy - mówił Kołodko. Jego zdaniem na razie potrzebna jest koordynacja działań rynków i rządów. Sam rynek wszystkiego nie wyczyści, nie naprawi. - Europa musi wspólnie stawić czoło wyzwaniom. Poszczególne kraje sobie z tym nie poradzą - wtórował mu Daniel Hamilton, dyrektor Centrum Badań nad Relacjami Transatlantyckimi, dodając, że i w USA sytuacja nie wygląda różowo. - Deficyt wymknął nam się trochę spod kontroli. I nie jestem pewien, czy zdołamy się z tego wydostać - mówił Hamilton. - Pożyczamy 40 centów na każdego wydawanego przez nas dolara. Dlatego należy wprowadzić te podatki, które kilka lat temu zostały wyeliminowane - przekonywał. Jego zdaniem dałoby to kolejne 9 bln dol. Ale zaraz dodał, że nie jest optymistą, bo Republikanie i Demokraci nie mogą się w tej sprawie porozumieć.

- W krajach, gdzie możliwe było podniesienie podatków, uzyskano większą elastyczność budżetową - powiedział Peter Tils z Deutsche Banku.

Co nas czeka? - Euro przetrwa. Ani kanclerz Merkel, ani prezydent Sarkozy nie będą chcieli przejść do historii jako politycy, którzy schrzanili to wielkie osiągnięcie Europy - przekonywał Grzegorz Kołodko. Jego zdaniem upadek strefy euro byłby największą katastrofą od lat 40. XX wieku. - Możliwy byłby upadek UE, wielki wzrost bezrobocia. To by się nie skończyło tak łagodnie jak demonstracje przeciwników cięć budżetowych we Włoszech - mówił Kołodko. Dlatego jego zdaniem politycy muszą zrobić wszystko, co uznają za rozsądne, by utrzymać projekt euro. Konieczne jest stworzenie wspólnej polityki fiskalnej, ale na to potrzeba czasu. - Polska na pewno wstąpi do strefy euro - przekonywał Kołodko.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów